"Co takiego w nas siedzi, że nie potrafimy poważnie się zmierzyć ze współczesnymi wielkimi i ich doświadczeniem?" - pyta Żakowski. "Nie twierdzę, że mam odpowiedź. Ale musimy jej szukać, żeby zrozumieć odmienność książki Domosławskiego. I żeby wytłumaczyć przyczyny odrzucenia jej przez dużą część czytelników, chociaż dotychczas żaden polski dziennikarz nie potraktował współczesnego bohatera tak pieczołowicie."
Żakowski w swoim artykule próbuje odpowiedzieć na główne zarzuty, również swoje, wobec Domosławskiego i samego Kapuścińskiego. "Problem Domosławskiego i Kapuścińskiego wynika z jałowości naszej dwudziestoletniej debaty, która wyjaśniła niewiele, za to nałożyła na nasze myślenie kagańce fałszywego języka i zdeformowanych obrazów przeszłości. Jedni triumfalnie, a drudzy z oburzeniem piszą, że Domosławski obnażył kompromisy Kapuścińskiego z peerelowską władzą. Jakim kompromisem jest dla komunisty przynależność do partii komunistycznej?"
I dalej wyjaśnia - "Należał, bo wierzył. Nie w korzyści, jakie dawała partyjność, ale w ideały. Gdy zdawał sobie sprawę, że jego partia od nich odchodziła, bronił ich. Obnażając w latach 50. degrengoladę mitu Nowej Huty. Opisując Gierka w metaforze "Cesarza". Pisząc ze strajkującej stoczni list do władz popierający robotników. Rzucając legitymację i odmawiając poddania się weryfikacji po stanie wojennym."
Odnośnie treści artykułu Żakowskiego można mieć wiele różnych opinii, ale jest o czym sensownie podyskutować.
Cały artykuł można przeczytać
tutaj.