Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

5035 miejsce

Rozkminić zagwozdkę czyli Szekspir zza krat

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2007-02-17 21:39

Mam pytanie, proszę trupa: wciąż się męczyć czy w grób upaść? Coś niepewna czutka moja, że jak kitę już odwalę, to po trudach, życia znojach, nic mnie tam nie ruszy wcale... - coś Wam to przypomina? Tak, tak. To Hamlet. A właściwie jego grypserska wersja.

Grafika: Słowo Polskie Gazeta WrocławskaTak mógłby zacząć rozmowę z duchem ojca Hamlet, gdyby tylko posiedział trochę w więzieniu. We Wrocławiu przy Kleczkowskiej czy gdziekolwiek indziej w kraju. Człowiek z ulicy mógłby nie rozkminić (czyt. zrozumieć, odkryć) od razu, że to fragment Szekspira. Został przetłumaczony na język więzienny kilkanaście lat temu. Rozumie go właściwie każdy z osadzonych.

– Czytałem. Nie miałem żadnych problemów ze zrozumieniem, o co chodzi – mówi z uśmiechem 29-letni Krzysztof M., który przez pewne artykuły (oczywiście kodeksu karnego) nie był na wolności od 7 lat. Przekonuje jednak poprawną polszczyzną, że od pięciu nie posługuje się tym językiem. Choć jak jest pod celą (czyli w celi) z towarzyszami niedoli, to wiadomo, że czasem się słówko mniej literackie wymsknie. Czas woli spędzać na malowaniu obrazów. Najbardziej ceni Matejkę i Rembrandta. Ale chętnie też posłucha wykładu o wpływach języka komputerowego, z którym na Kleczkowską wpadł prof. Jan Miodek. Właśnie czekamy, aż się zacznie.

Rowerzyści w mańce

Dwudziestoletni Mariusz J. przyznaje, że języka więziennego nauczył się w dwa miesiące. Jak za pół roku opuści mury zakładu karnego, nie zamierza go używać. Ale teraz interesuje go jedynie, co się dzieje u niego pod mańką (czyli pod celą). Dzieli ją z 7 ziomkami.
– Większość to rowerzyści – wyjaśnia Mariusz grzecznie. Czyli tacy, co dosiedli jednoślada pod wpływem alkoholu i „wjechali na dwa miesiące do mańki”. Mariusz nie był w wojsku ani w szpitalu, więc nic dziwnego, że trafił tutaj. Za co? Po prostu kiedyś pod sklepem zdenerwował go pewien ledwo co „zapoznany” kolega, a że był niezbyt trzeźwy, dał się mu wyprowadzić z równowagi. Tak mocno, że gdy doszedł do siebie, usłyszał od prokuratora zarzut pobicia. Nie, nie ze skutkiem śmiertelnym. Ale nieznajomy znajomy w szpitalu trochę poleżał.
W mańce rozmawiają o przygodach na wolności. Nie roztrząsają, co wczoraj było na obiad, bo nie ma o czym. A jak zapowiadają sobie obiad?
– Jak pani tak napisze, to ludzie nie zrozumieją i będą dzwonić, co to znaczy – śmieje się chłopak. Ale daje się w końcu namówić. „Ziomki, platery, bo zarzuta idzie” – tak się mówi.

Hamlet z Krasną Kaniołą

Dla prof. Jana Miodka, dyrektora Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, zarówno „Hamlet”, jak i „Krasna Kanioła” okazały się za dużą zagwozdką. Gdy jeden z osadzonych odczytał mu fragmenty z kartki, profesor po prostu ich nie rozkminił.
– To były przykłady tekstów środowiskowych – broni się prof. Miodek. – Domyśliłem się dużo rzeczowników, ale z czasownikami miałbym problemy i musiałbym pytać o znaczenie. Gdybym jednak jeszcze raz posłuchał, pewnie umiałbym już powiedzieć, skąd pochodzą te dwa fragmenty – zapewnia.
Profesor wyjaśnia, że język więzienny zawiera wiele wymyślonych rodzimych wyrazów (np. patrzałki to oczy, a lizawka – język), germanizmów, rusycyzmów, a nawet anglicyzmów.
– Język codzienny i więzienny przenikają się nawzajem. Między nimi jest mniej więcej remis – podsumowuje prof. Miodek.
– Napisze pani o nas dobrze? – pyta jeden z osadzonych, który pracuje w radiowęźle.
– Jasne.
– No to git – śmieje się. I gryzie się w język. Niepotrzebnie – wszyscy wiedzą, że to znaczy dobrze.

Grypsujący w więzieniu

Zakład karny przy ul. Kleczkowskiej podaje, że grypsuje w nim co 10. osadzony. Grypsować oznacza nie tylko mówić językiem więziennym, ale też zachowywać się w szczególny sposób, np. pisać nielegalne listy albo nie podawać ręki strażnikowi.

Krasna Kanioła

Planeta kopsa żaru, ptaszki gicio cieniują.
Traktem buja się Krasna Kanioła targając samarę.
Zza krzaka wyknaja się Skowyr Multirecydywa – susząc tryby.
Truknął – pucuj się – Krasna Kanioło. Dokąd się bujasz?
Co tam taskasz w samarze?
Krasna Kanioła kryje patrzałki i truka: doginam do Zgredki Korniszonki
i targam rakietę z szamunkiem, jarunkiem i czajunkiem.
Skowyr Multirecydywa mlasnął lizawą i bujną w las.
Buja się buja, kika – jest jama. Obciął w koło – gicio – warknął.
Podklepał, zataranił do klapy.
Pucuj się – zatrukała mu Zgredka.
– To ja Krasna Kanioła, przytargałam Ci rakiete z szamunkiem, jarunkiem i czajunkiem.
– Gicio – zatrukała Korniszonka stargając się z koja.
Odsznurowała klapę i legła z powrotem na gondoli.
Wtem w klapie wyknajał się Skowyr i obciął sprawę jak komornik szafę.
Wjechał pod mańkę, prosto pod kojo Korniszonki.
– Wskaż co przytargałaś – truknęła Zgredka.
Wtem Skowyr Multirecydywa mlasnął lizawa, warknął i zarzucił Zgredkę.
Zasznurowła klapę i bujnął się na gondolę.
Tymczasem Krasna Kanioła buja sięprze gaj – podjeżdża pod chate,
podklepuje i tarani do klapy.
– Zgredka! – pucaj się!
– Kto tam! – odtruknął Skowyr.
– To ja Krasna Kanioła, przytargałam rakietę z szamunkiem, jarunkiem i czajunkiem.
– To gicio! – truknął Multirecydywa, bryknął z woza i odsznurował klapę.
Klapa pękła iKrasna Kanioła wjechała pod mańkę.
Obcieła sprawę i truknęła – Siema Zgredka! Skąd u Ciebie takie duże patrzałki i blindy na kichawie?
– Żeby Cię mogła gicio obciąć.
– A po co Ci takie duże radary?
– Żebym mogła Cię gicio słuchać.
– A po co Ci takie duże i długie tryby?
– Żebym Cię mógł wszamać – truknął Multirecydywa i zarzucił Krasną Kaniołę.
W tym samym czasie koło chaty bujał się gajowy Marucha. Obciął przez lipo pod mańkę Korniszonki i przyuważył Skowyra Multirecydywę w gondoli Zgredki.
Maruch przetargał się przez bardachę pod mańkę, wytargał giwerę i wykręcił dziesionę na Multirecydywie.
Po tym pochlastał samarę i wytargał Krasną Kaniołę i Zgredkę Korniszonkę.
Strzały usłyszeli gady i wjechali pod mańkę. Okazało się jednak, że gajowy Marucha miał ćwiarę z kozakiem i wszyscy wyjechali na wolkę.

Rozmowa Hamleta z duchem

Mam pytanie, proszę trupa:
Wciąż się męczyć czy w grób upaść?
Coś niepewna czutka moja,
że jak kitę już odwalę
to po trudach, życia znojach
nic mnie tam nie ruszy wcale.
Krótko mówiąc – mam ja boja,
że miast grzecznie kwiatki wąchać,
to ta wredna dusza moja
zacznie grzechy swe roztrząsać.
Gdybym tylko miał pewniaka,
że jak sobie kuku zrobię,
to nie będę w dołku płakać,
to spokojnie kimnę w grobie.
Ale z drugiej strony znowu,
to z odzysku mój tatulek
chciałby wpędzić mnie do grobu.
Nie ustąpię, choć jest Królem!
Wpierw bym chciał – potem się boję.
W czachę dymi mi ta troska:
kojfnąć, czy się męczyć z gnojem?
To dopiero jest zagwozdka!
Cóż za sytuacja głupia;
w którą stronę się położę
zawsze z tyłu u mnie... dupa.
Zawsze ktoś ją skopać może.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

moj nauczyciel byly, ten o tkorym powinien byc material z kolkiem teatralnym, jak pracował w opolu to zrobil wlasnie hamleta w wersji wieziennej. moglabym moze jakos z nim zrobic o tym rozmowe...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czerwony Kapturek jako Krasna Kanioła super! :)))))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.