Facebook Google+ Twitter

„Rosyjskie konfitury”: słodko-gorzki miks z Czechowa

Nowa premiera Teatru Telewizji w reżyserii Krystyny Jandy to komicznie opowiedziana historia o odchodzącym świecie.

„Rosyjskie konfitury” Ludmiły Ulickiej to przede wszystkim zabawa cytatami i motywami. Komediowy remiks: „Trzech sióstr”, „Wiśniowego sadu” i „Wujaszka Wani”, a wszystko doprawione dużą dozą absurdu. Tak jak u mistrza, tak i tu dla ubożejącej inteligencji nie ma już odpowiedniego miejsca, świat się zmienia, mimo że niektórzy bardzo się starają tego nie zauważyć. W sztuce Ulickiej w zbutwiałym domu, o dziurawym dachu i pozbawionym funkcjonującej kanalizacji mieszka komiczna mieszanka postaci przywiązanych do miejsca i siebie nawzajem, ale zupełnie oderwanych od rzeczywistości.

Matka (Krystyna Janda) na stukoczącej maszynie tłumaczy od rana do nocy, jak sama deklaruje: „nawet na hiszpański, którego kompletnie nie zna”. Wujek (Ignacy Gogolewski), do którego należy podupadający majątek, nie robi najwyraźniej nic tylko rozkoszuje się dźwiękami klasycznych baletów i kolejnymi kieliszeczkami wódki. Główną jego cechą jest ta melancholijna, rosyjska dusza, pod którą koniecznie trzeba wypić. Trzy córki: najstarsza– spędza cały czas w cerkwi, najmłodsza na wygłupach, dorabiając sobie na sekstelefonie, a średnia z wybitnie niezaradnym mężem, który bez względu na warunki wiecznie wali w perkusję. „Degeneracja totalna” – jak podsumowuje najmłodsza.

Rosyjskie konfitury trochę niesmaczne

Nad wszystkim wydaje się panuje ciocia/gosposia Makania. Choć i jej pieniądze same się
jakoś rozłażą i nie krępuje się, by rozbite w dużej ilości jaja pozbierać na szufelkę i zrobić z nich ciasto na babę wielkanocną. Jest jeszcze syn, Rostik, który wyjechał, ożenił się z pisarką powieści bardzo popularnych, robi interesy – oderwał się od tego wariackiego domu. W sumie wszystkie postaci, oprócz syna, to rozbitkowie, desperaci, ludzie zupełnie nieprzystosowani. Nad całym tym szaleństwem drze się kot, który wlazł na drzewo i nie wie, jak zejść i siedzi tak bite cztery miesiące. Tacy wydają się i bohaterowie, siedzą w swoich rolach, równie niepraktycznych jak gałąź dla kota i zamiast spokojnie wrócić na ziemię i zaakceptować pewne zmiany, robią mnóstwo hałasu.

Cała rodzinka pokazana jest jednak z pewną dozą sympatii, tak, że nie sposób nie patrzeć życzliwym okiem na ich kolejne szalone pomysły. Co prawda narysowane są grubą kreską, ale pasuje to do ogólnej grotesko - kabaretowej konwencji. Jednak żeby żyć z takim rozmachem i przytupem, trzeba być nieskończenie bogatym, a za kulisami całej tej beztroskiej rzeczywistości ktoś musi to wszystko kontrolować i nie dać „swołoczy”. Bo jak nie, to zawsze znajdzie się jakąś szuja, która chętnie wykorzysta taki radosny rozgardiasz. Tu właśnie takiej postaci brakuje, brakuje też majątku.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.