Facebook Google+ Twitter

Rosja zakręca kurek Ukrainie. Cierpliwośc ma swój kres

Po półrocznym oczekiwaniu na spłatę przez Kijów długu za gaz, Rosja wstrzymuje dostawy gazu. Teraz „Gazprom” zamierza walczyć o zwrócenie mu miliardów dolarów w sądzie.

Wokół gazowego skandalu zrobiło się w Rosji nadzwyczaj gorąco. Do prezesa Gazpromu i rosyjskiego ministra energetyki ustawiają się kolejki dziennikarzy. Bowiem spełniły się groźby wprowadzenia systemu przedpłat w dostawach gazu na Ukrainę. Ukraina będzie odtąd otrzymywać gaz w takiej objętości, za jaką zapłaci. Na pytania ukraińskich dziennikarzy „Co mają w takiej sytuacji robić?” prezes Gazpromu Aleksiej Miller odpowiadał krótko: „Ukrainę uratuję spłata długów. Długi trzeba spłacać”.

Nikt jednak nie wstrzymuje dostaw gazu na Ukrainę. Ukraińskim gazociągiem popłynie gaz w objętości przewidzianej kontraktami podpisanymi z europejskimi partnerami. Ale dla Ukrainy gazu w tym gazociągu nie będzie. A wszelkie próby przejęcia tego gazu są bezprawne i oznaczają kradzież.

Zdaniem uczestnika gazowych negocjacji, rosyjskiego ministra energetyki Aleksandra Nowaka, Kijów od samego początku wywracał pojęcia do góry nogami i płacić nie chciał.

„Gdzie coś takiego widziano? Kiedy pytamy naszych zachodnich partnerów, czy wyobrażają sobie taką sytuację z innym rodzajem towarów, to oczy im się robią jak pięciozłotówki ze zdziwienia. Trudno im zrozumieć sytuację, w której od listopada nie opłaca się towaru. To już pół roku! – podkreśla minister energetyki Aleksander Nowak – W każdej innej sytuacji, już nazajutrz po przekroczeniu terminu uiszczenia należnej opłaty, złożono by pozew, wstrzymano dostawy. Słowem zrobiono by to, co my robimy dopiero po upływie pół roku. Wprowadzenie systemu przedpłat to jedynie wypełnienie kontraktu, jakim związani jesteśmy z Ukrainą”.

Źródłem niekończących się sporów była gazowa taryfa. Ukraińska strona, nie wiedzieć, czemu, uporczywie obstawała przy obniżce gazu do 268,5 dolarów za tys. m. sześc.

Na propozycję „Gazpromu”, by taryfa za gaz wynosiła 385 dolarów – a więc ze studolarową zniżką – ukraińska delegacja z gruntu się nie zgadzała. Z takim samym uporem odrzucała propozycję „Gazpromu” o spłacie długu ratami. Moskwa gotowa była przyjąć nawet 2 mld, zamiast należnych jej 4,5 mld dolarów.

Kijowowi dawano szansę po szansie. I niejednokrotnie zgadzano się na spłatę długu „potem”. Aż w końcu 11 czerwca zainterweniował sam Prezydent Rosji, który postawił jasne warunki negocjacji: Rosja jest gotowa dostarczać Ukrainie gaz po tej samej taryfie, po jakiej dostarczała go za prezydentury Janukowycza, innymi słowy, ze zniżką w wysokości 100 dolarów.
Ale siódma, i w końcu ósma runda rozmów nie wniosły niczego nowego. Ostatnia faza negocjacji zakończyła się w nocy z 15 na 16 czerwca. Surowa twarz Millera po zakończonych rozmowach była wyraźnym sygnałem, że negocjacje po raz kolejny zakończyły się fiaskiem. Za to uśmiechnięta i zadowolona twarz ukraińskiego ministra energetyki Jurija Prodana jasno pokazywała, że na fiasko rozmów ukraińska strona bardzo liczyła. A już rano 16 czerwca, Miller pukał do drzwi gabinetu premiera Dmitrija Miedwiedewa.

Oficjalne stanowisko Ukrainy przedstawił premier Arsenij Jaceniuk, stosując nieodmiennie tę samą retorykę. Doskonale zdając sobie sprawę z tego, że warunki kontraktu trzeba wypełniać, po raz kolejny zaistniałą sytuację nazwał szantażem ze strony Rosji.

„To kolejny plan Rosji mający na celu zniszczenie Ukrainy, kolejny etap rosyjskiej agresji wymierzonej w nasz kraj i w wywalczoną przez nas niezależność . Ukraińcy nie będą wykładać ze swoich kieszeni 5 miliardów dolarów rocznie i utrzymywać Gazprom (sic!)” – „zdecydowanie” oświadczył ukraiński premier.
„Premier Ukrainy jest najwyraźniej jednym z autorów stosowanej dziś wobec Rosji nowej taktyki w kwestii gazowej. I muszę powiedzieć, że na ostatnim spotkaniu sowicie przyklejano nam etykietki, rzucano hasłami, oceniano. Wstrzymam się od oceny tych ocen. Ale kiedy szafuje się hasłem „wojna gazowa”, to wiele to mówi o nastawieniu ukraińskiej strony” – podkreślił Miller.
Medialny przekaz na Ukrainie, że podwyższona zostanie taryfa na gaz, to po raz kolejny rzucanie w Rosję kamieniem. W istocie rzeczy wzrostu taryf żąda od Ukrainy otwartym tekstem Unia Europejska. Taką cenę się płaci jednak za przyśpieszoną eurointegrację.
Ale największym zaskoczeniem była decyzja władz w Kijowie. Od kogo zamierzają brać teraz gaz? Otóż zamierzają go otrzymywać od krajów europejskich. W ramach tzw. rewersyjnego systemu. A więc ten sam rosyjski gaz, płynący tymi samymi gazociągami.

„Ukraina rozporządza rosyjskim gazem płynącym przez jej gazociąg, jak swoim własnym. A nie ma do tego żadnego prawa. To, że rosyjski gaz płynie przez ukraiński gazociąg, nie zmienia faktu, że jego właścicielem pozostaje Rosja. Punkty zdawcze rosyjskiego gazu znajdują się poza Ukrainą. Czy Ukraina ma prawo rozporządzać rosyjskim gazem jak swoim? Oto jest pytanie! Czy ktoś nas o to pytał? Ktoś konsultował to z nami? Czy może to pan Jaceniuk wymyśla i opracowuje takiego rodzaju scenariusze?” – unosi się na konferencji prasowej w Interfaks Andriej Miller.

Ale nie tylko aspekt prawny warto poruszyć. Bynajmniej nie wszystkie państwa sąsiadujące z Ukrainą mają fizyczną możliwość odwrócenia kierunku przepływu gazu, bądź z powodu braku odpowiedniego systemu gazociągowego, bądź z powodu fatalnego stanu gazociągów. I, co tu dużo mówić, reeksport mija się dalece z interesami tych państw, dlatego pozostajemy w sferze fikcji. Ukraina potrzebuje rocznie 50 mld m. sześc. gazu. Z tych 50 mld 20 mld czerpią te państwa, które miałyby uruchomić rewers…

Możliwości reeksportu Słowacji, Polski i Węgrów razem wziętych, z trudem dochodzą – i to jeśli dobrze się postarać – 10 mld m. sześc. Skąd brać pozostałe 20 mld – ciągle nie wiadomo. No zawsze można sobie pomóc kradzieżą. Właśnie kradzież rozwiązała częściowo problemy Ukrainy z niedoborem surowca.

„Od początku roku Ukraina nagromadziła w swoich podziemnych magazynach zgoła astronomiczną ilość gazu rosyjskiego. Ilość wtłoczonego gazu przewyższa obecnie 12 mld m. sześc., z czego 11,5 mld to gaz rosyjski, za który Ukraina nie zapłaciła. W tych magazynach jest jeszcze gaz z poprzedniej zimy. Dostarczaliśmy im tyle gazu, ile tylko chcieli – ile dusza zapragnie. Jest to też nasz wkład w ich bezpieczeństwo energetyczne” – zakończył Miller.

A na razie „Gazprom” postanowił zwrócić się do Międzynarodowego Sądu Arbitrażowego w Sztokholmie i żąda spłaty uznanego już przez wszystkich długu w wysokości 4,5 mld dolarów. Pozew złożył też ukraiński państwowy Naftogaz z żądaniem rewizji obowiązującej umowy. Ale na jakich podstawach? Tego nie wie nikt po dziś dzień.

Poza żądaniem spłaty długu wynoszącego prawie 4,5 mld dolarów, Gazprom może też „wystawić” Ukrainie inny rachunek – tym razem opiewający na sumę 18 mld dolarów. Zgodnie ze zobowiązaniami wynikającymi z klauzuli: „take or pay”. Innymi słowy za gaz, który pobierała i za który płaciła mniej, niż zostało to zakontraktowane w ramach klauzuli, która wymusza opłacenie ustalonej objętości gazu bez względu na to, czy zostanie od odebrany. Po podsumowaniu suma olbrzymia. Ale ze strony Gazpromu to tylko reakcja na przewlekłe zagrywki ze strony Ukrainy.

Na podstawie: http://www.vesti.ru/doc.html?id=1692873&cid=6
http://biznesalert.pl/17-06-2014-alert/

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.