Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3262 miejsce

Rozmowa o tym, co nigdy nie powinno się wydarzyć

"...Pochylam się i płaczę. Płaczę i uśmiecham się. I wstaję..." B. Rosiek "Pamiętnik narkomanki".

Mateusz. / Fot. Karolina PawlakMateusz, jesteś młodym, przystojnym mężczyzną…
- Dziękuję…wiem!

- Głowę masz pełną pomysłów i milion planów na przyszłość; powiedz na czym polega różnica między tobą a twoimi rówieśnikami?
- Główna różnica jest taka, że miałem problem z narkotykami. W pewnym momencie zacząłem ich nadużywać i wpadłem w uzależnienie…niepostrzeżenie tak naprawdę.

- Kiedy, gdzie i z jakimi dragami miałeś swój pierwszy kontakt?
- Moje pierwsze doświadczenie z narkotykami było w pierwszej klasie gimnazjum. Paliłem trawę ze znajomymi. To była taka inicjacja można powiedzieć.

- Dlaczego sięgnąłeś po narkotyki?
- Głównie przez ciekawość oraz chęć doświadczenia czegoś nowego. Nowe środowisko ma także ogromne znaczenie. Do gimnazjum trafiają ludzie z różnych miejsc. Rozłącza się klasę i wrzuca wszystkich do jednego worka. Ja przyszedłem z zupełnie innej szkoły do nowej klasy, a tym, co pozwoliło nawiązać kontakt z ludźmi był alkohol i narkotyki. Łatwiej integrowało się popijając piwko i paląc joint’a. Osoby, które palą marihuanę czy zażywają narkotyki cieszą się szacunkiem wśród rówieśników. Są traktowani inaczej, są jakby uprzywilejowani. Ludzie, z którymi paliłem byli pod pewnym względem specjalni, oryginalni…tacy wyjątkowi, trzymający się razem, tworzący zwartą grupę. Bardzo mi to imponowało.

- Jak branie narkotyków wpłynęło na twoje zdrowie fizyczne?
- Przez pierwsze sześć lat nie odczuwałem tego fizycznie. Potem…to się fachowo nazywa zespół amotywacyjny. Nie miałem sił do robienia czegokolwiek. Do życia, do jakiegokolwiek działania. Wcześniej jeździłem na rowerze, pływałem, uprawiałem snowboard. Z czasem, gdy brałem coraz więcej i więcej te wszystkie rzeczy przestały się liczyć. Zarosłem, że tak powiem. To był spadek formy fizycznej.

- A psychicznie jak się czułeś?
- Pusty…(cisza)…bez chęci do życia. Liczyło się tylko, żeby sobie przyćpać i nic więcej. Nie czułem żadnej odpowiedzialności. Ani za siebie ani za innych. Ale dopiero teraz to widzę, kiedy jestem trzeźwy. Do pewnych rzeczy doszedłem dzięki terapii.

- Kiedy zorientowałeś się, że jest z tobą coś nie tak?
- W 2005 roku. To było tuż po festiwalu Woodstock. Wróciłem tak przećpany do domu, że zawiesiłem się na ok. pół roku. Czułem się nierozumny, nie wiedziałem co się dookoła mnie dzieje. Zaburzyła mi się percepcja rzeczywistości. To był początek choroby psychicznej.

- Próbował ktoś ci pomóc?
- Rodzice. To im najwięcej zawdzięczam tak naprawdę, bo zachowali zimną krew. Dali mi ultimatum – albo podejmuję leczenie i robię coś ze sobą albo wyprowadzam się z domu. Kiedy rodzice dają komfort ćpania tzn. zapewniają wszystko: dom, jedzenie, to nieświadomie krzywdzą własne dziecko. Ich miłość prowadzi do ślepej uliczki, z której nie ma powrotu. Osobę uzależnioną trzeba krótko i stanowczo traktować.

Monar. / Fot. Karolina Pawlak- Co zrobiłeś, gdy postawiono ci takie ultimatum?
- Pojechałem do mojego pierwszego ośrodka. Był to Oddział Detoksykacyjny w Katowicach. Potem znalazłem się w Krakowie w ośrodku Formacja. Byłem tam może dwa dni, nie więcej. Uciekłem stamtąd, bo w mojej głowie przybrało to formę sekty. Nie myślałem wtedy normalnie. Myślałem jak chory człowiek, miałem zaburzenia psychiczne. Potem wróciłem do domu. Byłem tam ok. miesiąc.

Następnie wyruszyłem do kolejnego ośrodka w Grabowie ( woj. zachodniopomorskie). Był to oddział Monaru. Zostałem stamtąd usunięty dyscyplinarne za palenie papierosów w nieodpowiednich miejscach i w nieodpowiednim czasie. Po Grabowie wróciłem z powrotem do domu. Dostałem skierowanie od mojego psychiatry na obserwacje do Szpitala Psychiatrycznego w Lublińcu. Tam została mi wystawiona podwójna diagnoza: uzależnienie od narkotyków wraz z zespołem amotywacyjnym oraz zaburzenia psychopatyczne spowodowane braniem narkotyków. Leczenie trwało ok. 3 miesiące, potem 3-miesięczna rekonwalescencja w domu. Potem podjąłem pracę.

- Czyli zacząłeś wracać powoli do siebie?
- Nie do końca. W maju 2006 r. znowu zacząłem brać narkotyki. Poczułem się pewnie i zacząłem ćpać. Tutaj był już pełny asortyment – amfetamina, kodeina (alkaloid opiatowy) – składnik heroiny. Czystej heroiny (kompotu) nie brałem. Czasem paliłem browna - to jest syntetyczna heroina.

- Skąd miałeś pieniądze na narkotyki?
- Pieniądze na początku nie były mi potrzebne, bo byłem częstowany. Potem robiliśmy zrzutki ze znajomymi. Następnie zająłem się hodowlą konopii. To wyglądało jak handel wymienny – marihuana za inne narkotyki. To był intensywny miesiąc.

- Co potem się z Tobą działo?
- Pojechałem do ośrodka w Gliwicach. To jest ośrodek dla ludzi z podwójną diagnozą, czyli uzależnienie plus zaburzenia psychiczne. Byłem tam dwa miesiące, bo zostałem znowu usunięty dyscyplinarnie za nieprzestrzeganie żadnych zasad. Nie chciałem się leczyć. Poszedłem tam nie dla siebie, tylko po to, aby rodzice się ode mnie odczepili.

CTN Monar w Krakowie. / Fot. Karolina PawlakPo Gliwicach wróciłem do mojego miasta i imprezowałem cały czas. Nie mieszkałem u rodziców tylko po znajomych lub na squotach (opuszczone budynki) . Celem mojego życia było ćpanie i imprezy. Nie mieszkałem wtedy z rodzicami, bo oni sobie tego wyraźnie nie życzyli. Praktycznie zostałem wtedy wymeldowany. W tym czasie pracowałem, ale nie ukrywam, że to był najgorszy okres mojego życia. Dużo ćpałem. Brałem przede wszystkim amfetaminę. Plus kwas. Nadal hodowałem trawę. Zacząłem nawet kraść.

- Kraść? Napisać o tym?
- Pisz…wszystkie ćpuny kradną. Okradałem sklepy. Znajomych? Hmm…miałem taką sytuację, ale to właściwie był ćpun, z którym załatwiałem towar. Kantowałem na materiale.

- Ale w pewnym momencie…
…miałem dosyć. Byłem już w takim stanie, że wegetowałem. Jak warzywo. Kompletnie nie do życia. To było jeszcze gorsze niż okres w psychiatryku. W tym momencie wiedziałem dobrze co się ze mną dzieje, wiedziałem, że spadam na dno. Czułem, że w coraz większe g… wchodzę. Wtedy zacząłem wyglądać i funkcjonować tragicznie. Naprawdę tragicznie… Poszedłem więc do ośrodka w Dębowcu (k/o Częstochowy). To była dobrowolna decyzja. Byłem tam cztery miesiące i zostałem ponownie dyscyplinarnie wyrzucony. Za złamanie abstynencji seksualnej.

- Abstynencji seksualnej?
- Są trzy podstawowe zasady. Obowiązują trzy abstynencje. Od narkotyków, od alkoholu oraz od seksu. Tak jest w większości ośrodków. Wyjechałem z tą dziewczyną, z którą złamałem abstynencję. Pomimo to dalej trwałem w postanowieniu, że nie będę brać narkotyków i że będę dalej się leczyć. W domu usiedliśmy przed komputerem i sami wyszukaliśmy ośrodek, do którego się udaliśmy. W ten sposób znalazłem się tutaj, gdzie teraz aktualnie kończę terapię. W CTN Monar w Krakowie.

- Jak wygląda świat oczami człowieka uzależnionego?
Świnki - podopieczne Mateusza. / Fot. Karolina Pawlak- To jest ciężki świat. Pamiętam co się działo zanim zacząłem leczenie. Świat na trzeźwo jest dużo trudniejszy. Teraz, abym przeżył na trzeźwo muszę iść przez życie slalomem, unikając wszelkich sytuacji niebezpiecznych dla mnie np. odpada alkohol. Chcę utrzymać abstynencję od alkoholu i narkotyków. Jestem uzależniony od tych dwóch rzeczy. Jest to tzw. uzależnienie krzyżowe. Właściwie nie ma znaczenia od czego jesteś uzależniony.

Robisz wtedy wszystko, by nie być trzeźwym. Nieważne jaki środek służy temu. Gdy ćpałem byłem mistrzem w oszukiwaniu wszystkich dookoła, a siebie przede wszystkim. Każdy fakt interpretowałem po swojemu. Moje racje były wtedy najważniejsze. Egoizm, egocentryzm, byłem socjopatą. Totalna obojętność na innych ludzi, zero wrażliwości.

- Dlaczego nie chciałeś się leczyć na początku?
- Ćpanie było dla mnie zbyt ciekawą perspektywą. Nie zauważałem tej destrukcji jaka we mnie zachodziła. Nie byłem jej świadomy oraz konsekwencji jakie niesie to ze sobą. Tak naprawdę ćpun, w pewnym momencie swojego życia (krótkiego, bo krótkiego) ma trzy możliwości. Albo podejmie leczenie albo czeka go więzienie albo piach. Proste. Takie są reguły tej gry. Tylko podjęcie leczenia daje jakieś perspektywy na przyszłość.

- Co było powodem, że postanowiłeś się leczyć?
- To był upadek. Destrukcja. Sam człowiek musi dojść do tego, że już jest źle i fatalnie. Wcześniej słyszałem od znajomych i rodziny, że źle się ze mną dzieje. Słuchałem tego, ale nie słyszałem. Dopiero gdy poczułem to na własnej skórze: nie miałem gdzie mieszkać, co jeść, musiałem kraść, zrozumiałem, że krzywdzę siebie.

Na czym polega terapia?
- Leczenie jest podzielone na trzy etapy. Pierwszy to nowicjat. Trwa ok. 2-3 miesiące i służy temu, by człowiek się zaadoptował, poznał ludzi i zasady jakie tutaj panują. Każdy etap cechuje się innymi zakazami, nakazami, obowiązkami. Np. w okresie nowicjatu jest cisza nocna o 23. Drugi etap, najdłuższy, to jest etap bycia domownikiem. Zaczynają się pierwsze zadania. Zostajesz odpowiedzialny za coś np. za porządek, za kuchnię. To są pierwsze doświadczenia z odpowiedzialnością.

- Za co ty byłeś odpowiedzialny?
- Opiekowałem się świnkami. Byłem świnkowym. Potem byłem SOMitą, czyli Służba Ochrony Monaru. Dbałem o bezpieczeństwo ludzi - sprawdzałem trzeźwość pacjentów.. Każdy pacjent ma obowiązek poddać się kontroli. Regularnie sprawdzani są wszyscy pacjenci. Sporadycznie zdarzają się przypadki, że ktoś przychodzi w stanie nietrzeźwym – po spożyciu alkoholu albo nawet naćpanym. Ale bywają takie sytuacje.

- Jak wykrywasz czy ktoś jest odurzony?
- W momencie, gdy ktoś brał narkotyki reakcja źrenicy na światło jest zupełnie inna. Właściwie nie ma jej w ogóle. Tak samo kolor języka jest istotny oraz oddech. To są podstawy, jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Takie sprawdzanie to fundamentalny element każdego dnia, jak jedzenie, spanie czy praca.

- Mówiliśmy o nowicjacie, byciu domownikiem, na czym polega trzeci etap?
- Monarowiec. To jest ostatni etap i polega na tym, by przygotować się do życia i ukończyć leczenie. Szukasz wtedy mieszkania i pracy. Bierzesz pełną odpowiedzialność za siebie i swoje życie. Startujesz w normalnym życiu z jak najrówniejszej pozycji. Odkładasz sobie pieniądze na start. To nie ma wyglądać tak, że człowiek kończy leczenie i ląduje gdzieś na ulicy. Przejście z Monaru do normalnego życia musi być płynne.

- Co, wg. Ciebie, jest niezbędnym elementem terapii?
- Uczciwość. Jeżeli ktoś kłamie, oszukuje i działa wbrew zasadom - traci to wtedy sens. Wtedy skupiamy się na kimś, kogo udajemy, kim naprawdę nie jesteśmy. W ten sposób można stracić wiele miesięcy leczenia. Uczciwość względem samego siebie oraz zasad, które są sztywne jest na pierwszym miejscu.

Nie przerażały cię zasady?
- Jasne, że przerażały! Np. dopiero na ostatnim etapie jest przyzwolenie na picie kawy. A ja jestem jej smakoszem. To mnie bolało, że nie mogłem napić się małej czarnej. Ale dałem radę.

Droga długa jest. / Fot. Karolina PawlakCo najmilej wspominasz z pobytu w Monarze?
- Spływ kajakowy w Augustowie na Mazurach. Fajnie jest pojechać sobie z przyjaciółmi na taki spływ. Pojechali wtedy wszyscy. Dwa tygodnie pływaliśmy non stop na kajakach i jeździliśmy na rowerach. Rozbijaliśmy namioty, gotowaliśmy na ognisku. To był taki typowy surwiwal. Można było poznać się bliżej w ekstremalnych warunkach. Cały czas padało, byliśmy tacy mokrzy, że masakra. To były wakacje od życia codziennego, ale nie od leczenia. Dużo rzeczy można było się o sobie dowiedzieć.

[b]Jakiej rady udzieliłbyś człowiekowi, który rozwiązanie swoich problemów widzi w alkoholu i narkotykach?

- Że tak naprawdę nie rozwiązuje swoich problemów, tylko od nich ucieka. Ucieka, a one prędzej czy później go dopadną ze zdwojoną siłą. Dopiero, kiedy padnie na twarz może wstanie i się obudzi. Tak nie da się żyć. To jest iluzja życia. Kwestią czasu jest, kiedy zaczną się np. pierwsze konflikty z prawem.

Jak wyobrażasz sobie siebie za 10 lat?
- Za 10 lat?...Niewielkie mieszkanie w centrum Krakowa, najprawdopodobniej dalej wynajęte, bo ceny teraz są kosmicznie wysokie. Praca w agencji graficznej lub reklamowej, może własna działalność gospodarcza. Nieduży samochód, bo takim łatwiej w korkach się przemieścić. I jakaś sympatyczna koleżanka. Na razie nie myślę o stałym związku, chcę się skupić na sobie.

- Czego mam ci życzyć w najbliższej przyszłości?
- Siły!…wiary….eee, wiara w sumie jest. Determinacji.




Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Mateusz XXX
  • Mateusz XXX
  • 26.10.2011 15:25

A ja mam pytanie. Jak z Twoimi zaburzeniami psychicznymi ? Leczyles je psychotropami czy same przeszly i czy w ogole przeszly ? ... Bo mam ten sam problem... Z psychiatra jestem umowiony na 1 wizyte.

Komentarz został ukrytyrozwiń
michal s.......
  • michal s.......
  • 08.04.2011 15:06

jako narkoman trzezwiejacy czytajac ten artukul nie ktore rzeczy mi nie pasowaly nie sa zgodne z niektorymi aspektami zycia dla uzaleznionego
planowanie na 10 lat czlowieku ! 24 H to podstawa
moze osrodki monarowskie inaczej ucza lecz po przejsciu terapi pisaniu programu i chodzeniu na mitingi prawda jest calkiem inna o zyciu na trzezwo na zewnatrz
mam na imie michal i jestem alkoholikiem i narkomanem z uzaleznieniem krzyzowym

Komentarz został ukrytyrozwiń

OCZYWIŚCIE WIELKI"PLUS".

ŻYCZĘ WYTRWANIA W ABSTYNENCJI,W"KRYZYSACH"-
NA ŚCIEŻKACH TRZEŻWOŚCI W TYCH TRUDNYM MOMENTACH WAŻNA JEST ŚWIADOMOŚĆ WYBORU,WIĘC TRZYMAM KCIUKI..POWODZENIA;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ja wierzę..BQ będzie dobrze...U'll see..sciskam mocno i życzę determinacji :)///ach no i jestem ogromną fanką Karoliny Pawlak :)-docieraj głębiej..tam gdzie inni boją się dotrzeć i pytaj o to - o co inni boją się pytać:)Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

[+] Super rozmowa, mam nadzieję, że przeczyta ją wielu młodych ludzi oraz rodzice dzieciaków z problemami. To ogromny wyczyn wydostać się z tego zaklętego kręgu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ za materiał. Co do bohatera - mówi ładnie, ma sensowne plany, ale nie sądze aby wytrwał; przy takim zaawansowaniu choroby...

Tak czy inaczej zycze Mu siły.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+! Życzę dużo siły i determinacji! I wierzę, że Twojemu rozmówcy uda się wytrwać - na pewno!!! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ za bardzo ciekawy wywiad. Aczkolwiek jedna rzecz nie daje mi spokoju. Rodzice Twojego rozmówcy mieli syna, to było im łatwiej. A co by było, gdyby mieli córkę i mogliby się spodziewać, że wyrzucając ją uzależnioną z domu popchną ją w kierunku prostytucji? Wtedy wybór nie jest już taki łatwy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

+) Powrócił, ale czy wytrwa?
To szczere wyznanie zrobiło na mnie wrażenie; trzeba dużo determinacji i siły aby uświadomić sobie konieczność wyjścia z pułapki uzależnienia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.