Jak podaje
TVN24, w środę rozpoczął się proces Grzegorza T., który w marcu 2011 przyznał się do zabicia Wiolety S., od 2006 r. uznawanej za zaginioną.
20-letnia Wioleta S. w marcu 2006 r. wyszła z domu na spotkanie z chłopakiem, nie zabierając ze sobą żadnych dokumentów ani wartościowych rzeczy. Już nie wróciła. Rozpoczęły się poszukiwania zaginionej dziewczyny. Policji pomagał 28-letni Grzegorz T., jej chłopak oraz ojciec dziecka. Mężczyzna zeznał, że nie dotarła ona na spotkanie. Cała sprawa miała miejsce w Nowym Dworze Mazowieckim.
W 2007 r. postępowanie umorzono, jednak policja dalej interesowała się sprawą zaginionej dziewczyny. W marcu 2011 r. funkcjonariusze ponownie wezwali na przesłuchanie Grzegorza T., któremu przedstawili prawdopodobny przebieg zdarzeń związanych ze zniknięciem dziewczyny. Wtedy przyznał się on do winy. Złożył zeznania i wskazał miejsce, w którym ukrył zwłoki.
Powiedział, że nie planował tego morderstwa i że stało się to pod wpływem impulsu, w czasie kłótni, kiedy Wioleta S. "nie dała mu dojść do słowa".
Po tym, jak odnaleziono zwłoki, prasa podawała, że oskarżony jest związany ze środowiskiem nazistowskim i ma na ciele tatuaże nawiązujące do tej ideologii. Oskarżony zaprzeczył temu argumentując, że interesował się nazizmem tylko z historycznego punktu widzenia i nie popiera go.
Terminy kolejnych rozpraw sąd wyznaczył na drugą połowę stycznia oraz luty.