Facebook Google+ Twitter

Rozmowa z Janem Kułakowskim, posłem do PE

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-07-20 11:03

... cóż - zauważam pewne różnice osobowościowe między byłym i obecnym premierem.

fot. Andrzej Wiktor/FotorzepaSpotyka się pan za granicą z pytaniami na temat sytuacji w Polsce?

Oczywiście, spotykam się dosyć często. Środowisko, które mnie otacza, interesuje się sprawami międzynarodowymi.

I co Europę niepokoi?

Wydaje mi się, że wśród ludzi, z którymi rozmawiam, nade wszystko wyczuwam niepokój związany z dwoma wicepremierami w polskim rządzie, a zwłaszcza z jednym - czyli z Romanem Giertychem. Świat z uwagą wsłuchuje się też w wypowiedzi prezydenta czy nowego premiera, w których niestety - zdarza się - słychać nutę populizmu, nacjonalizmu. Nie ma w nich otwartości, europejskości. Ale muszę powiedzieć, że często są to obawy mocno przesadzone. Wiele spraw nie jest poza Polską do końca rozumianych.

Europę dziwi dwóch braci na dwóch najważniejszych stanowiskach w kraju?

W europejskich gazetach widać zdziwienie. Niekiedy słyszę nawet porównania do sytuacji, kiedy ważne funkcje w Stanach Zjednoczonych sprawowali John i Robert Kennedy. No ale - dodaje się - oni nie byli bliźniakami i nie zasiadali na dwóch najważniejszych fotelach w państwie. Wydaje mi się, że w Europie Polska sytuacja odbierana jest jako kuriozum. Dla mnie akurat to nie jest wielki argument przeciw Polsce. Ostatecznie fakt, że ktoś ma podobnego brata na stanowisku, nie ma do rzeczy .

A nie ma pan wrażenia, że prezydentowi jakby nie zależało na dobrej opinii za granicą? Czy Lech Kaczyński miał prawo obrazić się za satyrę w "Tageszeitung"?

Twierdzi, że się nie obraził - proszę o tym pamiętać.

Ale jakby mimochodem, przyznał, że miało to znaczenie.

Generalnie nie powinien był nadawać tej sprawie tak wielkiego znaczenia. W prasie na całym świecie ukazują się obelżywe teksty na temat różnych osób, także na temat głów państw. Na tym między innymi polega wolna prasa - że pisze się co uważa. Tekst oczywiście był głęboko niesprawiedliwy, ale źle się stało, że Polska powiązała publikację w niemieckiej gazecie z odpowiedzialnością niemieckiego rządu. Tu nie ma takiego związku. Dobrze jednak, że próbuje się z Niemcami rozmawiać - myślę choćby o telefonicznej rozmowie Jarosława Kaczyńskiego z Angelą Merkel. Prawda jest też jednak taka, że mniej ważne jest, czy taka rozmowa ma miejsce, znaczenie ma to, w jaki sposób ona przebiega.

A czy podpisałby się pan pod listem byłych ministrów spraw zagranicznych do prezydenta RP w sprawie odwołania spotkania Trójkąta Weimarskiego?

Uważam, że był to dobry, słuszny list. Nie zgadzam się z jego krytyką. Też bym go podpisał.

Według prezydenta był to "wyraz braku elementarnej solidarności narodowej, a także kulturowej i ludzkiej".

U nas zawsze, jak ktoś coś się skrytykuje, to zaraz uderza się w tony solidarności narodowej. Tymczasem jest wolność opinii, żyjemy w środowisku demokratycznym, wolno byłym ministrom taki list napisać.

I nie jest to pana zdaniem zły sygnał dla Europy? Zawsze polityka zagraniczna była obszarem porozumienia ponadpartyjnego. A teraz z Polski wysyłane są sprzeczne sygnały.

To prawda. Przyznaję. że martwi mnie to. Proszę zauważyć, że gdy ja przez 3,5 roku byłem negocjatorem w rządzie Buzka, a potem za rządów Belki przyszedł Jan Truszczyński to nie było żadnych rewolucji. Tymczasem teraz widzę chęć dokonania jakiejś wielkiej zmiany. To jest niepokojące.

A czy Jarosław Kaczyński się sprawdzi w polityce międzynarodowej? Jako premier będzie musiał się nią zająć, choć do tej pory raczej się dystansował.

Myślę, że nie trzeba dramatyzować. Zgadzam się z twierdzeniem, że Kazimierz Marcinkiewicz początkowo też chciał dystansować się od kwestii zagranicznych, a potem w znacznym stopniu go one pochłonęły. Można powiedzieć nawet, że zyskał uznanie i szacunek w oczach europejskich partnerów. Być może Jarosław Kaczyński też odnajdzie się w polityce międzynarodowej? Ja w każdym razie bardzo bym tego chciał. Ale cóż - zauważam pewne różnice osobowościowe między byłym i obecnym premierem.


Jan Kułakowski jeden z najbardziej cenionych w Brukseli polskich posłów do Parlamentu Europejskiego (Partia Demokratyczna), były pełnomocnik rządu ds. negocjacji o członkostwo Polski w Unii Europejskiej (1998-2001). W latach 1990-1996 był ambasadorem nadzwyczajnym i pełnomocnym, szefem Misji Rzeczpospolitej Polskiej przy Wspólnotach Europejskich w Brukseli. Doktor prawa, odznaczony m.in. Orderem Orła Białego. Jest członkiem Królewskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych w Belgii.
D.P.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.