Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Styl życia > Rowerem przez piekło

Pozycja materiału w rankingach:

45252 miejsce

Dział: Styl życia

Ocena: 5pkt

Oceń:

Rowerem przez piekło


Mount Ventoux, najwyższa góra Prowansji, która widoczna jest z niejednej położonej w tamtym rejonie winnicy, jest nie tylko jednym z wyższych wzniesień pasma Prealp, ale przede wszystkim jednym z najtrudniejszych rowerowych podjazdów świata. Postanowiłem zdobyć górę we wrześniu.


Mount Ventoux, inaczej zwana jest też "górą wiatrów". Podmuchy na szczycie często przekraczają prędkość 100 km/h, a rekordowe pomiary wskazywały nawet 320 km/h. Szczyt-legenda kolarskiego świata, która w tym roku wraz z Lancem Armstrongiem, wróciła do Tour de France budzi strach nawet wśród zawodowych kolarzy. 22 kilometry podjazdu, na których średni procent nachylenia wynosi 7,5, jest prawdziwą drogą przez piekło.

Bedoine, wioska, w której trasa ma swój początek, przywitała nas słońcem i W drodze na szczyt. / Fot. Jakub Malczaktemperaturą około 22 stopni. Widoczne w oddali chmury nie zdołały nas zniechęcić. W wypożyczonym na miejscu rowerze rozpoczęliśmy walkę z prowansyjskim gigantem. Już po trzech kilometrach pogoda się zepsuła. Z nieba zaczął padać deszcz, który przemienił się w potężną ulewę. Podczas całego podjazdu teren nie wypłaszcza się nawet na chwilę, nie ma mowy nawet o lekkim spadku, który dałby odpocząć zarówno nogom, jak i plecom. Kręta droga z prawie pionowymi zakrętami jest czymś, co może zniechęcić najtwardszych. Jeśli w piekle człowiek poddany jest ekstremalnym warunkom, to owa droga była jego prawdziwym przedsionkiem.

Pogoda nie była naszym sprzymierzeńcem. / Fot. Jakub MalczakDeszcz, chłód i wzmagający się wiatr, to warunki, z jakimi przyszło nam zmagać się owego pamiętnego dnia. Niemniej jednak nic nie mogło stanąć na przeszkodzie w osiągnięciu celu. Celu, którym tym razem był wjazd na sam szczyt. Przemoknięty do suchej nitki nie raz chciałem odpuścić. Nie jest jednak łatwo zrezygnować, tak samo, jak nie jest łatwo podjąć się takiego wyzwania. Grono kolarskich przyjaciół, którzy tego samego dnia razem z nami zdobywali szczyt, było wielkim środkiem dopingującym. Za każdym razem gdy mijali ciebie, albo ty mijałeś ich, było słychać słowa „You can do it” i uniesiony do góry kciuk. Tak samo kibice, którzy przyjechali z każdym śmiałkiem, by razem z nim cieszyć się z osiągniętego sukcesu, wspomagali dopingiem. To dopiero był dodatkowy zastrzyk adrenaliny.
W drodze na szczyt. / Fot. Jakub Malczak 3 kilometry do mety, końcówka była najcięższa.  / Fot. Jakub Malczak Ten widok cieszył nasze serca. / Fot. Jakub Malczak

Zobacz także:

Mateusz Malczak OFFline profil autora

Autor: Mateusz Malczak

Napisz do autora

Artykuły (29) Galerie (0) Średnia ocen (4.79)

Wiek: 25 | Miejscowość: Częstochowa & Wrocław | Kraj: Polska

O mnie: wyzwanie jest czymś co lubię...

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 2

Sortuj komentarze:

Autor usunął profil 23.09.2009 19:28

Ocena: Ocena pozytywna 74 Ocena negatywna 62

WOW... Też mam kiedyś taką wyprawę w planach. Gratuluje :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A E 23.09.2009 21:28

Ocena: Ocena pozytywna 68 Ocena negatywna 102

Zawsze mnie dziwiło, dlaczego ludzie z własnej woli decydują się samych siebie posłać do piekła ;) Niemniej jednak - GRATULACJE!

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.