Facebook Google+ Twitter

Równowaga pod choinką: obdaruj dziecko mądrze

Za miesiąc święta. Czas, na który wszyscy czekamy i wyobrażamy sobie, jak pięknie to będzie. W zakupowym szale gubimy jednak to, co najistotniejsze.

Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported / Fot. Lotus HeadGotowanie, pieczenie, wypady na zakupy i opuszczanie hipermarketu z wózkiem pełnym przeróżnych rzeczy to standard. Dajemy i otrzymujemy prezenty. Dzieci podgrzewamy opowieściami o Świętym Mikołaju, Dziadku Mrozie i Reniferze Rudolfie. A jak mądrze obdarowywać i dać dzieciom w święta nas samych? Co zrobić, by Boże Narodzenie nie kojarzyło się najmłodszym tylko i wyłącznie z reklamą Coca-Coli, kilogramem mandarynek i wigilijnym filmem pt. "Kevin sam w domu"?

Każdy rodzic uwielbia chwile, gdy buzia jego dziecka promienieje ze szczęścia, a białe mleczne zęby szczerzą się w serdecznym uśmiechu. Trudno wyobrazić sobie coś milszego niż radość naszego małego szkraba. Lecz jak doprowadzić do tego, by w święta uśmiech gościł bez przerwy, ale nie był tylko "opakowaniem" i elementem koniecznym do skompletowania obrazka szczęśliwej rodziny, bo tak trzeba, bo wszyscy, bo... przecież o tym marzymy!

W kwestii obdarowywania dzieci prezentami możemy wyróżnić trzy skrajne grupy rodziców. Jednych, dla których dawanie dzieciom prezentów jest oczywiste, o ile jest ku temu stosowna okazja, np. urodziny, imieniny. Drugich, którzy uważają, że jeśli maluch chce upragnioną lalkę, to niech na nią odkłada. I wreszcie trzecich, dla których okazją do wręczenia dziecku prezentu może być wszystko, bez najmniejszych wyjątków.

Dwie ostatnie postawy mają poważne wady, których rodzice nie widzą, bądź też czasami nie chcą widzieć. Przekonani o słuszności swoich poglądów nie dopuszczają myśli, że można by co zmienić. Zbyt surowe traktowanie najmłodszych członków rodziny zwykle nie przynosi korzyści, gdyż wywołuje u dziecka poczucie, że nie jest dla rodziców ważne. Skutki surowego wychowania mogą odbić się dopiero za kilka czy kilkanaście lat. Maluch, którego rodzice surowo wychowywali, w przyszłości może mieć zaniżone poczucie własnej wartości, a także kłopoty w kontakcie z rówieśnikami. Często staje się zamknięty na innych ludzi i trudno mu się odnaleźć w nowych, nieznanych sytuacjach. Dziecko czuje się gorsze, co w efekcie prowadzi do myśli, że nie potrafi sprostać wymogom rodziców. Z kolei maluch, który nieustannie obdarowywany jest różnorakimi drobiazgami, traktuje ten fakt jak chleb powszedni. Zatraca naturalną radość z upominku i przestaje traktować je jako wyróżnienie. Tym samym rodzice kształtują małego buntownika, który za niedługi czas może ich niemile zaskoczyć tupiąc w sklepie i histeryzując, jeśli nie spełnią jego zachcianki.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

cdn
  • cdn
  • 18.12.2010 19:42

Tak naprawdę to są święta brzucha. Makowiec, bigos, kluski z makiem, kiełbasa, kotlet schabowy, piwo itd, itd. Ale w święta brakuje Jezusa. Fakt, śpiewa się kolędy. Często pod wplywem alkocholu głośniej i częściej. O co chodzi? Czy na tym polega bycie chrześcijaninem? Jezus by zapewne wolał, żeby ludzie zamiast świętować jego urodziny, stosowali w codziennym życiu zasady, które podał. I tu mamy kolejny problem. Chrześcijanie nie znają Biblii, więc nie znają zasad. Bo gdyby znali wiedzieliby, że Jazus ani razu nie obchodził swoich urodzin. Jego pierwsi uczniowie też nie obchodzili jego urodzin. Zwyczaj ten był praktyką pogan. Jak podaje New Catholik Encyklopedia: "Data narodzin Chrystusa jest nieznana. W ewangeliach nie podano dnia, ani miesiąca"(1967, t.3 s. 656).Zasadą, której uczył Jezus, było mówienie prawdy. A tu proszę, zakłamanie.
Jeszcze jedna sprawa. Ewangelia Łukasza podaje, że gdy Jezus się rodził, w krainie tej byli pasterze ze stadani przebywający nocą na polu.Wniosek: Jezus nie narodził się w grudniu! Kto w zimę wypasa owce nocą przebywając w polu? To nie była zima. Kler wmawia nam datę grudniową, ale to nie jest prawda!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Odnoszę wrażenie, że autorka artykułu wrzuciła do jednego worka całą pedagogikę i psychologię rozwojową dziecka by pouczać rodziców - jak mają postępować wobec swoich dzieci w związku z nadchodzącymi świętami. Tymczasem, jak dowiedziałam się z treści jednego z komentarzy pod innym artykułem - pani Gabriela ma zaledwie 18 lat i nie sądzę by w tym wieku miała już własne doświadczenia w kwestii mądrego wychowywania dzieci. Artykuł zatrąca zapaszkiem natrętnej dydaktyki i już na początku zniechęca do jego czytania. Aby nie być posądzoną o pobieżne i bez zrozumienia przeczytanie w/w tekstu - oświadczam niniejszym, że artykuł przeczytałam uważnie i to kilka razy.

Beatko! Jeśli Ty się nie znasz na psychologii i pedagogice , to ja jestem święta turecka. Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Teraz to ja Pani nie rozumiem, choć - proszę mi wierzyć - bardzo się staram.
Mam wrażenie, że albo przeleciała Pani artykuł pochopnie i bez zastanowienia, albo rzeczywiście nie dotarło do Pani co jest w nim napisane i nie zrozumiała Pani tego. No proszę chociażby spojrzeć na ostatni akapit tekstu:

"Przede wszystkim - zakupy rób z głową. Nie masz żadnego obowiązku do zakupienia wszystkiego, co dziecko umieściło w liście do Św. Mikołaja, który położyło na parapecie okna. Kup prezent na miarę swoich finansowych możliwości i nie zapomnij powiedzieć maluchowi, że nie o prezenty w święta chodzi. Każdego dnia ciężko pracujesz, nie ma cię w domu, a gdy już przychodzisz, to dziecko kładzie się spać. Niech świąteczny czas będzie inny. Nie zabieraj mu siebie w Boże Narodzenie. Niech wie i czuje, że sami dla siebie jesteście najwspanialszymi prezentami. A zanim położysz pod choinką pięknie zapakowany upominek, połóż go na wadze. Niech na jednej szali będą Twoje uczucia i miłość do dziecka, a na drugiej uroczy prezent. I jak to ma się do siebie? Najważniejsze, by twoje zaangażowanie ważyło więcej niż kolorowa zabawka. Nie tylko w święta, ale także na co dzień. "

Pozdrawiam po raz drugi, Gabriela Blajer

Komentarz został ukrytyrozwiń

Odpowiedź na zadane przez Panią pytanie znajduje się nieco wyżej fragmentu, który Pani zacytowała. A "surowe wychowanie" w kontekście całego tekstu odnosi się właśnie do faktu jednej z trzech podstawowych grup rodziców, którzy uważają, że jeśli dziecko chce coś mieć, to musi na to odłożyć do "świnki".

Oczywiście, tak jak w innych psychologicznych szablonach, nie ma rodziców skrajnie nastawionych na jeden jedyny model. Zawsze się pewne cechy, nawyki ze sobą łączą, przeplatają i robią się z nich swoiste mieszanki.

Mam wrażenie, że jednak Pani mnie nie zrozumiała. Właśnie o wartości i duchowość chodzi. Żeby dać dziecku to, czego nie można kupić za pieniądze. Ostatnie zdania artykułu właśnie temu dowodzą. Wypasiony prezent jest całe nic warty, jeśli nie ma ani na co dzień, ani nawet od święta zwyczajnych ludzkich, rodzinnych odruchów.
Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.