Pozycja materiału w rankingach:
Ustawa o ochronie przed następstwami używania tytoniu istnieje, lecz w rzeczywistości jest tylko zbiorem liter na papierze. Jeśli dym nam przeszkadza musimy radzic sobie sami.
W Polsce nie ma rygorystycznych przepisów dotyczących zakazów palenia w miejscach publicznych, jak np we Włoszech. Dlatego obywatele dbający o swoje zdrowie, na własną rękę walczą z palczami. Anna Bęben z Chorzowa kilkumiesięczną walkę z dymem papierosowym na klatce schodowej i w windzie wygrała. Jej czteroletni synek od kilku lat choruje na astmę oskrzelową i zjechanie zadymioną windą z ósmego piętra było dla niego walką o życie. W tej sprawie interweniowała w mediach lokalnych bo administracja nie reagowała na żadne prośby umieszczenia znaków zakazu palenia na korytarzu. Na szczęście lokatorzy bloku po przeczytaniu artykułu szybko sami się zmobilizowali i obecnie nikt już nie pali na klatce schodowej. Jednak problem dmuchania w nos ciężko choremu dziecku pozostał. – Najgorzej jest na przystankach autobusowych. Muszę zwracać uwagę palącym lub po prostu odsuwać się od nich jak najdalej – skarży się pani Ania.Zobacz także:
Artykuły
(4)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(5.00)
Miejscowość: Ruda Ślaska | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Karina Moys 15.11.2006 23:02
Kazałaś ludziom na katowickich przystankach, gasić fajki? Odważna jesteś ;)
Z punktu widzenia niemal - byłego palacza (czyli rozumiem obie strony ;) : palenie pod wiata na przystanku, zwłaszcza kiedy pada - totalny brak kultury. Palenie na terenie przystanku, na otwartym powietrzu - na uboczu, nie w tłumie, nie szkodzi nikomu.
Acz i tak - jeśli ktoś pali na przystanku - znaczy, że za moment w autobusie dostarczy współpasażerom nieciekawych doznań :)
Kopcenia w windach nawet nie komentuję
.
Happening po japońsku - artysta nakarmił gości swoimi genitaliami
(odsłon: +9952)