Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

176070 miejsce

Rozum zostaje przed sklepem - wyznanie anonimowego zakupoholika

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2007-07-27 14:23

– Najpierw wziąłem jeden. Później sięgnąłem po drugi. Trzeci i czwarty wpadły same. Później przestałem liczyć. Brałem kolejne. Więcej i szybciej. Jeszcze i jeszcze. Już, już prawie miałem przestać, ale przecież jeszcze jeden nie zawadzi. Uuu… po co mi to było?! – pomyślałem na drugi dzień. Było już za późno.

To nie wyznanie anonimowego alkoholika. Pod tymi zdaniami może się podpisać większość z nas w dzień po… zakupowym szaleństwie. Z zakupowego kaca niełatwo się wyleczyć. Nie można, ot tak, ochłonąć, wrócić do sklepu z nieprzemyślanym zakupem i odzyskać gotówkę. Sześćdziesiąt pięć procent Polaków nie zdaje sobie jednak z tego sprawy. / Fot. Paweł Nowak/Dziennik Łódzki

Hop, do koszyka


Z papierowym szelestem opada na ziemię torba z logo znanej firmy odzieżowej. – Patrz, co robisz! – Ewa Kaczmarska strofuje swoją córkę Tamarę. – Wypadną i zakurzą się, zanim zdążysz je założyć!
– Oj, tam! Pomóż mi lepiej, bo rąk brakuje, a chcę jeszcze przejrzeć te bluzki – oponuje Tamara. Jedną ręką zbiera z podłogi torbę z jeansami w kolorze kawy z mlekiem, w drugiej trzyma dwie inne ciuchowe paczki, a wzrokiem biegnie do wieszaków z T-shirtami. – Zobacz, jaki fajny! Biorę!
– No, i do tej spódnicy, co kupiłyśmy na parterze będzie jak ulał – wtóruje Tamarze mama.
T-shirt w kolorze lilaróż ląduje w koszyku i wędruje ze swoją prawie właścicielką do kasy.
– Tak bez mierzenia? – wtrącam nieśmiało.
– Przecież „elka” to mój rozmiar – nie daje się zbić z tropu Tamara.
– I przecena jest. O połowę. To nad czym się tu zastanawiać? – dorzuca mama.
Fakt. Letnie wyprzedaże w pełni. Lato się jeszcze nie rozkręciło, a ceny letnich ciuchów ostro zjechały w dół. Tylko czy to wystarczający powód, by wpadać w zakupowy amok? Ewa i Tamara Kaczmarskie nie mają wątpliwości.

– A na co czekać?! Aż inni będą szybsi i wyłapią najlepsze kąski?! A zresztą, w razie czego można oddać z powrotem i już – rzucają panie i nim schowają w portmonetce paragon za zakup lilaróż, giną między wieszakami w sąsiednim sklepie. Przeświadczenie, że zakupowe szaleństwo jest bezkarne, idzie razem z nimi. I w ogóle dużo go wśród zakupowiczów.
Darek z trudem pcha sklepowy wózek. Nic dziwnego. Wózek wypełniony jest po brzegi wszelakim dobrem.
– Rzadko mamy okazję robić duże zakupy całą rodziną, a to przecież frajda – tłumaczy ogrom towarów Marta, żona Darka, wrzucając między żółty ser i puchowy jasiek, butelkę z sosem majonezowym. – Oboje mamy urlop, dziecko nie chodzi do szkoły, więc pora na zakupy jak znalazł.
– Właściwie to nie miały być takie duże zakupy – wtrąca Darek. – O, nawet spis zrobiliśmy, żeby nie dać się ponieść – mówi, wyjmując z kieszeni pomiętą kartkę z zakupowymi planami. Że się ponieść jednak dali, widać na pierwszy rzut oka. Na kartce dwadzieścia trzy pozycje, w wózku – lekko licząc – dwa razy tyle.

– A bo jak syn coś zobaczy, to trudno mu odmówić. Poza tym żona łapie co popadnie – dorzuca Darek kąśliwie.
– Ja? – odcina się Marta. – Spójrz do wózka. Zestaw do otwierania wina, choć pijemy je kilka razy w roku, kolejna książka, której nie przeczytasz, słone orzeszki, za którymi nie przepadamy. Po co ci to wszystko?
– Bo jest w promocji – lekko czerwieni się małżonek.
Oni też nie mają wątpliwości, że ewentualne zakupowe wpadki łatwo odkręcić. – Jak się ktoś rozmyśli, sklep musi przyjąć towar i oddać gotówkę – mówi pewnie Marta.
– Ma na to tydzień. Prawo takie jest! – dorzuca z miną znawcy jej małżonek. A racji w tym tyle, co nic.

Satysfakcja niegwarantowana


Polskie prawo nie nakłada na sprzedawcę obowiązku przyjęcia z powrotem pełnowartościowego towaru. Jeśli sklep sprzedał ci bubel, i owszem, musi przyjąć reklamację. Jeśli jednak chcesz oddać towar tylko dlatego, że ci się odwidziało, możesz wpaść w kłopoty. Krzysztof Zduńczyk wpadł. Po same uszy.
– To było w ubiegłym roku. Na komunię kupiłem synowi laptopa. To nie jest tania rzecz – mówi Krzysztof. – Ale co tam! Komunia jest raz w życiu, to można zrobić dzieciakowi frajdę, no nie? Wziąłem kredyt na 18 miesięcy. Pech jakiś, czy co? Chrzestny wpadł na taki sam pomysł. Też wziął kredyt i też kupił komputer.

Krzysztof był przekonany, że sklep bez trudu przyjmie towar z powrotem, rozwiąże umowę kredytową. – Myślałem, że w ciągu miesiąca można wszystko oddać – mówi. – Komputer nieruszony był. Nawet z pudełka go nie wyjąłem. Chciałem, żeby syn dostał wszystko oryginalne. A jak się okazało, że są dwa komputery, nie było nawet sensu go rozpakowywać.
Sklep odmówił. Miał prawo i skrupulatnie z niego skorzystał. – Namówiłem znajomego, żeby odkupił komputer. Dał jednak mniej niż mnie to kosztowało. Kredyt skończę spłacać w listopadzie – kończy opowieść Krzysztof.

Ze swojego prawa do nieprzyjmowania zwrotów korzysta większość sklepów.
– Klientki zarzekają się, że bluzki czy sukienki nie miały na sobie ani razu, ale co z tego – żachnęła się Magda, ekspedientka w łódzkim butiku. – Zawsze a to pogniotą, a to guzik naderwą, a to znów dezodorantem popaprzą. I komu ja potem sprzedam taki ciuch?! A jeszcze się okaże, że szefowa obciąży mnie kosztami, bo nie będzie mogła wycofać takiego zakupu z kasy fiskalnej.
– Jak się kupuje, to trzeba myśleć! – wykrzykuje inna sprzedawczyni.

Są też i tacy handlowcy, którzy chęci zwrotu pełnowartościowego towaru nie wiążą z zakupami pod wpływem impulsu. Wietrzą raczej złe intencje klienteli. – Najgorsze są takie panienki po kilkanaście lat – mówi Ela Majewska, ekspedientka. – Nie stać ich na modne ciuchy, a na imprezach chcą jakoś wyglądać. One to najchętniej przed każdym weekendem obkupiłyby się u nas, a w poniedziałek oddały ubrania z powrotem. Oczywiście, że się nie godzimy! To sklep jest, a nie wypożyczalnia. Interes musi się kręcić.

Frontem też można


Sklepów, które stosują tak zwane programy gwarantowanej satysfakcji, czyli rezygnują ze swojego prawa i przyjmują zwroty, gdy klient ma takie widzimisię, jest niewiele. Decydują się na to przede wszystkim najpotężniejsi – duże sieci handlowe, które dbają o dobre imię marki i mogą sobie pozwolić na zwrot gotówki niezdecydowanym klientom.
– Owszem, w ciągu pięciu dni każdy może zwrócić towar – przyznaje Przemysław Skory, rzecznik Tesco. – Nawet jeśli otworzył już opakowanie. No oczywiście zależy o jaki produkt chodzi – zastrzega. – Otwarty odkurzacz przyjmiemy bez kłopotu – mówi. – Paczki z kiełbasą już nie.
Sylwia Małecka, zastępczyni kierownika sklepu obuwniczego CCC w Galerii Łódzkiej, mówi, że klienci często korzystają z możliwości zwrotu towaru.

– Najczęściej zwracają buty rodzice, którzy wybrali się do sklepu bez swojej pociechy i w domu stwierdzili, że rozmiar jest nie taki – opowiada. – Trafiają się też takie klientki, które zwracają buty mimo że same je długo przymierzały. Po prostu dochodzą do wniosku, że buty jednak im się nie podobają, albo do czegoś nie pasują. Zresztą nie muszą podawać przyczyny. Mogą w ciągu pięciu dni zwrócić i już.
Podobnie jest w perfumeriach Sephora. – Wystarczy mieć paragon i przynieść nierozpakowany produkt – mówi Katarzyna Poradowska, pełniąca obowiązki kierownika perfumerii w łódzkiej Manufakturze. – Najczęściej zwracane są nietrafione prezenty. Zdarza się też, że kobieta szybko złapie z półki tusz w przekonaniu, że jest on czarny, a gdy przyjrzy się w domu, stwierdzi, że wzięła brązowy.

Cóż. W większości sklepów nie pójdzie nam tak łatwo. Przekonanie, że jest inaczej, może wpędzić w spore tarapaty. A przekonanie takie jest powszechne. – Z badań, które TNS OBOP przeprowadził na nasze zlecenie wynika, że blisko 65 procent konsumentów jest przekonanych, że można zwrócić do sklepu pełnowartościowy towar – mówi Małgorzata Cieloch, rzeczniczka Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
– Tymczasem prawo tego nie gwarantuje – uzupełnia Kamila Kurowska z UOKiK. Wszystko zależy jednak od dobrej woli sprzedawcy. Zwroty przyjmują ci, którzy chcą, by klient zapamiętał, że ich sklep jest przyjazny.

Zanim w wakacyjnym kurorcie sięgniesz po tandetną muszelkę z herbem miasta albo ciupagę, która dołączy do kolekcji pięciu zakurzonych, kupionych nieopatrznie onegdaj, zastanów się dwa razy. W dzień odjazdu, gdy walizka będzie pękała w szwach i wpadniesz na pomysł, by oddać pamiątkę niewypał z powrotem, możesz się niemile rozczarować. Bo niby dlaczego sklepikarz ma przyjąć zwrot? Obowiązku nie ma. Interesu też nie.
Patrycja Wacławska
p.waclawska@dziennik.lodz.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

1. Zrozumiałem, że sugerowałeś jakąś narodowość (a to odebrałem jako "nie kłóć się, bo narozrabiam"). Zatem nieporozumienie interpretacyjne...
2. Jeśli ktos może zwrócić przez dwa tygodnie, to znaczy, że ktoś inny albo to kupi albo to idze na zniszczenie, zatem podraża koszta (i potencjalnie cenę). Jesli Ci to nie sprawi trudności, to zapytaj co robią ze zwrotami? Bo może mają jakiś sklepik ze zwrotami za pół ceny albo niszczą albo dają do domów dziecka.
3. Tak czy owak - nie popieram przyjmowania zwrotów bez podania przyczyn. Bo ja w życiu jeszcze niczego nie oddałem, a z drugiej strony tworzy się pewna klasa kupujących cwaniaków, co to całe życie kombinuje jak kupić, pochodzić i oddać. Oczywiście ja dofinansowywuję tych cwanych. No i moralność części społeczeństwa upada, bo przez kilka pokoleń wyrosną supercwaniacy...
4. Nazwiska zwrotowców powinny być gdzieś notowane i porównywane - może się okazać, że to "zawodowi" zwraczacze... Były filmy o takich.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Prawdopodobnie gdybym byłsprzedawcą a przyszedłby zdenerwowany przedstawiciel pewnej narodowości i z dziobem pokazał bochenek chleba, to z własnych pieniędzy (albo jakichś rezerwowych) wolałbym przyjąć poza protokołem.
Czy sporządzaja protokół - przy okazji pytam? W jaki sposób to rozliczają?
Gazete też mozna przeczytać i odnieść albo encyklopedię?
A z tym numerem szkockim to legalne? Wszyscy o tym wiedzą? Sprzedawca się nie dziwi, że ktoś zwraca i zaraz kupuje wg nizszej ceny?

Komentarz został ukrytyrozwiń

I kto potem kupuje za drugim podejściem? Koszule, majtki, buty, samochody, watę?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadza się - to jeden z bardziej rozpowszechnionych mitów na temat prawa - większość Polaków wierzy w mit, że sklep musi przyjąć zwrot. A takiego prawa nie ma.
Ta wiara wynika z dawno już nieistniejących, jeszcze komunistycznych przepisów, dających wtedy ludziom prawo zwrotu towaru w sklepach JGU (jednostkach gospodarki uspołecznionej).

Komentarz został ukrytyrozwiń

1. *Namówiłem znajomego, żeby odkupił komputer. Dał jednak mniej niż mnie to kosztowało. Kredyt skończę spłacać w listopadzie – kończy opowieść Krzysztof.* mniej wprawdzie dał, ale gotówkę, która klient spłacał i miał niejako kredyt gotówkowy...
2.*kupionych nieopatrznie onegdaj* - całe życie tak pisałem, do czasu kiedy mi wyjaśniono, że onegdaj to przedwczoraj, zaś kiedyś to ongi(ś).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.