Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

29714 miejsce

Rozmowa z Łukaszem Fabiańskim, bramkarzem Arsenalu Londyn

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2007-07-20 13:57

Fabiański ma już za sobą debiut w barwach Arsenalu. Podobno został zauważony i wyróżniony przez kapitana swojej drużyny. Chcesz dowiedzieć się więcej? Przeczytaj wywiad polskim piłkarzem.

Dziennik Zachodni: Ma pan za sobą debiut w barwach Arsenalu. Po ostatnim gwizdku sędziego w towarzyskim spotkaniu z Barnet (2:0) opuszczał pan boisko z szerokim uśmiechem.

Łukasz Fabiański / Fot. fot. Mikołaj SuchanŁUKASZ FABIAŃSKI: Nic dziwnego, wygraliśmy, a ja zachowałem czyste konto. Każdy bramkarz marzy przecież o tym, by nie popełnić w meczu żadnego błędu. Mnie się to udało, miałem kilka okazji do pokazania umiejętności i dlatego byłem bardzo zadowolony. Co więcej, Kolo Toure, który był kapitanem w tym spotkaniu, schodząc z boiska przekazał mi opaskę.

DZ: Któryś z trenerów potwierdził pana odczucia odnośnie tego występu?

ŁF: Żadnych indywidualnych podziękowań nie było. Trener Arsene Wenger pogratulował całej drużynie.

DZ: Przed wyjściem na boisko była trema?

ŁF: Nie, wcale. Podszedłem do tego meczu, jak do każdego innego, czyli byłem spokojny, ale maksymalnie skoncentrowany.

DZ: Nie wierzę, że piłkarz debiutujący w takim klubie jak Arsenal, nie czuje żadnego dreszczyku emocji i nie drżą mu lekko nogi.

ŁF: Jednak naprawdę u mnie nie ma różnicy czy gram w bluzie Arsenalu, czy też innej drużyny. Skupiam się na tym, by jak najlepiej wypaść. Zresztą w ogóle nie myślałem o tym, że jest to akurat mój pierwszy mecz w nowym zespole. Czułem się pewny swoich umiejętności. Jak się okazało - słusznie.

DZ: Zdążył pan poznać ostry smak angielskiego futbolu?

ŁF: Była taka sytuacja, gdy rywal sfaulował mnie, kiedy leżałem na ziemi. Miałem pretensje do sędziego, że nie podyktował rzutu wolnego, ale zupełnie mnie zignorował i kazał grać dalej. Cóż, trzeba przygotować się na to, że arbitrzy w Anglii czasem przymykają oko na nieczystą grę.

DZ: Trener Wenger pytany, jaka jest szansa, że w pierwszym spotkaniu ligowym nowego sezonu zobaczymy pana w wyjściowej jedenastce, wymigał się od odpowiedzi. Jak to wygląda w pana oczach? Kiedy podpisywał pan kontrakt, prasa w Anglii pisała, że przychodzi zmiennik Jensa Lehmanna.

ŁF: Szansę mam tak dużą, jak bardzo sam na nią zapracuję. Bo tylko ciężką pracą mogę to sobie wywalczyć. Zdaję sobie sprawę, że na tej pozycji trenerzy, gdy komuś raz zaufają, nie lubią robić zbyt często żadnych roszad. Lehmann jest podstawowym piłkarzem Arsenalu od kilku lat, ale ja jestem pewny swoich umiejętności.

DZ: Z pewnością rozmawiał pan z Wengerem na ten temat. Dało się coś wywnioskować z jego opinii?

ŁF: Nikt tu mi niczego nie obiecywał. Wiem, że mogę liczyć tylko na siebie. Oprócz mnie i Lehmanna o miejsce w bramce rywalizuje też Hiszpan Manuel Almunia. Trener na pewno nie będzie miał łatwego zadania, by wybrać pierwszego bramkarza.

DZ: Na razie dostał pan koszulkę z dość odległym numerem 21.

ŁF: To nie ma żadnego znaczenia.

DZ: Niektórzy zawodnicy Arsenalu narzekają, że Arsene Wenger nie sprowadził do klubu klasowych zawodników, którzy pozwoliliby włączyć się londyńczykom do walki o mistrzostwo kraju. Pana zdanie na ten temat?

ŁF: Jesteśmy wciąż bardzo mocną drużyną i na pewno walka o tytuł mistrzowski to jeden z celów trenera Wengera. Mówienie, że jesteśmy na straconej pozycji, to błąd.

DZ: Nie żałuje pan, że do Barcelony odszedł Thierry Henry?

ŁF: Dlaczego mam żałować? Życie toczy się dalej, a jest tu mnóstwo innych gwiazd piłki. Właściwie każdy piłkarz Arsenalu to gwiazda.

DZ: Jak przebiega pana aklimatyzacja w stolicy Anglii?

ŁF: Bez większych problemów. Angielski znam, więc komunikuję się bez kłopotów. Na razie muszę liczyć na kolegów jeśli chodzi o podróże na treningi, bo nie mam jeszcze samochodu. I to jedyna niewygoda.

DZ: Zdążył pan poznać Londyn?

ŁF: Nie, nie miałem jeszcze czasu. Na razie poruszam się głównie na trasie dom - ośrodek treningowy, który znajduje się poza Londynem. Po zajęciach spędzam czas czatując przez Internet z najbliższymi.



Rozmawiał: Piotr Wierzbicki

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.