Facebook Google+ Twitter

Rozmowa z Ludwikiem Prądzyńskim – inicjatorem strajku w Stoczni Gdańskiej

  • Paula Pa
  • Data dodania: 2007-06-29 19:25

Czerwiec 2007 roku. Lato zapowiada się świetnie. Prognozy zwiastują upalne, tak wyczekiwane przez wszystkich lato. Przez wszystkich, ale nie przeze mnie…Kolejny rok z rzędu rodzice wywieźli mnie na wiejskie wakacje!

Gospodarstwo, w którym jesteśmy w tym roku, nie różni się od poprzednich, a towarzyszą nam, jak zawsze, letnicy w średnim wieku. Znów muszę znosić brak ciepłej wody, uciekać przez komarami i udawać, że się cieszę . Myśl o tym, że zmarnuje kolejne wakacje nie odstępowała mnie na krok. Ruszam na spacer. Wściekła na samą siebie, bo mimo 20 lat nie potrafię sprzeciwić się rodzicom. Nagle zauważam dom, na którym powiewała dumnie flaga Polski. Kto w nudnej wsi, o jeszcze nudniejszej nazwie – Kramarzyny, może być takim patriotą ? Podchodzę bliżej. Naprzeciw wychodzi mi mężczyzna w średnim wieku.

- W czym mogę pomóc? – pyta, obdarzając mnie szczerym uśmiechem.
Opowiadam moją historię o tym jak cierpię, ponieważ nie potrafię się zbuntować i co roku zostaję ofiarą upodobań moich rodziców.
- Nie bój się toczyć wojny w obronie swojej młodości. Pamiętaj, że każda walka ma sens.
Nie rozumiem, co mój rozmówca ma na myśli, jednak nie mija
chwila, gdy zaczyna snuć interesującą opowieść. Krok po kroku zdradza mi tajemnicę walki o prawdę i wolność…

Początek rewolucji



Ludwik Prądzyński, bo tak się nazywa, był jednym z trzech inicjatorów strajku w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. W 1979 roku, podczas zwykłego dnia pracy w stoczni, do rąk pana Ludwika wpadł egzemplarz pisma „Robotnik Wybrzeża” wydawanego przez Wolne Związki Zawodowe. Zainteresowały go tematy historyczne. Był zdziwiony tym, jak bardzo władze PRL przekłamywały fakty dotyczące Rosji. Wstrząśnięty losami ludzi skazanych na katorgę na Syberii, postanowił zaangażować się w działalność konspiracyjną. Pragnął, aby więcej ludzi poznało prawdę.

Szybko zyskał zaufanie Anny Walentynowicz. To u niej w domu uczestniczył w spotkaniach z Lechem Kaczyńskim, który przedstawiał wykłady z historii i prawa. W 1980 r. zaprzyjaźnił się również z Bogdanem Borusewiczem. Razem organizowali spotkania dla studentów: - Służby Bezpieczeństwa inwigilowały Borusewicza najsilniej. Spotykaliśmy się z młodzieżą na Suchaninie i Brzeźnie w konspiracji. Mnóstwo razy zdarzało się tak, że musieliśmy ratować się ucieczką.

Ważne spotkanie odbyło się 10 sierpnia u Bogdana Felskiego z Jerzym Borowczakiem i Bogdanem Borusewiczem : - W piętek zwolnili Anię Walentynowicz. Dwa dni później Borusewicz zapytał mnie, czy mam silną psychikę, bo mają wobec mnie poważne plany. Wiedziałem, że cokolwiek się ma wydarzyć muszę się zgodzić. Nie mogłem ich zawieść. Pomyślałem, że najwyżej pójdę siedzieć na ok. 3 miesiące. Byłem na czarnej liście SB, więc więzienie już znałem - nic mnie nie mogło powstrzymać.

13 sierpnia podjęliśmy ostateczną decyzję o strajku. Jurek Borowczak, Bogdan Felski i ja zostaliśmy powołani do rozpoczęcia działań strajkowych. Mój wydział miał zastrajkować pierwszy. 14 sierpnia ruszyłem do akcji. Nie wiedziałem jak pozyskać zwolenników strajku, musiałem uciec się do kłamstwa. Powiedziałem, że rozpoczął się wielki protest, że strajkuje już Stocznia Gdynia a połowa naszego zakładu stoi. Pracownicy mojego K3 uwierzyli, odeszli od pracy.


Strajk na dobre się zaczął. 16 sierpnia, po dwóch dniach bez minuty snu, ciągłych nerwów i pertraktacji z dyrekcją, protestującym udaje się osiągnąć wstępne ultimatum. Dyrekcja zgadza się spełnić żądania stoczniowców. Mimo że komitet strajkowy postanawia zakończyć działania protestacyjne, Lech Wałęsa ogłasza strajk solidarnościowy na wniosek innych zakładów pracy.
- Stoczniowcy byli zmęczeni, chcieli wrócić do domów. Co niektórzy , pewnie komuchy, tylko czekali aż dadzą dyla z zakładu. Trzeba było być wiernym. Solidarność i walka była dla nas skarbem. W dni rozpoczęcia strajku, postanowiłem, że zostanę tu do końca, a jeśli zajdzie potrzeba wyjdę ostatni. Gdy ludzie zaczęli opuszczać strajk, pobiegłem szybko zamknąć elektryczną bramę, aby nie stracić ludzi. Musiałem pokonać dystans ok. 2 km. Biegłem ile sił w nogach. Udało się!

Strajk się utrzymał, a kolejnego dnia spisano słynnych 21 postulatów. Wtedy też robotnicy postawili symboliczny krzyż upamiętniający ofiary wypadków na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku. Tego dnia również ksiądz Henryk Jankowski odprawił mszę świętą w intencji wszystkich stoczniowców.

Ludwik Prądzyński bardzo ceni prałata parafii pod wezwaniem św. Brygidy w Gdańsku. Twierdzi, że gdyby nie jego opieka duchowa, nie byłoby tak łatwo odnaleźć w sobie siły do walki. Opowiada, że był zawsze z nimi w trudnych chwilach i nie odmówił pomocy, gdy jej potrzebowali. Nie raz płakał razem z nimi : - Wzruszaliśmy się wszyscy śpiewając kultowe : „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie !” – mówi Prądzyński.

Kolejne dni dla Ludwika mijały podobnie. Wciąż pilnował, aby wszyscy byli solidarni, mało spał i wierzył, że się uda. W tym czasie trwały negocjacje między komitetem strajkowym (liczył już ok. 700 zakładów pracy) a rządem i ekspertami. Prądzyński postanowił, że nie będzie brać w nich udziału, ponieważ uznał, iż są do tego ludzie bardziej kompetentni.

Cichy bohater



31 sierpnia nadszedł wielki dzień dla wszystkich strajkujących. Podpisano Porozumienia Sierpniowe. Można było zakończyć działania protestacyjne i iść do domu. Ale dla Pana Ludwika nie było najważniejsze to, że w końcu się wyśpi lub, że przyjęto postulaty. On wiedział, że to początek końca starego systemu.
- Tylko raz byłem w życiu naprawdę szczęśliwy. Właśnie wtedy! Krzyczałem wraz z Lechem Wałęsą z radości. Wiedzieliśmy, że warto było cierpieć dla wolności. Czuliśmy, że niebawem nadejdą lepsze czasy.
Mimo, że transformacja w Polsce idzie ślamazarnie, a prawa pracowników są łamane, uważam, że było warto.

Nie żałował niczego nawet wtedy, gdy był prześladowany przez SB i dwukrotnie internowany. Niechętnie opowiada o tych przykrych chwilach, ponieważ jak mówi, są niczym w porównaniu z tym, co Polska zyskała dzięki Sierpniowi ’80.

Ludwik Prądzyński nigdy nie czuł i nie czuje się bohaterem. Twierdzi, że prawdziwe pochwały należą się tym, który uwierzyli i przystąpili do strajku. – Byłem iskierką, a ta wierna młodzież była lontem i dynamitem, którego wybuch zapoczątkował wielkie przemiany. To Ci chłopcy są najważniejsii.

W 26. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych prezydent Rzeczpospolitej Polskiej, Lech Kaczyński odznaczył Ludwika Prądzyńskiego Krzyżem Odrodzenia Polski. Poczuł się wyróżniony, jednak uważał, że nie zasłużył na taki zaszczyt. Jest bardzo skromnym człowiekiem, dziwił się, że to on został wybrany, aby odebrać takie odznaczenie. Jak na prawdziwego bohatera przystało, nie obnosi się z tym co wielkiego uczynił dla Polski.

Zastał do końca wierny ideałom pierwszej „Solidarności”. Po transformacji nie szukał sławy, nie angażował się w politykę. Uważał, iż stoczył walkę z systemem, którego nienawidził. Wywalczył wraz ze swymi przyjaciółmi dla nas wszystkich wolną Polskę. Narażał swoje życie zupełnie za darmo.
- Zrobiłem to, co do mnie należało. To był patriotyczny obowiązek. Nie lubiłem, gdy nazywano mnie bohaterem. 1984 roku zrobiło mi się w stoczni duszno, więc wyjechałem do moich rodzinnych Kramarzyn. Do mojego zakładu pracy wróciłem już w III RP (1993 rok), gdy legenda ucichła. Jednak, zawsze, gdy chcę odpocząć, uciekam tu - na wieś - zakończył opowieść.

Grzecznie żegnam się z rozmówcą. Odchodzę pogrążona w przemyśleniach. Wiem już, że w imię dobra trzeba walczyć. Rozumiem, iż nie można stać się bezwolną ofiarą systemu. Pojmuję, że każdy z nas może odegrać kiedyś ważną rolę w historii i, że może czekać nas coś niezwykłego gdziekolwiek jesteśmy…




Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Ostatnio mialem strasznie dużo na glowie-kończe studia,zmieniłem prace...ale teraz to kwestia paru dni i znowu będzie mnie pełno na naszym portalu .Pozdrawiam ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Endrju, a kiedy nastąpi Twój powrót? Hę ? :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Od dzisiaj nazwisko Prądzyński przestanie mi się kojarzyć wyłącznie z gdańską Szkołą Baletową (dyrektor) :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Może nie tak wylewnie jak Endrju :) ale gratulacje składam szczere. Za wrażliwość na to, co wokół nas.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za ciekawy wywiad. Ale niektórzy mają szczęście spotkać ciekawego człowieka wśród kniei!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gratuluje.Powrót w wielkim stylu.Tekst na bardzo wysokim poziomie.Brawo Maleńka ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.