Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

171821 miejsce

Róża i czerwone wino

Jest to opowieść o kobiecie kiepsko przystosowanej do życia, o której w społecznościach wiejskich mawiało się " widać taka była wola boska".

Na gospodarce po rodzicach zostały siostry, dwie stare panny, które po ożenku brata, na ojcowiźnie gospodarowały. Liche to było gospodarstwo, ale przecież brat, wykształcony na księgowego kosztem ich pracy, zaglądał regularnie, pomagając w robocie, zyskując też dla swej powiększającej się rodziny co się tam w polu urodziło.

Pole obrabiali wynajęci, bo w babskim, starzejącym się gospodarstwie konia nie było. Była za to krowa, drobiu trochę no i pies, żywiący się przemyślnie własnym sposobem: a to mleka od chudej krowiny gospodyni dała, a to jajko byle gdzie zniesione znalazł.

Po śmierci jednej z sióstr jedyną gospodynią została Róża, która akurat do gospodarowania najmniej się nadawała. Pola zresztą ubywało po trochu, bo sprzedawane po kawałku podpierało fundusze licznej rodziny brata. Pilnując resztek ojcowizny, siadał księgowy kilka razy w tygodniu na rower i popychając pedały prawdziwą oraz drewnianą (pamiątką po przebytej wojnie) nogą, jechał krowę nakarmić, spory z sąsiadami zażegnać, pomoc ugadać, a przede wszystkim zobaczyć, czy Róża jest w domu.

Róża bowiem, zostawiając wszystko otwarte na oścież, na łasce boskiej i sąsiedzkiej, po prostu szła przed siebie.* Gdzie oczy horyzontu sięgały, a stare nogi niosły. Szła, jak mawiała, do koleżanki, wędrując polami przed siebie i nikt nie wiedział, gdzie bywała, gdzie nocowała, póki jej samo nie przeszło. Po kilku dniach wracała do chałupy, gdzie kury łóżko na grzędę zmieniły, na brudnej pierzynie jajka składając, pies własnym przemysłem wiódł psi żywot, a sąsiedzi litościwie podkarmiali i doili porykujące bydlątko.

Wędrując pewnego razu, umyśliła sobie Róża brata w pobliskim miasteczku odwiedzić. Szła uliczkami tak, jak chadzała polem. Nie patrząc na boki, bo i po co; weszła wreszcie pod pędzącego żelaznego potwora, którego na jej drodze przecież być nie powinno.
Raban się zrobił straszny, nieprzytomną Różę wraz z nogą strzaskaną na parę kawałków zawieziono do szpitala, gdzie jedynym wyjściem dla ratowania życia była amputacja. Do samego biodra. Rokowanie było kiepskie, Róża miała blisko 80 lat, szok pooperacyjny ogromny, ale zabieg przeżyła. Pierwszej, drugiej i trzeciej, najbardziej krytycznej doby po zabiegu – ciągle jeszcze zipała.

Niestety, ku zmartwieniu personelu troszczącego się o tak ciężki przypadek, odmawiała całkowicie jedzenia. Po dwóch dniach kompletnej głodówki ściągnięto telefonicznie brata, który, stękając i klucząc, wydukał wreszcie prawdę: to była bomba! Róża – jak się okazało – od lat wielu, poza suchym chlebem i czerwonym winem nic innego do ust nie brała! Zszokowany, a wreszcie rozbawiony sytuacją ordynator nakazał karmienie Róży chlebem i pojenie winem dostarczanym przez brata. I zapewne dzięki temu, karmiona wreszcie wedle własnego zwyczaju, przeżyła!

Wygojona pięknie rana pooperacyjna pozwoliła na lekką rehabilitację okaleczonej starowiny, którą umieszczono w domu opieki. Pogodzona z brakiem nogi, znalazła sposób na samodzielne poruszanie: opierała się rękami na taborecie wymoszczonym poduszeczką, przestawiała go przed sobą zamiast brakującej nogi, ale i przysiadała na nim, kiedy, wędrując swobodnie po parku czy domu, zapragnęła przycupnąć dla odpoczynku.

Jedno tylko miała zmartwienie: siostry prowadzące dom chciały ją otruć! Nie dość, że kazały jeść dziwne różności, to jeszcze nie zgadzały się na zwyczajową popitkę. Wina nie było i basta! Na takie, nieprzewidziane a wymagające stanowczego sprzeciwu działania, Róża, ku zdumieniu najbliższych, wygłaszała ni mniej ni więcej:
- „Ciekawe, co by na to Kenedy powiedział”!

„Kenedy”, który w słowniku maleńkiej, zasuszonej staruszki pojawił się nie wiadomo skąd, był autorytetem najwyższym i odwołanie do niego powinno załatwić wszelkie życiowe niepowodzenia. Ale „Kenedy” i tym razem nie interweniował; starowina, bacząc przeto pilnie aby jej nie otruto, przeżyła jeszcze ponad 20 lat, aż w czwartym roku po setnych urodzinach matka natura uznała, że wypełniło się wszystko, co na życie Róży wyznaczyła.

* Poriomania = dromomania

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (23):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 06.01.2013 16:14

@Pani Elżbieto, to było tak dawno (22.02.1008), nicki inne, komentarze bz, a karawana idzie dalej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podoba mi się taka dieta !!! Jutro zaczynam .
Tekst jak zwykle fajny a komentarze niektóre jakieś " znane "

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jaga, polityka nic nie straciła, że zrezygnowałaś z zajmowania się nią. Zyskaliśmy my tzn. Ci, którzy cenią sobie piękną polszczyznę, interesujące teksty i umiejętność stworzenia z każdej sytuacji wspaniałej historii.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Duży plus /bez wazeliny/!

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Piękne opowiadanie Jadziu:) Pisz, pisz, pisz ... Przy okazji pozdrowienia dla kota zza miedzy :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

:)
Zatem Agnieszko, Agato.
ŹWM, no cóż, nieco przydługie...ale w zasadzie czemu nie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jest Pani takim samym użytkownikiem tego Portalu, jak inni, zatem ja będę łaskawa umieszczać komenty tam, gdzie tego zapragnę, p. Jadwigo:)

Co Pani uznaje za agresję, a co nie, to proszę wybaczyć, nie leży w obszarze moich zainteresowań, chyba że poruszy Pani ten temat w swojej publikacji..
;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Do Agnieszki:

Komentarz Lucyny: "Wazelina kojarzy mi się z nieszczerymi komplementami, a moja wypowiedź była w pełni szczera, więc mogę się chyba słusznie oburzyć? :>"

komentujesz anegdotą która ma się do rzeczywistości jak pięść do nosa, ponieważ:
- mnie nikt nie MUSI słuchać, oraz
- nie MUSI czytać.
Można mnie omijać szerokim łukiem z daleka, ponieważ nic w życiu tych "wazeliniarzy" nie zależy od moich poczynań.
Wobec tego, może zechcesz łaskawie zwrócić swoją uwagę na inny obiekt? Ja - w przeciwieństwie do ciebie nie uznam twego milczenia za formę agresji, wbrew temu co stwierdziłaś (cyt)
" Agresja przejawia się w różny sposób, także MILCZENIEM.
"link 8550.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Wazelina kojarzy mi się z nieszczerymi komplementami, a moja wypowiedź była w pełni szczera, więc mogę się chyba słusznie oburzyć? :>"

Pewna młoda nauczycielka zaczęła pracę, po kilku lekcjach dyrektor zapytał ją, jak wrażenia.
"Bardzo miło mi się pracuje. Uczniowie grzeczni, uśmiechnięci, mowią mi dzień dobry, w klasie cisza, zeszyty ładnie prowadzą. Byłoby idealnie, gdyby nie taki jeden chłopiec, przeokropny po prostu. Gdy mówię, on robi miny, krzywi się, marszczy, potem wbucha szyderczym smiechem, czasami tylko przytaknie..."
Dyrektor na to: "Koleżanko. Przytrafiło się Pani niebywałe szczęście, bowiem ma Pani w klasie ucznia, który Pani słucha."
;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Beniu, Survived nazywa mnie tylko jedna osoba na tym forum, z sobie tylko znanych zabawnych powodów... Ty możesz mi mówić Agnieszko, zwłaszcza że podoba mi się to opowiadanie Pani Mamy:)

"A uwięzienie w przyzwyczajeniach i przymusowych, bezproduktywnych czynnościach to nie wolność. "

W pełni się z Tobą zgadzam. I dlatego to opowiadanie podoba mi się, wyjaśniłam już dlaczego.
Powiedz, czy życie kogokolwiek z nas wygląda NAPRAWDĘ pięknie?
Czy znasz wielu ludzi nieuwięzionych w codziennych przyzwyczajeniach?
Nie piszę że zycie Róży to romantyzm. Tylko o tym, że uwięziona dusza wyszarpuje się na wolność tak, jak potrafi...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.