Facebook Google+ Twitter

Rydułtowy. Ratownicy walczą z czasem i trudnymi warunkami

Od ponad doby ratownicy usiłują dotrzeć do kolegi zasypanego w chodniku kopalni Rydułtowy-Anna. Walczą nie tylko z ekstremalnymi warunkami panującymi w miejscu zawału, ale i z czasem. Dzisiaj zaczął też zanikać sygnał z lampy poszukiwanego.

Ratownikom nie udało się jeszcze dotrzeć do zasypanego górnika / Fot. KWSAJeszcze wczoraj po południu, na ostatniej konferencji prasowej dziennikarzom przekazano dobrą wiadomość -Ratownicy są już blisko zasypanego górnika. Na podstawie zlokalizowanego sygnału z lampy górniczej oceniono, że znajduje się on od nich w odległości 6-7 metrów. Trzydziestu ratowników pracowało więc nieprzerwanie przez całą noc. Niestety nie udało się im do niego dotrzeć. Dzisiaj (25 marca) sytuacja zmieniła się i to diametralnie. Przede wszystkim z powodu warunków panujących w zawałowisku. A te są naprawdę bardzo trudne, bo oprócz skał znajdują się tam również fragmenty maszyn oraz różnego rodzaju kawałki metali z obudów ściany.

W rumowisku wciąż jest też niebezpiecznie, więc nie da się użyć maszyn, dlatego ratownicy wszystko co napotkają na swojej drodze wyciągają rękami. Do tej pory, choć przebijają się chodnikami z dwóch stron, udało się im pokonać kilka metrów. Niestety opadła euforia dotycząca lokalizacji miejsca, w którym może przebywać zasypany górnik. Dzisiaj Zbigniew Madej, rzecznik prasowy Kompanii Węglowej poinformował, iż nie ma stuprocentowej pewności, że górnik znajduje się tam gdzie początkowo sądzono. Trudno też precyzyjnie określić w jakiej odległości od niego są ratownicy. Ci ostatni pracują pod dużą presją, głównie czasu.

Jakby mało było nieszczęść dzisiaj zaczął zanikać również sygnał z lamy górniczej zasypanego elektryka. Prawdopodobnie zagłusza go znajdujący się w zawalonym chodniku metal, a to może oznaczać, że górnik może znajdować się dużo głębiej w rumowisku niż początkowo sądzono. O godz.14 od strony chodnika przyścianowego wydrążono ok. 2,8 metra, natomiast od strony frontu ściany około 3,5 metra. Do pokonania pozostało im więc z jednej strony siedem, a z drugiej jakieś 14 metrów. Akcja może potrwać jeszcze najmniej kilkanaście godzin.

Z każdą godziną maleją szanse zasypanego górnika. Jednak ratownicy choć są bardzo zmęczeni, będą kopać do skutku, tak długo aż dotrą do kolegi. Ustali bowiem, że w zasypanym chodniku jest powietrze (zresztą od początku trwania akcji powietrze jest też wtłaczane do chodnika)i właśnie ono jest nadzieją na zakończenie akcji powodzeniem. Wprawdzie struktura oraz wielkość zawaliska ewidentnie wskazują na to, że zawał całkowicie zniszczył i zasypał chodnik, ale jeśli górnik schował się w jakiejś niszy -jest szansa, że mógł przeżyć. - Dopóki trwa akcja, nasz kolega żyje - mówią ratownicy i kopią dalej. Bo przecież nadzieja umiera ostatnia, a cuda zdarzają się w najbardziej beznadziejnych sytuacjach.

Ostatni
taki cud zdarzył się w lutym 2006 roku, kiedy ratownicy po 111 godzinach akcji wyciągnęli zasypanego 1000 metrów pod ziemią w kopalni Halemba Zbigniewa Nowaka.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Ratownik dotarł do zasypanego górnika

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ostatnie słowa, bardzo często piszę w swoich materiałach. Już nie raz znaleźli żywego górnika po kilku dniach, a to że nadzieja umiera ostatnia, piszę w rubrykach: zdrowie, zaginieni, pomoc, itp...
Artykuł na 5+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.