Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

48472 miejsce

Rybnik: Mieszkańcy muszą płacić za błąd urzędnika

Barbara i Leszek Moj z Rybnika kupili od urzędu działkę na przetargu. Kilka miesięcy temu sąd unieważnił transakcję. Małżonkowie zostali z ręką w nocniku, sądowymi wyrokami i stanie wojny z sąsiadami.

-Urzędnicy zrobili nas w konia i jeszcze usiłują nam wmówić, że to nasza wina -mówi Barbara Moj. / Fot. Tadeusz DybałaChcieli tylko kupić kawałek gruntu, by poszerzyć dojazd do garażu. Na dwumetrowym wjeździe nie mieściła się też ciężarówka przywożąca węgiel na zimę. Opał lądował przed bramą na ulicy, a potem taczką trzeba było przewozić go kilkadziesiąt metrów w głąb podwórka. Teraz, Barbara i Leszek Moj przez pasek ziemi wielkości 6x33 metrów mają same kłopoty i wciąż pętają się po sądach.
-Gdybym wiedziała co nas czeka, w życiu bym się nawet nie popatrzyła na ten grunt -oznajmia pani Barbara. Biznes z urzędem wyszedł im bokiem i odbił się wielką czkawką. Kobieta przypłaciła te ziemskie korowody zszarganymi nerwami, a w ciągu ostatnich kilku miesięcy schudła aż 9 kg. Tymczasem błąd swojego urzędnika prezydent Rybnika Adam Fudali uznał za wypadek przy pracy.

Kupili legalnie


Ogłoszenie, że tuż przy płocie jest działka do sprzedania znaleźli na stronie internetowej miasta. -194 m2 pasowało nam w sam raz więc poszliśmy do urzędu dopytać się o warunki sprzedaży, a na koniec stanęliśmy do przetargu -mówią małżonkowie. Działkę kupili 5 listopada 2008 roku za 9857,60 zł. Wszystko było w porządku... przez 5 dni, czyli do czasu gdy zabrali się za jej porządkowanie. Wtedy upomnieli się o nią spadkobiercy. Okazało się, że kupiony grunt to część 320 m2, z których w 1977 roku miasto (za wypłatą 22.797,00 zł odszkodowania) wywłaszczyło sąsiadów zabierając go na budowę drogi. Ponieważ jednak nie wykorzystano całości, w 2004 r. resztę przekształcono w działkę budowlaną. Rada Miasta zgodziła się na jej sprzedaż. Kiedy spadkobiercy dawnej właścicielki dowiedzieli się o tym, wystąpili do miasta o jej zwrot.

Miasto sprzedało nie swoje


Zgodnie z przepisami ustawy jeśli miasto w całości bądź części wykorzystało działkę na inny cel niż ją wywłaszczono, powinno powiadomić o tym byłego właściciela lub jego spadkobierców. Wystawiając działkę na przetarg urząd tego nie zrobił i sprzedał coś, czego nie do końca był właścicielem. -W umowie sprzedaży zapisano, że działka jest wolna od roszczeń i zobowiązań wobec osób trzecich. Także nadzór prawny wojewody śląskiego przysłał nam pismo, że uchwała RM o sprzedaży działki jest w porządku -mówią Mojowie.
Krzysztof Jaroch, naczelnik wydziału promocji i informacji rybnickiego magistratu wyjaśnia, że zamieszanie z działką to wynik błędnej interpretacji. -Przeznaczając działkę do sprzedaży w tym przypadku uznano, że została ona w całości przeznaczona pod drogę -w części bezpośrednio pod ul. Pod Wałem, a w części jako dojazd do zlokalizowanego na przedłużeniu spornej działki słupa wysokiego napięcia -tłumaczy.

Gdy spadkobiercy zażądali zwrotu działki, miasto zwróciło się do państwa Moj z ofertą jej odkupienia. Ci jednak ją odrzucili. -Dla nas taka oferta była nie do przyjęcia -tylko zwrotu ceny jaką zapłaciliśmy. A gdzie koszty poniesione na notariusza, księgi wieczyste, geodetę -bo sąsiad wykopał kamienie graniczne i trzeba było teren na nowo rozgraniczać. Od momentu kupna płaciliśmy za tę działkę podatki -wyliczają rybniczanie.

Wypadek przy pracy


Na zagospodarowanie działki, do chwili sądowego unieważnienia umowy państwo Moj wydali prawie 40 tys. zł. / Fot. Tadeusz DybałaMałżonkowie spotkali się z prezydentem Rybnika Adamem Fudalim i jego urzędnikami odpowiedzialnymi za transakcję. Najpierw, od Jerzego Granka, naczelnika wydziału mienia UM Rybnik usłyszeli, że sami są sobie winni. -Oznajmił nam, że umowa kupna działki była już nieważna w chwili jej podpisania. Pospieszyliśmy się z jej zagospodarowaniem, więc sami odpowiadamy za poniesione nakłady finansowe. Przecież po to ją kupiliśmy -oburza się pani Barbara.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Sprawa nie dotyczy błędu urzędnika - to człowiek i jest omylny. Sprawa dotyczy braku odpowiedzialności za błąd. Tym bardziej tyczy to wyroku Sądu RP. Tradycją jest, że Sądom, jak i całej polskiej sprawiedliwości naibardziej zależy na czasie, bo czas to pieniądz- lecz w rozumieniu odwrotnym. Czyli im dłużej sprawa się toczy, tym korzystniej dla sędziów, adwokatów i wszelkie maści korporacji prawniczych. W tym przypadku Sąd winien zamknąć sprawę wskazaniem winnych oraz orzeczeniem o odpowiedzialności i wysokości odszkodowania. Wydaje mi się, że Sędzia orzekający działa zgodnie ze swoim rozumieniem sprawiedliwości ale nie w jej interesie.
Czy w Sejmie jest również projekt o odpowiedzialności sędziów, czy może kolejny immunitet dla nich.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 22.04.2010 22:12

Od nasze polskie piekiełko i winien jest zawsze petent , a urzędnik jest kryty (wypadek przy pracy)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.