Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

6926 miejsce

Rybnik. Szaleniec zranił lekarza

W poniedziałek w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 3 w Rybniku pacjent wpadł w szał. Zdemolował salę, pociął szkłem lekarza i sam się okaleczył.

Pacjent na głodzie narkotykowym szalał po oddziale wewnętrznym rybnickiego szpitala. / Fot. Małgorzata Sarapkiewicz24-letni mieszkaniec Rybnika w niedzielę został przywieziony do rybnickiego szpitala z zatruciem amfetaminą. Trafił na oddział wewnętrzny, mieszczący się na dziesiątym piętrze, był niespokojny i pobudzony. W poniedziałek rano, kiedy obudził się na głodzie narkotykowym w szpitalnym łóżku wpadł w amok. Wybił szybę w oknie i usiłował popełnić samobójstwo. Lekarz, który akurat przebywał w sali rzucił się, by powstrzymać desperata. Złapał mężczyznę i ściągnął go z parapetu. Szalejący 24-latek zaczął się z nim szarpać, złapał za kawałek szkła z rozbitej szyby i na oślep zadawał ciosy lekarzowi. Poranił mu dłonie i ramiona. Kiedy lekarz wybiegł z sali po pomoc niedoszły samobójca zabarykadował się w środku wraz z trójką znajdujących się w niej pacjentów.

Najpierw zaczął demolować salę. Potem znowu wszedł na parapet, by skoczyć. Nieoczekiwanie złapał jednak za leżący na jednym ze stolików telefon i... zadzwonił na alarmowy numer policji (chwilę wcześniej policję na pomoc wezwał szpital). Po adresem dyżurnego Komendy Miejskiej Policji w Rybniku, który odebrał telefon posypał się grad wyzwisk i obelg. Ten jednak nie stracił zimniej krwi i zaczął uspokajać szaleńca. W tym czasie na miejsce dojechali policjanci. Po trwających kilkadziesiąt minut negocjacjach dyżurnemu udało się przekonać mężczyznę do otwarcia drzwi i poddania się.

24-latkowi opatrzono rany i przewieziono go do szpitala psychiatrycznego w Rybniku. Dla pacjentów, z którymi szaleniec zamknął się w sali wszystko skończyło się dobrze. Żaden z nich nie ucierpiał. Interweniującemu lekarzowi założonych zostało kilka szwów. Jak powiedział nam Tomasz Zejer, szef rybnickiej lecznicy lekarz nie został poważnie zraniony. Trzeba było jednak wdrożyć wobec niego specjalne procedury ponieważ nie było wiadomo czy pacjent nie był nosicielem jakieś zakaźnej choroby. - Jeżeli mamy do czynienia z osobą, która jest uzależniona od środków psychoaktywnych musi być wdrożona cała procedura postępowania poekspozycyjnego. Zawsze bowiem istnieje ten margines niepewności i zagrożenia dla osoby zranionej - wyjaśnia Tomasz Zejer.

Personel szpitala musiał na pomoc wezwać policję, bo pracownicy lecznicy sami nie mogą „używać siły” wobec agresywnych pacjentów. -Żebyśmy sami mogli sobie dawać radę w takich sytuacjach jak ta dzisiejsza prawo musiałoby zostać trochę poprawione -mówi szef lecznicy. Jak dodaje istnieje przecież coś takiego jak prawo do obrony koniecznej więc personel szpitala nie może dać się pobić czy zabić pacjentowi. Niestety, nie zawsze farmakologia wystarcza na utrzymanie agresywnych pacjentów „w ryzach” tak, aby nie byli oni groźny ani dla siebie, ani dla personelu, ani dla innych chorych. I w tym miejscu szpital powinien mieć jakieś narzędzie prawne dla okiełznania szaleńców po to, bo kiedyś czekanie na przyjazd policji nie skończyło się tragedią.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

To był człowiek uzalezniony i w jakimś sensie "szalony".
A ja pamietam z Rzymu wypadek, kiedy normalny, przytomny facet zaczekał na lekarza, ktory wyjeżdżał ze swojego garazu, zatrzymał go pod banalnym pretekstem, po czym wypalił mu z pistoletu prosto w głowe.
Była to zemsta na domowym lekarzu, za śmierc żony, ktora zmarła na raka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawe.5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

A pacjent ktory przedawkuje amfetamite czy leki nasenne popije alkocholem nie jest osoba chcaca popelnic samobojstwo? No moze z ta amfetamita to nie koniecznie chce..ale leki i alkochot to raczej chcec odejscia z tego swiata...wiec dlaczgo tacy nie trafia na psychiatryk?Bo jak sa przyjmowanie to spia?Moze i spia ale jak sie budza to tez potrafia zrobic niezla bure...W nocy z niedzieli na poniedzialek taki wlasnei DESPERAT zlamal nos Ochroniarzowi ze szpitala.. W WSS nie ma nawet "kawtanow bezpieczenstwa"..a pasy nie zawsze starcza bo pacjenci sie z nich wyrywaja i dobrze ze nei zawsze skutki sa takie jak wczorajszego ranka...Jednak gdyby skonczylo sei to tragiczniej to ciekawe kto by za to odpowiadal...Pewnie PIELEGNIARKA bo nie dopilnowala....
Wspolczuje personelowi i pacjentom ktorzy to wszystko przezyli...
Mam nadzieje ze tacy pacjenci juz beda kierowanie do odpowiednich oddzialow.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Najbliższa placówka specjalistyczna dla narkomanów oraz osób uzależnionych znajduje się w Gliwicach, ale to tzw. odwyk. Na leczenie musi się zgodzić uyzależniony. W Rybniku natomiast jest tylko Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej Państwowy Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych na ul. Gliwickiej. Tzw. "gliwicka" to nie odwyk. Tam trafiają ludzie leczący się neurologicznie i psychiatrycznie, jest też oddział więzienny. Trafiajają tam też na obserwację niedoszli samobójcy (bezpośrednio po tym jak się usiłowali zabić). W psychiatryku nie ma toksykololgii (poza tym gość wcześniej przedawkował amfę i trzeba go było odtruć), więc przywieziono go do "normalnego" szpitala. Takie działanie to standard -pijaków i narkomanów, którzy za dużo wzięli zawsze się wozi do "normalnych" szpitali.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 30.03.2010 06:14

@ Małgorzata Najda
Ponieważ o ile mi wiadomo w Rybniku nie ma takiej placówki. Natomiast na zamknięcie/leczenie w szpitalu psychiatrycznym musi zgodzić się pacjent (tak jak i w innych szpitalach). Jedyny wyjątek stanowią pacjenci SĄDOWNIE ubezwłasnowolnieni.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dlaczego od razu nie przewieziono go specjalistycznego szpitala?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.