Facebook Google+ Twitter

Różewicz doktorem honoris causa Akademii Sztuk Pięknych

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2007-10-09 09:35

Proszę sobie głęboko odetchnąć, nie chcę tak napadać - rozpoczął swoje wystąpienie poeta i dramaturg, odbierając wczoraj wyróżnienie w Auli Leopoldyńskiej na Uniwersytecie Wrocławskim. Sala pękała wczoraj w szwach.

Tadeusz Różewicz / Fot. Słowo Polskie Gazeta Wrocławska/PAWEŁ RELIKOWSKITłumy młodych ludzi i oficjeli przyciągnęło nie tylko oficjalne rozpoczęcie roku akademickiego wrocławskich uczelni artystycznych, ale przede wszystkim obecność Tadeusza Różewicza.

W jego słowach nie było ani śladu napastliwości, za to lekkość i humor. Wspominał studenckie czasy i przyznał, że specjalnie na tę okoliczność odnalazł swój indeks z roku 1945. - Patrzę na swoją podobiznę z tamtych czasów i widzę cień uśmiechu. To mi zostało do dzisiaj. Jestem człowiekiem uśmiechu, nie człowiekiem śmiechu - mówił poeta.

Przyznał, że zawsze traktował artystów, a szczególnie malarzy, jak czarodziei. Przypomniał, jak zwierzał się Jerzemu Nowosielskiemu, że ciągle myśli o tym, żeby namalować obraz. Pytał, czy mógłby mu przygotować niewielkie płótno. - Po latach namalowałem ten obraz akrylami na deseczce. Zresztą myliłem wtedy akryle z krylami. Obrazek miał tytuł „Wolna Ukraina” i leży gdzieś w przepastnej szufladzie szafy pełnej różnych staroci - wspominał Tadeusz Różewicz.

Na koniec ściszył głos. - Powiem tak na ucho, żeby nikt nie słyszał. Czasem chciałbym być dzieckiem. Choćby teraz, żeby opuścić tę piękną salę, znakomitych gości i wrócić do swoich zabawek, do swojego pokoju. Żeby zamknąć oczy i jeszcze raz zobaczyć wszystkie obrazy, jakie widziałem w dniu 9 października, roku 1921.

Doktorat honoris causa dla Różewicza zaproponowała rada Wydziału Grafiki ASP, a zatwierdził senat uczelni. - Być może część osób zastanawia się, dlaczego wybraliśmy wybitnego poetę, a nie malarza czy rzeźbiarza - mówił promotor doktoratu profesor Jan Jaromir Aleksiun. - Posłużę się słowami samego Różewicza, który twierdzi, że poeta w czasie pisania jest bezbronny - łatwo go wtedy zaskoczyć, ośmieszyć, przestraszyć. Malarz, grafik czy rzeźbiarz stoi na wyciągnięcie ręki przed swoim dziełem z tym samym drżącym samopoczuciem co poeta. I być może dzięki temu lepiej siebie rozumieją.

Od przyjazdu do Wrocławia - w 1968 roku - poeta inspiruje wielu wrocławskich grafików i scenografów. Inscenizacje dramatów Różewicza powstawały i powstają we współpracy z wybitnymi reżyserami i w doborowej obsadzie. Plakaty do spektakli tworzą znani artyści. - Nie dlatego, że muszą, ale z powodu wielkiej fascynacji jego utworami - podkreślał Aleksiun.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.