Facebook Google+ Twitter

Rośnie deficyt w budżecie Polski – w lutym wyniósł 21,6 mld zł

Minister Radosław Sikorski wyraził przed kamerami i mikrofonami szczere słowa zadowolenia, że Polska nie ma podobnych problemów finansowych, jakie spotkały ostatnio Cypr. To rzeczywiście szczęście, że nie mamy takich problemów, jak Cypr.

 / Fot. Wikipedia, Autor:World Economic ForumMinister podkreślił, że nam to nie grozi, bo finanse polskie są mocne. Ten argument przekonuje, wszak żaden bank w Polsce nie wpadł jeszcze w taką nędzę, żeby należało go ratować zastrzykami gwarancji rządowych i żaden nie zbankrutował, jak to miało miejsce w innych krajach UE. Ale jest jednak w naszych finansach pewne, ale…

Otóż – według informacji resortu finansów – zaczyna galopować deficyt budżetu państwa. Po zakończeniu lutego 2013 roku, wyniósł 21 mld 654,9 mln zł. To dane zaledwie szacunkowe resortu finansów z wykonania budżetu. Problem jednak w tym, że kwota 21 mld 654,9 mln zł stanowi 60,9 proc., z dopuszczonego na 2013 rok deficytu, w wysokości 35 mld 565,5 mln złotych.

Zgodnie z komunikatem Ministerstwa Finansów, wydatki państwa po miesiącu lutym, wyniosły 64 mld 484,4 mln zł, co stanowi aż 19,3 proc., zaplanowanych na bieżący rok wydatków, w wysokości ok. 334 mld 950,8 mln zł.

W tym czasie, dochody budżetu państwa wyniosły 42 mld 829,5 mln, co stanowi tylko 14,3 proc. z zaplanowanych w ustawie budżetowej dochodów, w wysokości ponad 299 mld 385,3 mln zł.

Wpływy z tytułu podatków do budżetu wyniosły 39 mld 496,9 mln zł, czyli 14,8 proc. z planowanych 266 mld 982,7 mln zł, w tym z podatków pośrednich 28 mld 447,2 mln zł (14,8 proc. z zaplanowanych na 2013 rok 192 mld 208,2 mln zł) – podaje w.

Natomiast z podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) wpłynęło 3 mld 816,2 mln zł, czyli 12,9 proc. z zaplanowanych na bieżący rok 29 mld 638,5 mln zł, a z podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT) 6 mld 870,4 mln zł (16 proc. z zaplanowanych w budżecie z tego tytułu 42 mld 936 mln zł).

W komentarzu na portalu Money.pl można przeczytać, że Ministerstwo Finansów – wobec takiej sytuacji - nie wyklucza potrzeby nowelizacji budżetu na 2013 rok. Problem z budżetem jest, bowiem duży. Ale obecnie resort ma jeszcze zbyt mało informacji, aby podjąć decyzję o ewentualnej nowelizacji.

O możliwej potrzebie nowelizacji budżetu resort finansów mówił już w połowie styczniu br. Ludwik Kotecki, główny ekonomista Ministerstwa Finansów powiedział wtedy, że "resort nie wyklucza nowelizacji budżetu na 2013 rok, choć jej nie zakłada". Według niego - jak wyjaśniał - w warunkach spowolnienia gospodarczego, które nie wynika "z naszych wewnętrznych problemów", tylko z narastających w strefie euro i UE, "niepewność jest większa, niż zazwyczaj", przekonywał dziennikarzy.

Jak wiadomo - największą pozycję wśród wydatków budżetowych, stanowiły po miesiącu lutym, "subwencje ogólne dla jednostek samorządu terytorialnego", które wyniosły 13 mld 981,9 mln zł i stanowiły 27,3 proc. tegorocznego planu oraz dotacje budżetu do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, w ogólnej wysokości 10 mld 736,8 mln zł, czyli 28,9 proc. planu na 2013 rok.

Równocześnie, kilka dni temu resort poinformował, że w ramach obsługi zadłużenia zagranicznego, Ministerstwo Finansów spłaciło w lutym 2013 roku równowartość 2 mld 777,9 mln euro kapitału od długu zagranicznego Skarbu Państwa oraz równowartość 424,3 mln euro odsetek od niego. W końcowym rozrachunku, stan środków walutowych, będących w dyspozycji Ministerstwa Finansów, na koniec lutego br., wyniósł 5 mld 96,9 mln euro, co w przeliczeniu na złote, daje 21 mld 188 mln złotych.

Stanisław Cybruch

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Jasne, że jest banrutem. Śmiło dąży do kompletnej klapy, od samego początku transformscji Mazowieckiego. Durnota w postępie arytmetycznym pogrąża kraj a ogłupiały Naród wciąż ze strachem nadziei nie ma odwagi dostrzec nagośći własnych elyt

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jakoś to będzie.
Dekadencja autora jak początek tegorocznej wiosny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Andrzeju, Niemcy też przyjeżdżają do nas na zakupy ale to nie jest argument, że u nich jest wieksza bieda. Po prostu korzystają na wysokim kursie euro i dodatkowo oszczędzają, kupując przy tym produkty często lepszej jakości niż u siebie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pan wiedze panie Cybruch bierze z tabloidów, rzadowych mediów i internetu chyba wyłącznie. Żeby twierdzić, że na Słowacji ludziom żyje się lepiej niż w Polsce, to trzeba coś wiedzieć na ten temat, trzeba tam pojechać i zobaczyć. Bieda tam aż piszczy. Przeciętni obywatele, po wejściu Słowacji do strefy euro klepią biedę. Na zakupy do Zakopanego przyjrżdżają Słowacy aż z Bratysławy. Biedronki w Zakopanem to ulubione sklepy Słowaków, bazar pod Gubałówką również. Samochody załadowują towarem z naszych sklepów po brzegi. Ośrodki tatrzańskie takie jak Smokovec, Tatrzańska Łomnica świecą pustkami, większość turystów, którzy jeździli tam, teraz wybiera polską stronę Tatr. A z Bratysławy do Zakopanego jest ok. 300 km.
Taki dobrobyt i nas czeka po wejściu do strefy euro.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dodam jeszcze, że owe wprowadzenie nędzy w Polsce było działaniem zaplanowanym. Inaczej nie można by tu potem sprowadzać zachodnich koncernów kusząc ich "tanią siłą roboczą". Panowie (a raczej łobuzy) postanowili nie pytając się nikogo o zdanie zrobić z nas kraj trzeciego świata.
W ogóle reforma gospodarcza "by Balcerowicz" nie była konieczna, bo gdy zabrał się za gospodarkę to Polska miała setki dobrze prosperujących zakładów produkcyjnych i dodatni bilans w handlu z zagranicą...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Do tego, co napisałeś Marku, należałoby dodać, że wszędzie tam, w tych krajach Europy Środkowej, gdzie nie było profesorskiej ręki wybitnego ekonomisty i ministra finansów, Balcerowicza – do dziś jest mniejsze bezrobocie i dług publiczny, a przeciętni obywatele żyją znacznie lepiej niż Polacy. Dotyczy to przede wszystkim Czechów i Słowaków. Jeszcze kilka lat temu dotyczyło to również Węgrów, ale premier Orban już to wyrównał. W Czechach i na Słowacji żaden geniusz gospodarczy, ani polityczny, nie wpadł na taką myśl, jaką odkryli: Polak Balcerowicz z Polakiem Mazowieckim i Bieleckim, że spółdzielnie i PGR-y w rolnictwie to wrogie twory komunistyczne, które trzeba zniszczyć, więc zniszczyli. Do dziś dźwigają ciężkie tego skutki ludzie tam zamieszkali i państwo, które nie znalazło sposobu na rozwiązanie problemu wielu tysięcy tych rodzin, zwłaszcza ich dzieci.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W czasie mojego studiowania rozróżniało się ekonomie na socjalistyczną i kapitalistyczną. Tej pierwszej nie można było zrozumieć zupełnie. Ją się tylko zaliczało... Kapitalistyczna była jasna i przejrzysta. Z niej wiem, że prowadzenie gospodarki naszego kraju jest niezgodne z regułami ekonomii. Właściwie mogę powiedzieć, że nigdy nie była prowadzona zgodnie z regułami na przestrzeni ostatnich 24 lat. "Reforma" Balcerowicza i jego otoczenia była działaniem neokolonialnym i nawet nie nosiła znamion oczekiwanej właściwej reformy. Skala zadłużenia kraju o tym mówi, nędzny lub żaden wzrost innowacyjności, ucieczka wielu podmiotów gospodarczych za granicę, narastające bezrobocie i tak można bez końca... Fiskalizm i monetaryzm, to dwie klapki na oczach naszych wszystkich pożal się boże reformatorów. A ponieważ prawie cały świat teraz robi dosłownie to samo, to nasi dzielni finansiści i ekonomiści czują się bezkarnie. Mówią: "przecież wszyscy jadą na wzrastającym długu publicznym". Tylko dlaczego na podobnych zasadach nie mogą działać właściciele prywatnego biznesu?

Czytaj wiecej: link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rostkowski jest uczniem Balcerowicza nie zdziwię się, gdy Polska w najbliższym czasie zbankrutuje, podobnie jak Grecja, czy Cypr.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.