Facebook Google+ Twitter

Rozmowa z sąsiadem

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2009-03-18 19:17

Sąsiad gloryfikuje swój styl życia (powiem za niego: carpe diem), a ja obstaję przy swoim. Okopaliśmy się na pozycjach. Taksówkarz-biznesmen jest przekonany o tym, że moja reduta niebawem padnie albo ja sam wysadzę ją w powietrze. Sądzi, że nieustannie podwyższając swoją stopę życiową obniża moje morale.

"To co ma głębokie znaczenie, właśnie dlatego nie jest niczemu przydatne". (Hegel)

Jest tak, jakbym mieszkał na peryferiach rzeczywistości i tylko czasem do niej dojeżdżał. Sąsiad - taksówkarz otwiera mi oczy na świat. Misterium uświadamiania mnie celebrujemy, świadcząc sobie drobne grzeczności. Role już dawno zostały rozdzielone i mój partner, dzięki swojej profesji plasuje się na dość elitarnej liście godziwie zarabiających i dostatnio żyjących rodaków. Dzieci sukcesu.

Ma on do mnie stosunek ojcowski - pełen ciepła, pobłażliwości i wyrozumiałości. Nieszkodliwy wariat jestem. Zapaleniec. Fascynat. Wizjoner. Pismak. On zaś powozi zaczarowaną dorożką marki mercedes, która jest na „kontrakcie” agencji towarzyskiej - wożąc róże pachnące zawodowo. Ma także „koncesję” świadczenia usług obcokrajowcom, okupując postoje luksusowych hoteli i lotniska. Wraz z kumplami zza kółka tworzy „monopol”, a zaczarowany taksometr dyktuje warunki.

Choć moja skromna osoba nie mieści się w orbicie zainteresowań człowieka interesów (patrz: wpływy, koneksje, stan posiadania) - odwiedza mnie z życzliwości, czy też może poczucia obowiązku ratowania duszy błądzącej w niebie abstrakcji, leczenia nerwicy myśli bliźniego swego. Ostatnio sąsiadom nagle skończyła się rura od odkurzacza (pretekst?), wpadają więc częściej i pożyczają moją. Każda rura ma dwa końce, więc przy okazji otrzymuję darmowe korepetycje z życia w bardzo liberalnym kapitalizmie.

Wszelkie nauki przyjmuję z pokorą pomny przestrogi Saint-Exupery’ego, że „owoc, który gardzi którymkolwiek etapem wzrostu, nigdy nie dojrzeje”. Wiem także, że każdy człowiek szuka echa. Ja właśnie jestem echem mojego sąsiada. Sprawiam ponadto, że jego poczucie własnej wartości sięga zenitu. Oczywiście, próbowałem kiedyś nawiązać partnerski dialog; pamiętam, narzuciłem temat naszej rozmowy „Być czy Mieć?” Kiedy w swej zapalczywości wyznałem, że nie rzeczami żyję, ale sensem rzeczy - taksówkarz rozejrzał się po moim pokoju (zagracam wyłącznie pamięć), przeciągle spojrzał mi w oczy i zabrał do siebie na pokaz filmu na cyfrowej „plazmie” z odtwarzacza DVD. Było porno, duszno i dostatnio. Potem sąsiad płakał i śpiewał zakazane /niegdyś/ piosenki, a ja rozgrzeszałem się Flaubertem, przepowiadając myśl proroczą (?), że „wzniosłe dzieła rodzą się z niezwykłych wzruszeń”. Pisałem całą noc. Do szuflady.

Kiedyś wypadłem z cyklu pisania i automatycznie skończyły się moje dni płodne intelektualnie. Odwiedził mnie sąsiad, by ode mnie, w całkowitym spokoju i bez stresów pogadać z kochanką. Gdy wykonał codzienną tę czynność, zapalił Marlboro. Wykorzystując sytuację, spytałem o pomysł na sprzedaż; zbliża się sezon ogórkowy - co robić?! A on: - Teraz wykupuj strychy za psi pieniądz, remontuj i sprzedawaj z wielokrotnym przebiciem. Taak, wówczas to okazało się w całej jaskrawości, że wszelkie asocjacje oraz nerwica myśli nie są zaraźliwe.

Sąsiad gloryfikuje swój styl życia (powiem za niego: carpe diem), a ja obstaję przy swoim. Okopaliśmy się na pozycjach. Taksówkarz-biznesmen jest przekonany o tym, że moja reduta niebawem padnie albo ja sam wysadzę ją w powietrze. Sądzi, że nieustannie podwyższając swoją stopę życiową obniża moje morale. „Bo życie to jest coś więcej niż sentymentalne porównania” - mówi i głosi pochwałę pewnego, prostego życia, które można ująć w garść i wycisnąć jak cytrynę. Odpowiadam słowami Leca: „Zając lubi buraczki - takie jest zdanie kucharza”. Mój rozmówca bierze to za aluzję i zaprasza na obiad do „Bazyliszka”.

Jednak łączy nas wspólna służba. Obaj żyjemy w służbie statystyki. To dzięki nam mogą ogłosić komunikat, że statystyczny Polak ma blisko 30 tysięcy złotych na różnych kontach bankowych. Znaczy sąsiad ma w kilku bankach ponad przeciętne wkłady (plus pokaźna gotowizna na podorędziu), a także „wolne” dolary i mój dług u niego w postaci statystycznych oszczędności. Wypija spirytus statystycznie przypadający mi na głowę, korzysta z moich statystycznych wyjazdów zagranicznych, pobytów nad morzem i w górach; podrywa statystycznie przypadające mi panny i mężatki i ma - statystycznie rzecz ujmując - znacznie, znacznie więcej z demokracji niż ja. A propos! Mark Twain słusznie zauważył, że „demokracja jest to wybór przez niekompetentną większość - skorumpowanej mniejszości” (To ja chciałem skonstatować) Zabieram sąsiadowi zaś tylko statystycznie przypadający na niego papier (do drukarki), książki i gazety.

Któregoś dnia stałem pod klatką bloku i czytałem ogłoszenie: "Zaginął podpalany wyżeł...."
- Gdybym był podpalany, też bym wziął nogi za pas - usłyszałem tubalny głos sąsiada. Po chwili siedziałem w gościach popijając whisky z colą i lodem. Moje słynne "posiady" z sąsiadem…

Kiedy już obgadaliśmy przekręty naszej skorumpowanej władzy; wyjątkowo nagłośnione afery korupcyjne; krociowe apanaże członków i prezesów rad nadzorczych; pozazdrościliśmy prezesowi PZU S.A., którego uposażenie wynosi ponoć milion dolarów miesięcznie (sic!); doceniliśmy spryt i dorobek Balcerowicza; także byłej prezes NBP, pani prezydent Warszawy - milionerce Gronkiewicz-Waltz i innych dzieci lepszego Boga - nie wiedzieć czemu rozmowa zeszła na temat głodu oraz bardzo licznych przypadków gruźlicy i wszawicy u dzieci w /o/polskich i bieszczadzkich szkołach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (34):

Sortuj komentarze:

Pragnę ustosunkować się do opnii taksówkarza na Pana temat cyt.

"Nieszkodliwy wariat jestem. Zapaleniec. Fascynat. Wizjoner. Pismak."

I proszę takim pozostać nie zważając na zawirowania losu :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 19.03.2009 09:57

Pani Jadwigo, w południowej Polsce, a szczególnie w Bieszczadach jest wciąż rosnąca, porażająca już liczba chorych (nie tylko dzieci) na gruźlicę. Często dzieci w szkołach mdleją z głodu na lekcjach, ponieważ nie zjadły w domu śniadania i to wcale nie z roztargnienia..... W PRL, może i Pani pamięta, były obowiązkowe, ścigane prawnie coroczne prześwietlenia płuc oraz inne badania. Obecnie są tylko kilkudniowe, wybiórcze Akcje. Tak jest w kraju za miastem. A i w mieście nie lepiej - stan zdrowia rodaków jest zatrważający. Czytam nie tylko biuletyny sejmowe, ale również rozmawiam z lekarzami i przede wszystkim chorymi, którzy tłumnie zapełniają wszelkie - jeszcze dostępne dla ludzi - placówki zdrowia, przychodnie itp.itd.

Po raz kolejny okazuje się, że szczęście - to krótka pamięć i dobre zdrowie. Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak dobrze mieć sąsiada...
A tak nawiasem mówiąc, gdzie jest napisane, że żyjemy w "cywilizowanym kraju" ?!

Komentarz został ukrytyrozwiń

"... nie wiedzieć czemu rozmowa zeszła na temat głodu oraz bardzo licznych przypadków gruźlicy i wszawicy u dzieci w /o/polskich i bieszczadzkich szkołach." - o komunie gadacie, czy co?

A tymczasem świstak siedzie i medale, wrrrrrrć! medaliki rozdaje.
Wszak cierpienie człowiekowi bardziej od powietrza potrzebne - im gorzej, tym lepsze miejsce w raju, niebieściejsze niebo i zbawienniejsze zbawienie.

Tako purpurat od pierona rzecze, a ponoć to jeden z mądrzejszych. Taksówka nie jeździ: nie stać go na takie wydate, ekonomiczniej jest miec własny wórez, szoferaka i perfumę.

Więc uswiadom taksiarzowi te prawdy oczywiste: dziewuch parę Ci odstapi a i rure do odkurzacza nabędzie droga kupna, zamiast twoją śmieciem kapitalistycznym zapychac.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 19.03.2009 07:23

To co powiedziała zasypiając AnnaS ja powtórzę rano. Tekst rzeczywiście jest finezyjny i lekko się czyta, dotyka zakamarków życia i jego niestety kolców. Przyłączam się do protestu Marka bo do czego to podobne żeby sąsiad "wypijaj spirytus statystycznie przypadający mi na głowę, korzystał z moich statystycznych wyjazdów zagranicznych, pobytów nad morzem i w górach" choć to jeszcze zniosę lecz jeśli "podrywa statystycznie przypadające mi panny i mężatki" - nie daruję.
Muszę się przyjrzeć swoim sąsiadom.
Dziękuję Marku i masz plus za ostrzeżenie!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

ja nie o społecznych kontekstach i innych takich - teksty Marka tak się świetnie czyta, bo poruszając najbardziej ważkie sprawy czyni to w sposób lekki i finezyjny - duży + za takie np.aromatyczne wielce "kwiatki":
"On zaś powozi zaczarowaną dorożką marki mercedes, która jest na „kontrakcie” agencji towarzyskiej - wożąc róże pachnące zawodowo.."

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.03.2009 23:57

Jan z Czarnolasu napisał był: " Każdego swa własna nadzieja uwodzi....." :-))) Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.03.2009 23:02

Życie, praca i zarobki w cywilizowanym kraju - nie powinny być Toto Lotkiem.... :-))) Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

"...- nie wiedzieć czemu rozmowa zeszła na temat głodu oraz bardzo licznych przypadków gruźlicy i wszawicy u dzieci w /o/polskich i bieszczadzkich szkołach." Właśnie, nie wiedzieć czemu? Przecież to tak rozprzestrzeniające się "mieć"...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.03.2009 22:27

"Sąsiad gloryfikuje swój styl życia (powiem za niego: carpe diem), a ja obstaję przy swoim. Okopaliśmy się na pozycjach. Taksówkarz-biznesmen jest przekonany o tym, że moja reduta niebawem padnie albo ja sam wysadzę ją w powietrze. Sądzi, że nieustannie podwyższając swoją stopę życiową obniża moje morale." :-))) Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2018 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.