Facebook Google+ Twitter

Rowerzyści estetycznie ciekawi

O zjawisku zwanym z angielska "cycle chic" i modzie na rowery miejskie rozmawiałem z Witoldem Kopciem, propagatorem szykownego cyklizmu, twórcą blogu „Lodz Cycle Chic”.

Na blogu Witek zamieszcza zdjęcia eleganckich rowerzystów "upolowanych" na ulicy. Oprócz tego, przeprowadził kilka sesji fotograficznych. W role modelek wcieliły się znane blogerki, zajmujące się modą. Na zdjęciu: z Panią Mruk i Anio. / Fot. Michał Leszczyński Marek Jurkiewicz: Cycle chic - cóż to takiego?
Witold Kopeć - Cycle chic, tłumacząc na język polski: "rowerowa elegancja", to jest przypadek człowieka, który jeździ na rowerze po mieście w takim ubraniu, w jakim na co dzień chodzi. I oczywiście im ktoś ciekawiej się ubiera, im bardziej jest elegancki, tym lepiej.

Co wyróżnia szykownego cyklistę? Czym się różni rowerzysta elegancki od nieeleganckiego?
- To jest kwestia subiektywna. "Szykowni" rowerzyści to po prostu ludzie na rowerach, którzy przyciągają wzrok, których wygląd cieszy oko, którzy są "estetycznie ciekawi". To samo dotyczy pieszych. Cykliści przemieszczają się na rowerze i przez to wyglądają jeszcze ciekawiej, zwłaszcza w połączeniu z oryginalnym rowerem. A poza tym są żywą reklamą jeżdżenia na rowerze po mieście.

A na jakim Ty jeździsz rowerze?
- W związku z tym, że mam w swojej "stajni" kilka egzemplarzy męskich rowerów i często stosuję "rotację", jeżdżę na takim, który akurat sobie wybiorę. Akurat w tej chwili jeżdżę brązowym, niemieckim NSU - prostym, trzybiegowym, zaprojektowanym bez jakiejś wyjątkowej finezji. Po prostu funkcjonalny, prosty rower.

Chciałbym spytać o moment, kiedy się przesiadłeś z roweru "zwykłego" na "elegancki". Kiedy to się stało i jak się zaczęła Twoja przygoda z szykownym cyklizmem?
- Przede wszystkim muszę sprostować, co to jest "rower zwykły", bo pytanie sugeruje, że każdy poza rowerem miejskim. A przecież rower miejski jest jak najbardziej zwykły. To jest po prostu specyficzny typ rowerów. Zresztą inne rowery miejskie mają Amerykanie, inne Europejczycy. Tym, co w Europie jest uznawane jest za rower miejski, jest taki typowy "holender". Kiedy się przesiadłem na holendra? To było chyba jakoś pod koniec studiów, kiedy zacząłem zauważać na ulicach Łodzi rowery z charakterystycznym, białym śladem na tylnym błotniku - bo tak są właśnie charakterystycznie malowane holendry - no i zacząłem się rozglądać za takim sprzętem, żeby dojeżdżać na studia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

A ja się zgadzam z Agą. Niestety coraz częściej widzę rowerzystów, którzy nie przestrzegają żadnych zasad i np. wjeżdżają na przejściu w tłum przechodzących ludzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Musimy przede wszystkim szanować się wzajemnie - cykliści/zmotoryzowani/piesi i szanowac przepisy ruchu drogowego.

Ostatnio z przykrością obserwują rowerzystów "prujących" chodnikiem!! po Piotrkowskiej w okolicach Katedry. Wiem, że brakuje ścieżek rowerowych, jednak rower poruszający się chodnikiem również stwarza zagrożenie.

Ja sama mieszkam na Piotrkowskiej i, albo uskakuję rano przed rowerami, jeśli wybieram się do pracy pieszo, albo zastanawiam się, czy aby nikogo nie potrącę, jeśli wyjeżdżam z bramy samochodem. Nawet jeśli jadę bardzo wolno, nie mam szans zobaczyć rowerzysty jadącego chodnikiem tuż przy ścianie budynku wcale nie z małą prędkością.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podpisuję się pod komentarzem Adama - jako aktywny rowerzysta:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Im więcej rowerzystów na ulicach tym lepiej. Może się kierowcy nauczą w końcu, że jesteśmy takimi samymi uczestnikami ruchu jak oni.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.