Facebook Google+ Twitter

Rozpoczęła się kampania przed marcowymi wyborami w Iraku

W Iraku została oficjalnie zainaugurowana kampania wyborcza. Poprzedzi ona drugie, od czasu upadku reżimu Saddama Husajna, wybory parlamentarne.

W wyborach, do których ma dojść 7 marca, o 325 miejsc w irackim parlamencie starać się będzie 6172 kandydatów (chociaż liczba ta może ulec zmianie). Wybierać ich będzie prawie 19 milionów mieszkańców kraju, oraz 1,4 mln Irakijczyków (głównie sunnitów) mieszkających poza granicami.

Kampanię poprzedziły długie spory o ordynację wyborczą, po uznaniu dotychczas obowiązującej za niezgodną z konstytucją. Głównym problemem stał się podział mandatów w Kirkuku. Miasto, ulegające za czasów Saddama arabizacji, obecnie odzyskuje, dzięki migracjom, swój kurdyjski charakter, przez co funkcjonująca dotychczas ordynacja uległa dezaktualizacji.

Irakijczycy będą wybierać spośród wielu ugrupowań i koalicji. Jedna z największych to Koalicja Państwa Prawa, na czele której stanął urzędujący premier i najpopularniejszy iracki polityk, Nuri al-Maliki. W jej skład wchodzą głównie członkowie jego konserwatywnej, szyickiej partii. Kolejną listę utworzy Iracki Sojusz Narodowy, złożony głównie z ugrupowań islamskich. Obie koalicje powstały po rozłamie w szeregach zwycięskiego w poprzednich wyborach bloku szyickiego, co może skutkować podziałem głosów, pozbawiając obie strony zwycięstwa.

Skorzystać na tym może kurdyjski sojusz, wystawiający, podobnie jak w 2005 roku, jedną, wspólną listę, która zdobyła wówczas drugi wynik. Na czele tej koalicji stoją prezydenci Iraku i autonomicznego Kurdystanu, Dżalal Talabani i Masud Barzani. Kolejną, liczącą się siłą jest
podkreślający swój sekularyzm Iracki Ruch Narodowy, odcinający się w deklaracjach od religijnych i etnicznych podziałów.

Na wybory i rozpoczętą kampanię cień rzuca wykluczenie dużej grupy polityków, szczególnie sunnickich, oskarżanych o współpracę z partią Baas, rządzącą za czasów Saddama. Wśród pozbawionych biernego prawa wyborczego znajdują się między innymi dwaj urzędujący parlamentarzyści. Pomimo oficjalnego rozpoczęcia kampanii, nie będą oni w niej mogli wziąć udziału aż do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia apelacji. Według nieoficjalnych informacji decyzję o zakazie dla nich utrzymano, co może powiększyć napięcie w i tak trudnych relacjach pomiędzy szyitami i sunnitami. Sytuacji tej nie zmieni raczej fakt, że „czarna lista” została znacznie pomniejszona, z około pięciuset do 160 osób.

Parlament iracki podczas obrad / Fot. James (Jim) GordonDużą wagę w tych wyborach władze irackie przywiązują do zakazu finansowania komitetów z zagranicy. Jest to ważne o tyle, że kraj stał się areną rywalizacji obcych wpływów. Premier Nuri al-Maliki w jednej ze swoich wypowiedzi powiedział, że przyjmowanie takich środków jest równoznaczne ze sprzedażą ojczyzny. Wezwał także Irakijczyków do tłumnego wzięcia udziału w wyborach, co było po części jego odpowiedzią na pojawiające się zapowiedzi sunnickiego bojkotu. Wyraził także chęć, aby Irak stał się wzorem demokracji dla pozostałych państw w regionie.

Dla wycofujących się z Iraku Stanów Zjednoczonych, bardzo ważne jest, aby wybory były w jak największym stopniu demokratyczne. Brak uznania przez sunnitów ich wyników może doprowadzić do chaosu i przemocy wynikających z narastających, wewnętrznych antagonizmów. Nie jest tajemnicą, że wiele spośród ostatnich zamachów, których celem byli głównie szyici, związanych jest właśnie ze zbliżającymi się wyborami.

źródła:
assabeel.net
almadapaper.net
BBC
Jamestown.org

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.