Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

171201 miejsce

Rozdziobią nas kruki, wrony?

Od kiedy pamiętam w mojej rodzinie przewijała się taka tęsknota, a właściwie westchnienie: Ja już tego nie doczekam, ale może wy? Tak dziadek mówił do moich rodziców, rodzice do mnie, w końcu tak też ja zacząłem mówić do swoich dzieci.

Podobnie jest w kręgu wielu moich znajomych: nadzieja na dobrobyt przekazywana z pokolenia na pokolenie. Przez lata wierzyłem (moi przodkowie chyba też), że tak naprawdę będzie. Transformacja ustrojowa, przyjęcie do NATO i Unii Europejskiej utwierdzały mnie w przekonaniu, że miałem szczęście urodzić się w takim okresie historycznym, że jeśli nawet nie ja, to już na pewno moje dzieci…

Zwykła społeczna przyzwoitość…

Niestety, zaczynam już wątpić. Zwątpienie ogarnia mnie kiedy patrzę na to, co dzieje się w moim kraju. Z jednej strony przepychanki między partiami, politykami i centrami władzy, a z drugiej nieokiełznane żądania kolejnych grup społecznych nie wróżą dobrze. Wiem, że każdy chciałby więcej zarabiać. Ja też. Ale czy oczekiwania podwyżek, które są np. wielokrotnością kwoty emerytury, z jakiej muszę żyć miliony Polaków, jest w zgodzie ze zwykłą społeczną… Nie wiem nawet jak to nazwać, a boję się nazywać solidarnością (nawet przez małe s). Każdy uczciwie oceniający rzeczywistość III RP i późniejszej… Nazwijmy ją III, koma ileś, musi przyznać, że żyjemy lepiej niż kilka czy kilkanaście lat temu. Porównania z wcześniejszym okresem są zupełnie bez sensu. Ale czy naprawdę społeczeństwo wierzy, że państwo to złota rybka, która może każdemu dać, ile chce? Że – jak w jednej z emitowanej ostatnio reklam - jeśli odlejemy z akwarium trochę wody, to złota rybka będzie hojniejsza? Tymczasem, jak chytra baba z bajki Puszkina, każdy chce mieć złotą rybkę wyłącznie na swoich usługach. Nawet ludzie z jednej branży (służby zdrowia np.) nie potrafią wystąpić wspólnie w imieniu całego środowiska. O co więc chodzi? Nie wiadomo, więc znowu chodzi o... Solidarni jesteśmy w marszach milczenia, czasem w społecznych porywach i momentach szczególnych (śmierć Jana Pawła II), ale czy można wierzyć, że to autentyczne? Czy na pewno o to chodziło Polakom podczas wydarzeń, które teraz tak pieczołowicie otulamy grubą warstwą patosu?

…i przyzwoitość polityczna

Wiele zależy od władzy, ale nie ma na świecie takiego rządu, który w ciągu kilkunastu lat (krótszy okres jest zupełną utopią) nadrobiłby zaległości narastające (z różnych względów) przez pokolenia. Owszem, na pewno można było być dalej, ale nie dajmy się jednak zwariować. Tymczasem polska opozycja (wszystkich barw) opiera się przede wszystkim na negacji. Wiem, że jej prawem jest krytyka, ale czy tylko? A tymczasem funkcjonuje ona w myśl zasady: my zawsze cacy, oni zawsze be. Są obszary spraw, które można by pociągnąć razem w imię… Nazwę to znowu przyzwoitością.

Nie jestem politologiem, ale sądzę, że tak właśnie działa opozycja w Skandynawii, Wielkiej Brytanii i wielu innych krajach, że nie jest tak destrukcyjna. Najprostszym przykładem może być sposób przekazania władzy po ostatnich polskich wyborach. Często słyszę, jak z rozbrajającą wręcz szczerością stwierdza się, że można być przeciw, bo… jest się w opozycji. Czyli bycie w opozycji daje prawo do kłamania i dwulicowości? To trochę jak w dowcipie o kimś, kto zawsze ma swoje zdanie, ale nie zawsze się z nim zgadza. A argumenty? A interes kraju? Za trudne słowa? Nie, nie za trudne, bo nie mamy do czynienia z żadną dyktaturą ciemniaków, ale niewygodne. Nikt nie odkrył jeszcze drogi na skróty do dobrobytu, szczególnie gdy chodzi o czterdziestomilionowy naród.

Ale znając tę „oczywistą oczywistość” po co mamić ludzi czczymi obiecankami i kreować wizje, których zrealizować się po prostu nie da? Boję się że rozbudzone do absurdu oczekiwania zatrzymają w końcu nasz rozwój, że znowu zacznie szaleć inflacja, że powstaną nowe dowcipy o Polakach, którzy nie potrafili zorganizować nawet pół Euro, że… Czy nasza klasa polityczna jest w stanie przestać wreszcie opowiadać o cudach (PO), przekreślać przeszłość kolejnymi liczebnikami przy nazwie państwa (PiS), zakończyć prowadzoną od lat nieustanną odnowę własnych szeregów (lewica) i naprawdę traktować kraj jako zbiorowy obowiązek (wszyscy)?

Nie chcę występować w roli mentora ani szafować wielkimi słowami, nie mam misji pouczania, ale po prostu boję się o swój kraj. Boję się, że znowu staniemy przed groźbą rozdziobania nas przez kruki, wrony. A najgorsze jeśli rozdziobiemy się sami. Może ja za dużo wymagam? Szanowni Czytelnicy, niech okolicznością łagodzącą będzie dla mnie to, że nie jestem politologiem, a poza tym to gdzieś tkwi jeszcze we mnie nieuleczalna choroba idealizmu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Stefanie! Przepiękne zdjęcie:))

Komentarz został ukrytyrozwiń

He,he. To znaczy, że gdzieś w życiu sporo nagrzeszyłam, bo władza w naszym miescie na przykład...ech, szkoda gadać.Stefanie, na powaznie: to co mowisz jest zbyt ogolne; "oni" ustawili prawo dokładnie jak chcieli, by ochraniac wlasne interesy

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mirello, kto (co) to jest władza? Gdzie przebiega granica pomiędzy my - oni?
Narzekasz (słusznie zapewne) na radnych różnych szczebli, i to są bez wątpienia „oni”, ale czy niekompetentni urzędnicy, związkowcy wysuwający absurdalne żądania, wreszcie pracownicy służba zdrowia odmawiający pomocy dziecku (sprawa z wczoraj bodajże) to ciągle „oni” czy już „my”? Tak czy inaczej dotrzemy w końcu do naszych znajomych, bliskich, i samych siebie.
Dlatego też przeciwny jestem takiej polaryzacji: dobre społeczeństwo – zła władza. W gruncie rzeczy w demokracji zawsze mamy taką władzę, na jaką zasługujemy. Mądre społeczeństwo nie da się omamić różnym oszołomom, ale jeśli nawet to nie kilka razy tym samym.
Choć to rzeczywiście nie takie proste.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ha, gdyby to było takie proste: wybieram, okazuje się,że mrzonki i utopię, czekam do nastepnych wyborów, ponownie wybieram i następuje "nowa" jakość. Nie , Stefanie, dobrze wiesz, że wybory to iluzja dla pospólstwa, podniecamy się możliwością zmiany, a dla polityków, czy raczej politykierów ważni jesteśmy raz na czas wyborów. Po tylu latach dokonywania wyborów na zasadzie mniejszego zla, zastanawiam się nad zrezygnowaniem z udziału w tej farsie. Udział obywateli w wyborach legitymizuje "władzę".Mówisz:"zrzucanie całej odpowiedzialności na rzadzących jest uproszceniem i łatwizną" Z całym szacunkiem, ale takie stwierdzenie jest ...łatwizną. W swojej działalności społecznej ciągle odbijam się od drzwi: radnych miejskich, sejmikowych, wojewodowych, eurodeputowanych- niepotrzebne skreslić. Każdy chełpi się, że został wybrany; potem glowa do piachu i mają nas gdzieś .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mirello, mam na myśli wszystkich. Można mieć wiele słusznych pretensji do władzy, ale zrzucanie całej odpowiedzialności na rządzących jest zbytnim uproszczeniem i łatwizną. W końcu sami ich sobie wybieramy i sami powinniśmy mieć tylko do siebie pretensje, że tak łatwo nas - jako społeczeństwo - omamić i nabrać na różne partyjne lepy.
Macieju, masz rację – nie sposób zanegować faktu, że z pokolenia na pokolenie życie wygląda inaczej, tzn. lepiej. Sam mógłbym na ten temat wiele mówić, ale w tym materiale mam na myśli coś innego: to, że nie potrafimy wykorzystać okazji aby dogonić, a przynajmniej skrócić dystans rozwojowy do krajów najbardziej rozwiniętych. Wciąż więc wyjeżdżamy pracować do Wielkiej Brytanii, Niemiec czy Skandynawii, wciąż dochód narodowy jest kilkakrotnie niższy, wciąż (w stosunku do Zachodu) mamy cherlawą służbę zdrowia, stan zapaści w nauce, biedne szkolnictwo... A zamiast solidarnie gonić świat za dużo energii poświęcamy na wewnętrzne waśnie i przepychanki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie mam wiekowego doświadczenia - absolutnie nic nikomu nie dodając ani nie ujmując - jestem względnie młodym człowiekiem. I chociaż myślenie "może Wy, następne pokolenie, tego (lepszego) doczekacie" jest mi jak najbardziej znane i całkiem bliskie.
Ale, ponieważ zawsze jest jakieś "ale", brakuje w nim perspektywy. Moi Dziadkowie rozpoczynali życie na wsi, w rodzinach wielodzietnych, ściśnięci w niewielkich domach. Bez kanalizacji, prądu. Teraz mają do dyspozycji własne mieszkanie, o osiągniętym wykształceniu i dostępnych wynalazkach cywilizacji nie wspominając. Moi rodzice też przeszli pewną drogę; być może już nie tak radykalną. W sumie, ja również zaczynam stąpać po nieprzetartych ścieżkach...
Zawsze myślimy, że mogłoby być lepiej. Warto jednak uświadomić sobie, jak jest dobrze. Być może nie cudownie, być może nie pięknie, ale po prostu dobrze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Przyzwoitość polityczna"- to brzmi fałszywie , jak oksymoron. Ja też nie jestem politologiem, nie wyciągam ręki po średnie krajowe, ale jako prowadząca działalność gospodarczą, chcialabym obracać się w kręgu jasnych praw i zasad. Plus za poruszenie tamatu, choć do końca nie wyczytałam, do kogo masz największy żal, Stefanie: do utyskujących Polaków, czy do polityków?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.