Facebook Google+ Twitter

Rower, koloratka i śluby wieczyste

Pingwin na rowerze! – krzyknął ktoś na widok mojej koleżanki, która „ośmieliła się” jechać przez miasto w habicie. 2 lutego obchodzony jest w Kościele Dzień Życia Konsekrowanego.

W 1997 r. Jan Paweł II ustanowił Światowy Dzień Życia Konsekrowanego. To dzień modlitwy i refleksji nad bogactwem odmian życia tych kobiet i mężczyzn, którzy poświęcili życie Bogu.

I



Magda jest karmelitanką, ale nie siedzi za klasztornym murem. Należy do zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus. Uczy w szkole, pracuje w zakrystii pobliskiego kościoła, studiuje. Opowiadała mi kiedyś, jak musiała szybko przemieścić się na terenie Lublina. Pożyczyła więc rower. Widok zakonnicy mknącej na rowerze przez osiedlowe uliczki okazał się być ogromnym zaskoczeniem, zwłaszcza dla najmłodszych! Niektórzy się uśmiechali, ktoś zaczął bić brawo, ktoś inny zdążył krzyknąć: „o, pingwin na rowerze!”

II



Kilka lat temu, podczas pisania pewnej pracy, potrzebny mi był artykuł, który w najmniej odpowiedniej chwili przepadł gdzieś wśród sterty papierów. Biblioteka uniwersytecka była już zamknięta, a tekst musiałam mieć jak najszybciej. Poszłam do pobliskiego domu zakonnego, w którym do dyspozycji seminarzystów była biblioteka dostępna też dla osób świeckich. Ostatecznie zdobyłam wybrany numer miesięcznika z interesującym mnie artykułem. Na uwagę zasługuje jednak pewne zamieszanie, jakie wywołało w murach domu formacyjnego pojawienie się osoby, która nie była ani klerykiem, ani nawet mężczyzną. Kobieta w seminarium? A co ona tu robi? W dodatku zamiast do kuchni idzie do biblioteki!



 / Fot. A. KarłowskaPrzywołane przeze mnie dwie krótkie historie ukazują przepaść, która ciągle istnieje między światem osób konsekrowanych i świeckich. A przecież to ten sam świat, tylko życie nieco inne. W dodatku przepaść tworzą sami zainteresowani – ludzie. Świeccy postrzegają czasem duchownych jako kogoś z urzędu szczebelek bliżej nieba. Osoby konsekrowane zaś tak bardzo zatapiają się w „kontemplacji” samych siebie, że nagłe pojawienie się kogoś z zewnątrz, może wywołać przedziwną lawinę pytań i niedomówień. W efekcie dochodzi do zabawnych sytuacji lub też… tylko zaskakujących.

Przytoczone w tekście sceny z przeszłości to tylko pretekst, by zadać sobie istotne pytanie. Dlaczego zakonnica w kawiarni przyciąga spojrzenia ciekawskich? Dlaczego ksiądz – student tuż po opuszczeniu murów uniwersytetu chowa koloratkę do kieszeni, bo „po co się afiszować”…

Przestać być szeryfem



Jak to zwykle, gdy przez mikroskop chcemy oglądać ludzkie serce, nie ma łatwych odpowiedzi i prostych podsumowań. Ks. Jerzy Szymik pisze w jednym ze swych tekstów o pewnej pułapce, przed którą księża nie potrafią uciec. Sądzę, że nie tylko księża, ale wszyscy, których „inność” polega na tym, że ofiarowali swoje życie na wyłączność Bogu. Pisze przekornie ks Szymik, że kapłan czasami „nie potrafi być jednym z wielu, zrezygnować z roli szeryfa prowincjonalnego miasteczka, który nosi rewolwer i dlatego znaczy”…

Wydaje mi się, że najmniej problemów mamy, gdy każdy wypełnia swoje obowiązki. Wtedy nie obawiamy się siebie, bo przecież każdy robi to, co do niego należy. Śluby wieczyste ślubami, posługa posługą, ale – mówiąc językiem potocznym – prędzej czy później z kościoła trzeba wyjść! I co wtedy robić? Kawiarnia, kino, ulubiona książka albo np. runda na wrotkach po osiedlu. Samemu sobie jakoś można zorganizować czas, ale chyba nie potrafimy być razem.
Świeccy i konsekrowani są ciągle obok siebie. Mijają się, podczas swojej pracy, nie dochodzi jednak do prawdziwego spotkania. A tylko wtedy można porozmawiać, poznać kogoś, spojrzeć na życie własne i cudze z nieco innej perspektywy.


„Zawsze jest dobry czas na naukę śmiechu ze swojej nadzwyczajnej, powołanej i wyjątkowo wyjątkowej osoby” (J. Szymik, Zapachy, obrazy dźwięki). Po co to wszystko? By mądrzej i lepiej żyć!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

„Świeccy i konsekrowani są ciągle obok siebie. Mijają się, podczas swojej pracy, nie dochodzi jednak do prawdziwego spotkania” – pisze autorka.
Pewnie racja, ale uważam, że przyczyna jest bardziej złożona i artykuł do niej nie sięga. My, wszyscy, jesteśmy ciągle coraz bardziej „obok siebie”. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu (a nawet mniej) ludzie spotykali się bez umawiania, żeby ze sobą porozmawiać, pożartować, czasem pośpiewać. By po prostu być razem.
Teraz bezpośredni kontakt zastępuje komórka, Internet, a wolny czas zapełnia głównie telewizja.
To są symptomy naszych czasów i trudno by mogły się im oprzeć tylko osoby duchowne. Te relacje są cząstką szerszego obrazu współczesności. Dobrze, że zaczynamy je dostrzegać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Coś w tym jest, o czym piszesz. A chyba nie zawsze tak było. Oglądam dawne przedwojenne fotografie roddzinne, których już dzisiaj nie ma mi kto objaśnić i ze zdziwieniem widzę moją prababcię, czy rodzeństwo mojej babci w towarzystwie księży. W najzwyklejszych (a przez to tak niezwykłych, kiedy dziś na to patrzę) sytuacjach - w ogrodzie, na ulicy, w domu przy stole. To coś tak innego, niż dzisiaj, kiedy księdza masz na wyciągnięcie ręki w kościele lub w czasie kolędy (5 minut w roku). Zwyczajnie wygląda mi na to, że kiedyś księża brali udział w życiu parafian, możliwe były zapewne zwykłe ludzkie przyjaźnie między świeckimi a konsekrowanymi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Poruta, rzecz jasna, moja bo taka gapa byłam i wcześniej nie zrozumiałam.
brk

Komentarz został ukrytyrozwiń

Alicjo, ten tekst , a właściwie dzień, wyciągnął jak z głębokiej szuflady wspomnienia o osobach, ktore zawsze będę miały miejsce w moim sercu.
Gi, która znałam od dziecka, gdy jeszcze uczyła się literek, a która gdy dorosła na piękną dziewczynę i absolwentke dwoch uniwerków wprawiła mnie w niemałe zakłopotanie. Po zrobieniiu dyplomu z Literatura i Konserwatorium w klasie koncertowej fletu i gitary, oświadczyła mi, że wybiera się w długą podróż za swoją miłością. Umówiłyśmy sie zatem po jej powrocie. Rzeczywiście, wróciła promieniując szczęściem. Ożywiona, energiczna, wesoła, powiedziała mi, że to dlatego ,że tak bardzo jest zakochana. Właśnie postanowiła iść za swoją miłościa jej życia. W całkowitej konsternacji nie rozumiałam ciągle o kim Ona mówi. Zdecydowała, że zamieszka w P.
O! to pewnie niebawem slub będzie? zapytałam. - Nie odrazu, ale zaproszę Cie, myślę za jakieś 3-4 lata. Nadal miałam zakłopotaną minę nic nie rozumiejąc. O!. Poruta, pomyślałam, zrozumiawszy , że Gi wstępuje do klasztoru. Wakcje spędza na nartach, pływa na surfingu, a w ogóle kocha dzieci, ktore uczy muzyki. W habicie czy bez, jest wierna swojej miłości i bezgranicznie jej oddana.
Pozdrawiam
brk

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.