Facebook Google+ Twitter

Rozmowa z prof. Januszem Kurtyką, prezesem IPN

  • Źródło: ngo.pl
  • Data dodania: 2006-10-25 14:49

Jestem zwolennikiem dostępu dziennikarzy do akt IPN na warunkach, które określa ustawa. Przypomnę zatem, że w ustawie jest napisane: "o ile Prezes wyrazi na to zgodę". Będę więc na pewno wyrażał lub nie wyrażał zgody.

Panie Prezesie, podoba się Panu nowy kształt ustawy lustracyjnej?
Janusz Kurtyka / MWMEDIAMyślę, że Instytut Pamięci Narodowej jest w stanie tę ustawę realizować. Oczywiście, musimy sobie zdawać sprawę z tego, że jej realizacja będzie wymagała dużej determinacji organizacyjnej w Instytucie. Sądzę, że w miarę upływu czasu będzie z tą realizacją coraz lepiej.

W którym kierunku poszłaby reorganizacja Instytutu?
To byłyby wewnętrzne korekty, które będą prowadziły do tego, aby pojawiły się komórki niejako obsługujące tę ustawę zarówno w ramach pionu archiwalnego, jak również w ramach pionu administracyjnego. Trzeba będzie zadbać choćby o nowe programy komputerowe. To będą tego typu problemy, które pewnie opinię publiczną specjalnie nie będą interesowały, natomiast są zmartwieniem prezesa IPN.

O ile dodatkowych pieniędzy będzie musiał Pan się postarać, by budżet IPN był wystarczający do realizacji nowej ustawy?
Mam nadzieję, że w przypadku, gdyby ustawa weszła w życie, czyli po podpisaniu przez Pana Prezydenta, będzie istniała możliwość uzyskania dodatkowych funduszy z rezerwy Prezesa Rady Ministrów, funduszy dodam uzasadnionych. I w związku z tym sądzę, iż możliwym będzie, aby sejm zaakceptował wyodrębnione fundusze na obsługę tej ustawy w przyszłotrocznym budżecie Instytutu.

Jakiego rzędu jest to suma?
Około 20 milionów złotych.

Dlaczego musiał odejść Pański zastępca, profesor Witold Kulesza, który kierował pracami Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu?
Myślę, że najbardziej odpowiednio brzmiałaby, że misja pana profesora Kuleszy wyczerpała się. Pragnę zapewnić, że ta decyzja, czas i okoliczności zostały wypracowane wspólnie przeze mnie z panem profesorem Kuleszą. Z całą pewnością zapewniam, że panu profesorowi Kuleszy, który jest wybitnym specjalistą w swojej dziedzinie zawsze bardzo chętnie będę podawał rękę. I będzie dla nie zaszczytem, jeżeli on mi poda rękę.

Ale prasa pisze, że zdymisjonowanie profesora Kuleszy to fragment "dekieresyzacji" Instytutu.
Prasa pisze rzeczy, które wielokrotnie są czystymi spekulacjami. I zapewniam, że jeżeli słyszy się lub czyta informacje, to bardzo łatwo wykazać, że nie ma ona swojego źródła w IPN-ie i jest wyłącznie spekulacją.

Kto będzie następcą profesora Witolda Kuleszy?
Na razie powstrzymam się jeszcze z odpowiedzią na to pytanie.

Lech Kaczyński nie kryje, że ma opory przed podpisaniem ustawy lustracyjnej. Gdyby Pan miał doradzać w tej sprawie Prezydentowi, to jakich argumentów używałby Pan za podpisaniem ustawy?
Nie upatruję swego zadania w tym, by Pana Prezydenta w jakikolwiek sposób przekonywać. Jeśli Pan Prezydent zechce zadać mi pytanie, to moja rola jako prezesa IPN jest czysto ekspercka i techniczna. Ustawy uchwala parlament, a Pan Prezydent suwerennie podejmuje decyzje. Jeżeli będzie chciał pytać prezesa IPN-u, to prezes IPN-u właśnie w roli techniczno-eksperckiej będzie udzielał odpowiedzi na zadawane pytania. Natomiast na pewno moją rolą nie jest forsowanie czegokolwiek.

Jest Pan zwolennikiem prowadzenia dziennikarskich śledztw na podstawie materiałów IPN? PiS chciał ograniczyć dostęp dziennikarzy do archiwów, dzięki poprawce LPR ten pomysł nie przeszedł.
Mówiłem publicznie i zdania nie zmieniłem, że jestem zwolennikiem dostępu dziennikarzy do akt zgromadzonych w IPN na warunkach, które określa ustawa. Przypomnę zatem, że w ustawie jest napisane: "o ile Prezes wyrazi na to zgodę". Będę więc na pewno wyrażał lub nie wyrażał zgody.

A są tacy dziennikarze, którym na pewno nie pozwoli Pan na przyglądanie się aktom?
Nie. To zawsze będzie zależało od każdorazowego przypadku. Nie ukrywam też, że niektóre publikacje ostatniego czasu tę moja wolę, czy wiarę nadwątliły. Ale na szczęście to nie ja musiałem podejmować decyzję, bo podjął ją parlament.

Jakie są najcięższe grzechy, które popełniają dziennikarze buszujący po IPN-ie lub ludzie, którzy ogłaszają listy i prowadzą prywatne śledztwa?
Dziennikarze nie buszują po IPN-ie i nie prowadzą też kwerend, bowiem na mocy orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, dziennikarze nie mają dostępu do akt zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej. Niekiedy uzyskują zgodę na dostęp do materiałów, ale wyłącznie w przypadkach wyjątkowych.

Jakiego typu są to przypadki?
Na przykład, jeśli powstaje film dokumentalny o wydarzeniach poznańskich 1956 roku, czy film dokumentalny o wysadzeniu auli przez braci Kowalczyków. Chodzi generalnie o tego typu sytuacje, kiedy dokument dziennikarski, twórczość dziennikarska stoi na pograniczu między publicystyką a dokumentacją historyczną. Wtedy, po każdorazowej analizie takiego przypadku, jestem w stanie podejmować decyzję pozytywną.

A jakie błędy popełniają dziennikarze, którzy parają się lustracją?
Jest to grzech braku wiedzy.

Zatem do nauki?
Do nauki i dlatego zapraszam pana na promocję pierwszej książki o teczkach bezpieki.

Łukasz Winczura

D.P.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.