Mateusz Urbaniak (red.): Jak wspominasz lata spędzone w Stalowej Woli, mieście Twojego dzieciństwa?Gosia Kotwica (Gosia): Nie wiem, czy wspomnienia to dobre określenie, bo jeszcze stąd nie wyfrunęłam. Co prawda, nie jestem rodowitą stalowowolanką (pochodzę z Przyszowa koło Stalowej Woli), ale jest to miasto bardzo bliskie mojemu sercu. Tutaj zaczęła się moja przygoda z piosenką, lata spędzone w szkole muzycznej, obecnie jestem uczennicą tutejszego Liceum Ogólnokształcącego im. KEN. W Stalowej Woli również miała miejsce premiera mojej debiutanckiej płyty pt. „Kraj miłości”.
Red.: Czy piosenkarstwo daje Ci poczucie życiowego i zawodowego spełnienia?Gosia: Gdyby tak nie było z pewnością zajmowałabym się dzisiaj czymś innym. Poprzez muzykę mogę wyrażać siebie, przekazywać ludziom pozytywne emocje, wreszcie zapomnieć o wszystkim dookoła i czuć, że naprawdę żyję. Pomimo tego, że śpiewanie jest tak naprawdę ciężką pracą (choć pewnie większość myśli, że to żaden wysiłek) nie potrafiłabym z tego zrezygnować.
Red.: Na ile poważnie traktujesz to, co robisz? Muzyka jako przygoda, wyjazdy, imprezy… Czy faktycznie wiążesz z nią jakieś szersze plany na przyszłość, formę zarobku?Gosia: Przez wiele lat muzyka była dla mnie czystą zabawą, ciekawą formą spędzania czasu, ale w 2006 roku wszystko się zmieniło. Zostałam wówczas laureatką Ogólnopolskiego Festiwalu Dzieci i Młodzieży „Tęczowe Piosenki Jana Wojdaka” i od tego czasu jestem pod „artystycznymi skrzydłami” właśnie Jana Wojdaka i zespołu Wawele. J