Łódzki detektyw Krzysztof Rutkowski, aresztowany w ubiegłym tygodniu i osadzony w Areszcie Śledczym w Bytomiu, przebywa w jednoosobowej celi. Na codzienne, godzinne spacery wychodzi sam.
Tak zdecydowały władze aresztu ze względu na wagę zarzutów i fakt, że podczas działalności detektywistycznej naraził się niejednemu przestępcy. Szymon Siedlecki, kierownik działu penitencjarnego w bytomskim areszcie, uważa, że Rutkowski "mieszka" w bardzo dobrych warunkach. - Cela jest pojedyncza, ale nominalnie przeznaczona dla dwóch osób. Ma okno i toaletę. Poza tym przysługuje mu to, co innym aresztantom.
Detektyw miał dotąd tylko jedno życzenie: wcześniejsze przyznanie tzw. wypiski, czyli prawa do zrobienia zakupów w kantynie trzy razy w miesiącu. Otrzymał na to zgodę. Zaraz po przywiezieniu go do aresztu wypytywał też o telewizor, ale nie złożył jeszcze podania. - Dyrektor nie robi problemu i zazwyczaj zgadza się na telewizor - dodaje Siedlecki. Większym problemem może być dla detektywa więzienny wikt. Dzienna stawka wynosi od 4,50 do 6,50 zł. Wczoraj dostał na obiad gulasz wieprzowy z kaszą jęczmienną, surówkę z kiszonej kapusty i barszcz czerwony z ziemniakami. Na kolację podano mu słoninę topioną z cebulką oraz chleb i herbatę.
Krzysztof Rutkowski jest podejrzany o współpracę z mafią paliwową, pranie brudnych pieniędzy, poświadczenie nieprawdy oraz powoływanie się na wpływy i znajomości w instytucjach państwowych. Grozi mu kara do 10 lat więzienia. Sąd aresztował go do 22 października. Nie przyznaje się do winy. (sow)
-
Dziennik Łódzki