Facebook Google+ Twitter

"Róża" filmem o miłości? Znakomity obraz Smarzowskiego

Subtelna miłość dwojga ludzi usiłujących żyć mimo wszystko. Wielokrotnie nagradzana i długo oczekiwana "Róża" Wojciecha Smarzowskiego już w kinach. Obraz przygniatający, niemal trudny do zniesienia. Ta róża ma kolce, bardzo ostre, bardzo bolesne.

"Róża" Wojciecha Smarzowskiego od 3 lutego w kinach. / Fot. materiały promocyjne1945 rok. Samotna, doświadczona przez los kobieta - Róża i owdowiały były żołnierz AK - Tadeusz próbują odnaleźć do siebie drogę w powojennej Polsce. Na tle subtelnej miłości tych dwojga ludzi rozgrywa się tragedia społeczności mazurskiej. Tragedia, w której uczestniczą oboje. Wojciech Smarzowski, uhonorowany między innymi nagrodą publiczności dla najdłużej oklaskiwanego filmu na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, a także główną nagrodą jury i publiczności na Warszawskim Festiwalu Filmowym, prezentuje dzieło o pięknym, jakże złudnym tytule. "Róża" z pewnością nie jest filmem jednowymiarowym. Mówi o sile ludzi, którzy nie zamykają się przed światem, a próbują żyć dalej, mimo ciągłego zagrożenia, które nie ma munduru ani narodowości. Mówi o miłości bardzo subtelnej i delikatnej. Mówi o koszmarze, który, mimo że wojna się skończyła, nie pozwala poranionym ludziom dojść do siebie.

Dla wielu obraz jest zbyt dosłowny. Być może dlatego, że ta wizja rzeczywistości, którą prawie 70 lat temu było życie w Polsce, jest nam teraz tak odległa, że aż abstrakcyjna i dlatego trudna do zaakceptowania i zniesienia. Dla tych, dla których wizyta w kinie wiąże się z romansowo-sensacyjnym relaksem czy bezrefleksyjnym spędzaniem wolnego czasu, może rzeczywiście "Róża" nie jest najlepszą propozycją. Chyba chodzi tu o właściwe nastawienie, a idąc na ten film, przygotujmy się na mocne uderzenie od samego początku.

Czytaj także: "Róża" Wojtka Smarzowskiego - miłość wbrew czasom

Obrazy przemocy, którymi przesycony jest przekaz, nie dają widzowi chwili wytchnienia, co może być pewnym zarzutem pod adresem tej pozycji. Jednak świat przedstawiony przez reżysera tak dosłownie i realistycznie, był taki naprawdę. Nie można powiedzieć, że "Róża" jest filmem przesadzonym czy niepotrzebnie epatującym okrucieństwem. Film nie zasługuje na miano naturalistycznego, a raczej boleśnie realistycznego. Smarzowski nie hiperbolizuje, a po prostu nic nie ukrywa, nie zostawia w cieniu, co było w jego zamyśle. Zresztą, biorąc pod uwagę także wcześniejsze propozycje reżysera (na przykład "Dom zły"), taki styl jest dla niego charakterystyczny. Obok realizmu i przepełnionych przemocą ostrych scen, subtelne pączki nadziei rozkwitają co jakiś czas. Jest ich jednak niewiele, a niedosyt pozytywnych uczuć doskonale się czuje. Krótkie chwile, kiedy Tadeusz i Róża śmieją się, wykopując kartofle, czy wspólnie płyną łódką przez niewzruszoną taflę jeziora, nie zaspokajają potrzeby zadośćuczynienia, długo wyczekiwanego spokoju i przewidywalności.

Sam reżyser mówi, że "Róża" jest przede wszystkim o miłości. Miłości na gruzach. Przyznaje, że zawsze chciał nakręcić film o takiej tematyce, a teraz mu się to udało. Obok bolesnych, bezpośrednich, wbijających w fotel, drastycznych scen, uczucie nakreślono delikatnie. Jest bardzo kruche, bo nie można budować twardych fundamentów na niepewnym, nieustannie zagrożonym gruncie. Ta miłość mogłaby być naprawdę szczęśliwa, gdyby zdarzyła się w innych czasach. Krótkie migawki ze wspólnego życia głównych bohaterów, które snuje Tadeusz, także nie są kolorowe, a prawda przerywa wszystkie chwile aspirujące do miana pięknych bolesnym ciosem prosto w twarz. To, co w jednej minucie się zaczyna, w kolejnej blaknie pod naporem kolejnego wroga przychodzącego nie wiadomo skąd. Smarzowski pokazuje, że koszmaru wojny nie da się zapomnieć, a człowiek, który to przeżył, nigdy już nie będzie taki sam. Już zawsze jakaś jego część będzie okaleczona. Na tle całego obrazu można powiedzieć, że zakończenie współgrające z muzyką Mikołaja Trzaski, jest dość krzepiące. Dwoje wtulonych w siebie ludzi idzie przez pole, naokoło pustka. Może uda im się odciąć i zapomnieć, na tyle, na ile się da.

Zamysły reżysera widać na zdjęciu promującym film, gdzie widzimy przytulonych bohaterów: Tadeusza (w tej roli Marcin Dorociński - najlepsza pierwszoplanowa rola męska na 36. FPFF w Gdyni) i Różę (Agata Kulesza). Jednak teraz, kiedy jestem dzień po projekcji, nie pamiętam już tej ich miłości. Jej delikatne rysy pokrywają blizny, które zdominowały moją pamięć. Więc o czym tak naprawdę jest ten film? Być może nie chodzi o to, by ukrywać niewygodne fakty, a raczej, by robiąc film o miłości, pokazać przede wszystkim miłość. Poza tym film jest znakomity.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Odsyłam także do mojej recenzji "Kiedy Historia spóźnia się na własną biesiadę"... Bo to chyba najbardziej polska historia i ludzie, ucierpieli na tych wydarzeniach na Mazurach.
W Polsce 1944 i po 1945 roku w "odzyskanej" Polsce; a nie pojedyńcza para. Oczywiście, że miłość jest zawsze i wszędzie, nawet jeśli obok dzieją się najpodlejsze gwałty! Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jan Stolem
  • Jan Stolem
  • 06.02.2012 06:42

Przykro , ale chyba Pan nie powinien pójść na seans filmu "Róża" , bo Pan wszystkich ocena po swojemu , w swoich niezrozumiałych dla innych kryteriach, jest trudno opisać , co czuję 7-8 letni chłopak, zaczytujący się o wspaniałych epizodach historii Polski ( już widzę jak Pan się dziwi, tak drogi Panie 7 latkowie też i teraz , współcześnie potrafią czytać coś wiecęj jak elementarz , czy pierwszą czytankę), dyskutujący z tatą , który jest po histarii na UJ w Krakowie, dumny z tego , że jest Polakiem i Kaszubą i dostaję po gębie za to , że jego nazwisko brzmi jak niemieckie ( a tak między nami to nazwisko to jest bardzo popularne w poludniowej części Danii i na północy Niemiec, które do plebiscytu były regionem , który należał do Królestwa Danii). Szanowny Panie więcej tolerancji , Polska słyneła z tego podczas swojego "Złotego Wieku" i Panu radzę , niech Pan nie idzie na ten film , bo Pan tego nie zrozumie, to jest film dla takich , jak ja ktorych czlonkowie rodziny brały udział w podziemiu podczas okupacji , ale związane było z obozem londynskim oraz których rodziny żyły tutaj na Pomorzu , na Mazurach wspólnie z Kaszubami , czy Mazurami ,potomkami ludzi, którzy przyjechali tutaj żyć z Danii,Niemiec , Holandii, Szwecji, ze Szkocji , czy Litwy, to była wielka rodzina na dobre i złe . Móglbym przytoczyć wiele przykładów z historii mojej rodziny , że właśnie ci Niemcy ratowali życie komuś z mojej rodziny , nie wolno mówić , że Niemiec to nazista i zbrodniarz , mój tata nigdy nie powiedział , że zbrodnie ludobójstwa dokonywane podczas II wojny światowej były dokonane przez Niemców , ale przez nazistów , czy ludzi którzy nazizm niemiecki popierali , nie wolno nam tego robić, doskonalym przykładem na to co mówię jest część wystawy w Muzeum Powstania Warszawskiego poświecona oddziałom pułkownika Kamińskiego , które dokonywały rzezi na powstańcach warszawskich i ludności cywilnej Warszawy ( jako ciekawostka ; w tamtym roku opublikowano zdjęcia i wspomnienia młodego Norwega , który wraz z kolegami służył w oddziałach dywizji SS Viking i brał udział w tłumieniu powstania, czy teraz nie będzie pan lubił już Norwegów, ta wiadomość wywałała szok i dyskusję w Norwegii). Jeszcze raz proszę więcej tolerancji Pańskiej strony , nie czepiać się uogólnien takich jak chociażby użytych przezemnie w poprzednim komentarzu "czystą polszczyzną) , Pan doskonale zrozumial o co mi chodziło , ale jak tu nie przyłożyc łatki "klientowi" , niech nie myśli , że jest lepszy od ogółu , nie się nie szczyci , że jego krew jest lepsza od innych, wie Pan , że mam rację , ja się burzę na samym początku na słowa takie jakie padły w Pańskim komentarzu , ale potem przychodzi refleksja i słowa mojego taty ,"synu daj spokój potrzeba wielu pokoleń aby ludzie nauczyli sie tolerancji i szacunku do drugiego człowieka" , czy poprzez wiarę nie jesteśmy Braćmi drogi Bracie , Chrystus też nauczal o tolerancji. Pozdrawiam .

Komentarz został ukrytyrozwiń
Niedobitek
  • Niedobitek
  • 06.02.2012 00:23

Szanowny Janie Stolem, pisząc o"czystości polszczyzny" to jednak odezwała się w panu ta lepsza germańska cześć duszy, która lubi czystość, szczególnie rasową. Przykra sprawa, ale musi przeminąć 7 pokoleń (jeśli w tym czasie nic złego się nie wydarzy) jak to napisano w Bili, aby takie niestety wpisy jak mój się nie pojawiały.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jan Stolem
  • Jan Stolem
  • 05.02.2012 07:38

Już czekam , kiedy wrócę do domu i będę mógł pójść na seans filmu "Róża" , bardzo jestem ciekawy , czy te wszystkie rzeczy , które przeżyłem w dzieciństwie odnajdę w tym filmie, mój tata przez cała okupację działał w ruchu oporu , na początku na Pomorzu , a później na obszarze tzw. Generalnej Gubernii, paradoksem jest to , że był zwiazany między innnymi z AK ale także był z rodziny w której część rodziny poczuwała się do pochodzenia niemieckiego, a religijnie związana była z kościołem protestanckim. Ja wielokrotnie widziałem tatę , jak był rozdarty psychicznie kiedy wracały tzw. "demony przeszłości", ówczesna władza nie pomagała takim jak On , a ludzie , którzy nie z własnej woli zastali osiedleni na Pomorzu nie pozwolili mu zapomnieć , że w jego żyłach płynie także niemiecka krew , bo nie rozumieli ludzi , którzy tutaj się urodzili i ich rodziny mieszkały i żyły wiele pokoleń ( ja to rozumiem , w wiekszości rodzinach na Pomorzu, Krajnie , Wielkopolsce , Śląsku,czy Mazurach ta mieszanka krwi polsko - niemieckiej była normalnością, przecież ponad 300 lat Pomorze było pod administracją - lennem niemieckim, musimy sobie powiedzieć , że zanim dokonano rozbiorów Polski , to Pomorze już było oddane w lenno Prus). Po wszystkich recenzjach jakie do tej pory przeczytalem o filmie "Róża" aż boję się go obejrzeć , ale ciekawość obejrzenia nie powstrzyma mnie, wiem , że będzie po tym parę nocy z koszmarami . lub nie przespanych , bo wrócą moje demony z dzieciństwa , kiedy za moje " niemieckie nazwisko" dostawalem lanie, a kiedy już na tyle dorosłem , że potrafiłem oddać , to te przezwiska pod moim adresem, często musiał tata mi tłumaczyć dlaczego tak jest ,bo ja nie mogłem zrozumieć , jak może mnie obrażać dzieciak , że ze mnie to szwab , kiedy on nie potrafili swobodnie mówić po polsku , ani jego rodzice , gdyż uzywali jakiegoś slangu , który bardziej przypominał rosyjski , białoruski , czy ukraiński , a ja mówiłem czystą polszczyzną i więcej wiedziałem o historii Polski niz oni razem wzięci.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.