Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3177 miejsce

Rozważania z jaskółkami w tle

Oszukani przez krakowskiego dewelopera Leopard SA, walczymy o odzyskanie naszych mieszkań.

Chciałabym już mieszkać u siebie. Wiosna coraz bliżej. Miałam tyle planów. W kwietniu odbędzie się kolejna rozprawa w Sądzie Cywilnym o obalenie hipotek Manchestera (za naszymi plecami Leopard zawarł z Manchester Securities Corp., z Nowego Jorku, umowę o współpracy w zakresie emisji obligacji, w sumie na 37,5 mln PLN, na 25 proc. i ustanowił w 2007 hipoteki na naszej nieruchomości. Spółka ogłosiła upadłość, a nam grozi utrata mieszkań).

Od prawie dwóch lat obowiązuje nas swoisty kalendarz. Miesiące i dni tygodnia są tu o tyle istotne, o ile wypada jakieś zebranie, spotkanie z panią syndyk, protest czy artykuł w gazecie na nasz temat. Prosimy wszystkich ceniących sprawiedliwość o pomoc, a stanowiących prawo i stojących na straży prawa, o większe zaangażowanie. Spotykamy się z prawnikami, politykami. Wysyłamy tysiące wiadomości, opowiadamy, co nam się przydarzyło, ostrzegamy potencjalnych nabywców mieszkań o pułapkach w polskim prawie. Czekamy na dobre wiadomości…

Trzeba będzie nauczyć się prowadzić normalne życie, od procesu do procesu. Spróbujmy więc…
Zbliża się wiosna. W kwietniu jaskółki znów uwiją sobie gniazdko na moim oknie, w małym pokoju. Dwa lata temu postanowiły u mnie zamieszkać. Przez kilka miesięcy bałam się otworzyć okno, żeby ich nie wypłoszyć. W zeszłym roku też się pojawiły. Postanowiłam dopilnować sprawy i nie dopuścić do osiedlenia się dzikich lokatorów. Szybko się jednak poddałam. Po południu zrzucałam gniazdo, a rano już było nowe. Trwało to kilka dni. Machnęłam w końcu ręką, umyłam okno i postanowiłam im nie przeszkadzać. To były jaskółki oknówki. Obserwowałyśmy się życzliwie nawzajem, nie przekraczając sfery prywatności. Było miło. We wrześniu gniazdo opustoszało. Wreszcie mogłam znowu umyć okno…

Mam słabość do jaskółek. Udało mi się wychować cztery oknówki. Dwadzieścia lat temu,
rozchorowałam się na zapalenie płuc. Czułam się fatalnie i dochodziłam do siebie w domu moich rodziców. Pewnego dnia mój brat przyniósł mi do domu młodziutką jaskółkę, która wypadła z gniazda. Miałam dużo czasu, więc mogłam się nią zająć. Nie umiała jeszcze fruwać. Nie chciała nic jeść. Bałam się, że zagłodzi się na śmierć. Zaczęłam jej łapać muchy i karmić siłą.

Trzeciego dnia, gdy zbliżałam się do niej, sama otworzyła dziób. W naszej wiejskiej kuchni, która jest na szczęście duża, jaskółka nauczyła się latać. Zdrowiałyśmy razem bardzo szybko. Moja jaskółka miała niesamowity apetyt. Doszłam do perfekcji w łapaniu much. Zjadała ich około 200 dziennie. Być może jadłaby ich więcej, ale tyle byłam w stanie złapać… Rano tata mnie budził, bo jaskółka była tak głodna, że ćwierkaniem stawiała na nogi cały dom.

Kiedy do niej mówiłam, przyglądała mi się z zaciekawieniem i sfruwała mi na głowę. W domu było bardzo wesoło. Spacerowałam z jaskółką na ramieniu, lub na głowie. Czułam się, jak święty Franciszek. Po dwóch tygodniach doszłam do wniosku, że trzeba ją wypuścić, bo zimą nie ma much, a ona nie chciała jeść nic innego. Wcześnie rano wyniosłam ją na dwór. Nie miała ochoty uciekać. Podrzuciłam ją do góry. Poleciała wysoko, wysoko… Mam nadzieję, że sobie poradziła.
Kilka lat temu, po jakiejś ulewie spadło gniazdko z trzema maleńkimi oknówkami.

Mój brat i bratanek oddali mi je na wychowanie. Jaskółki zamieszkały znowu w kuchni, w pudełku po butach. Musiały zostać w domu, bo za bardzo interesowały się nimi nasze koty. Miałam już więcej doświadczenia, ale musiałam udoskonalić technikę łapania much. Mój brat stwierdził, że nie powinnam narzekać, bo w gnieździe jest od trzech do pięciu piskląt. Spędziły u nas 12 dni. Jadły co 45 minut. Od rana do wieczora łapałam muchy, a i tak mój brat ciągle mnie strofował: - Ty wyrodna matko! Jaskółki już od piątej rano karmią swoje dzieci, a ty pijesz sobie kawę. Skruszona patrzyłam na zegar. Była już siódma. Moi panowie, żartowali sobie ze mnie. Kiedy wchodzili do kuchni, pytali: - Jak się miewają jaskółki? Zawsze dawałam się sprowokować: - Jak one biedactwa, nauczą się tu fruwać? – myślałam głośno. - Pokaż im jak to się robi. – doradzał mój brat. - Wejdź na stół, pomachaj rękami…

Nauczyły się fruwać bez mojej pomocy. Zamieszkały na zegarze. Trudno mi je było karmić, bo zegar wisiał wysoko. Wypuściłam je na wolność… Jeśli założą gdzieś gniazdo, bardzo mnie to ucieszy. Może do nas wrócą? Chociaż jedna jaskółka wiosny nie czyni, to symbolizuje nadzieję.
W polskich przysłowiach prognozuje pogodę: "Gdy jaskółka lot swój zniża, to się do nas deszczyk zbliża". Według Wergiliusza jaskółka zapowiada burzę, kiedy ze świergotem lata wokół słupa.

Może jaskółki nam wywróżą nadzieję, a w polskim prawie burzę? Chciałabym oprzeć moją nadzieję na czymś bardziej solidnym niż lot jaskółki, na przykład na dobrym polskim prawie.
Podstawowym, niezbywalnym prawem każdej żywej istoty jest prawo do posiadania własnego gniazda. Panowie z Leoparda i Manchestera odmówili go nam, i to w majestacie polskiego prawa. Naturalnym instynktem każdej istoty jest obrona własnego lokum. Walczymy więc o nie i mam nadzieję, że to my zwyciężymy. Tylko nie wiem jeszcze, jak wywołać burzę.

Myślę sobie, że prezesi Leopard SA i z Manchestera zapomnieli, że przysłowia są mądrością narodów lub po prostu nie rozumieją mowy ptaków: "Powiedziały jaskółki, że niedobre są spółki".
Naszą sytuację możesz poznać wchodząc na stronę www.okradli.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.