Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

8130 miejsce

Rowerem po Erlangen

W Erlangen mieszka niewiele ponad sto tysięcy ludzi. Kiedy tu przyjechałam, zaczęłam się zastanawiać: czego to miasto ma więcej: mieszkańców czy rowerów?

fot. U. A. Marczewska Choć w dużych miastach Polski liczba rowerzystów zdaje się wzrastać, wciąż ciężko powiedzieć, by dwukołowy pojazd służył nam za typowy środek poruszania się po ulicach. Rowerami jeżdżą głównie ludzie młodzi, dla których rower to wyzwanie, pozwalające jednocześnie na uwolnienie się od sztywnego rozkładu jazdy, zapchanych autobusów i korków w godzinach szczytu. Przeważnie jednak trzymamy nasze pojazdy w piwnicach i na strychach (zakładając, że w ogóle "dwa kółka" mamy) i wyciągamy jedynie od święta: z okazji specjalnie zaplanowanej przejażdżki czy w ramach kolejnego zrywu do wprowadzenia jakiegoś sportu w nasze zasiedziałe życie.

W Erlangen, niewielkim mieście w północnej Bawarii, rower to podstawowy środek lokomocji. I chociaż na wszechobecnych ścieżkach rowerowych przeważają młodzi, jest to raczej związane z faktem, iż Erlangen to miasto studenckie. Starszych ludzi na dwóch kołach również nie brakuje. Jedną z najbardziej rzucających się w oczy spraw jest, poza ogromną ilością rowerów, zły stan większości z nich. Dobry, drogi rower widuje się stosunkowo rzadko.

- Twój rower nigdy nie może być wystarczająco zły - tłumaczy Dominik, rodowity Bawarczyk. - Im jest gorszy, tym mniejsza jest szansa, że ktoś ci go ukradnie. Rower ma być sprawny, to wszystko.

Przyglądając się ustawionym dosłownie wszędzie szeregom dwukołowych pojazdów, trudno jednak bać się o kradzież swojego. Rowery są wprawdzie zabezpieczane, ale raczej nikt nie bawi się w porządne, mocne zamki. Ponadto rowery wydają się tak powszechne, że myśl o złodzieju wydaje się być bezsensowna. A jednak różnie bywa.

- Mnie na razie ukradziono dwa - śmieje się Dominik. Ja z kolei padłam ofiarą... zamiany siodełka. Ze stojącego przed akademikiem roweru ktoś zabrał stare siodełko i zamontował inne, w innym kolorze i podobnej jakości.

fot. U. A MarczewskaNa humorystyczne podejście do takich spraw zwykle można sobie jednak pozwolić. W związku z tym, że mało komu zależy na porządnym, nowym sprzęcie, popyt jest głównie na stare rowery. Tak więc i ceny nie mogą być bardzo wysokie. Jeśli decydujemy się na kupno, taka przyjemność kosztuje nas zwykle około 50 euro. Można jednak bez problemu znaleźć rower wyrzucony przez poprzedniego właściciela - doprowadzenie takiego sprzętu do stanu używalności zamyka się zwykle w 20 euro. Szczęściarze, jak np. autorka tego tekstu, mają rowery za darmo, pozostawione przez poprzednich lokatorów akademika.

Ogromne powodzenie, jakim cieszą się rowery, wykorzystały umiejętnie władze Erlangen. Odpowiedni funkcjonariusze starają się zbierać rowery zniszczone i porzucone. Są one doprowadzane do stanu używalności i wystawiane na specjalnych aukcjach. Ceny zaczynają się już od 1 euro, ale ze względu na ogromne zainteresowanie, kupienie sprzętu za taką cenę jest praktycznie niemożliwe.

Rower wykorzystywany jest wszędzie - jeździ się nim na uczelnię, do pracy i na imprezy. Przy przechodzeniu przez ulicę niejednokrotnie bardziej należy zwracać uwagę na pędzących rowerzystów niż na auta.

- W Erlangen mieszkam już wiele lat i zauważyłam pewną regułę. Tutaj pierwszeństwo mają zawsze rowerzyści. Na drugim miejscu są samochody, a na ostatnim piesi - śmieje się Silvia Bentivoglio, prowadząca na tutejszym uniwersytecie zajęcia interkulturalne dla studentów z zagranicy.

fot. U. A. MarczewskaIstnieją jednak pewne reguły. Na głównej ulicy w centrum miasta - Hauptstraße - jazda rowerem jest zakazana. Grozi za to mandat w wysokości 20 euro. Miejscowi patrzą na to z przymrużeniem oka.
- Wiadomo, że i tak wszyscy tamtędy jeździmy. Zwłaszcza młodzi - wzrusza ramionami Uwe.
Wraz z początkiem listopada policja postanowiła jednak dodatkowo zadbać o porządek. Pojawiły się patrole, sprawdzające np. czy w naszych pojazdach działa światło. Również na jazdę pod wpływem alkoholu stróże porządku nie patrzą życzliwym okiem.

Nigdy nie byłam wielką fanką jeżdżenia na rowerze. Ta sfera życia pozostawała jakby poza mną. Dzisiaj wiem jedno - po powrocie do Polski zaczynam rozglądać się za rowerem. Was również do tego zachęcam!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Ulu czy Agato? Wyobraź sobie jakie było moje zdziwienie kiedy pojechałem do Eindhoven...wszedzie rowery...tysiace rowerów...niesamowite:) chyba rzeczywiscie wiecej niz mieszkancow, ciekawy tekst

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.