Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

13546 miejsce

Ryjok i ślonskie krupniki

Podkarmiał sobie człowiek takiego wieprzka w chlewiku z węglami, maścił go, głaskał, dawał mu pomyje z całego domu do żarcia – a potem ryp! Młotkiem w łeb i było świniobicie.

Ryjok / Fot. PodgorskiHorst Eckert, czyli Janosch, pisarz dawnego śląskiego, niemiecko-polskiego pogranicza, w swej słynnej powieści „Cholonek czyli dobry Pan Bóg z gliny”, sławił uroki tradycyjnej „zabijoczki”.

„Najlepsze było świniobicie. Podkarmiał sobie człowiek takiego wieprzka w chlewiku z węglami, maścił go, głaskał, dawał mu pomyje z całego domu do żarcia – a potem następował ten piękny dzień! (...) Naparlik nie mógł doczekać się tego dnia. Co wieczór po robocie wchodził do chlewika, łapał świnię za skokami i sprawdzał, ile nagromadziło się już tłuszczu. A potem ryp! Młotkiem w
łeb i było świniobicie, że hej!

Zupę rozdawano wszystkim, kto tylko zechciał, a krupnioki i żymloki rozdzielano po całym domu. Mięsa i wnętrzności starczało dla wszystkich bliżej stojących, a potem przez dwa kolejne wieczory sama uroczystość. Jäschke na wózku dowoził piwo. Piekło się też chleby, bo kto by sobie bandzioch zapchał chlebem, ten nie potrzebował tyle mięsa. I fajnie było! Można powiedzieć, że sześcioro spośród dziesięciorga dzieci na ulicy Oślowskiego spłodzono po świniobiciu. Nie dziwota!

Drugie miejsce, jeśli chodzi o świniobicie i szczodrość należy się Widerom. Od niepamiętnych czasów Widerka oddawała Świętkowej cały świński łeb, to już było tradycją! Świętkowa robiła najlepszy galert i za każdym razem oddawała Widerce talerzyk tego specjału”.

Ach, aż ślinka kapie na wspomnienie tamtych czasów. Jeszcze z dziecięcych czasów pamiętam jak u nas w bloku, w tzw. pralni, nigdy i przez nikogo do prania nie używanej, odbywało się wyrabianie żymloków, krupników, wusztów, leberek i preswusztów ze świni podstępnie zgładzonej, rano, kiedy wyglądała futrowania, a wyhodowanej w laubie na działku.

Wszyscy sąsiedzi zbierali dla niej oszkrabiny i suchy chleb, wszyscy potem stopniu uczestniczyli w zakrapianym gorzołą przerobie tuszy na smakowite
specjały. Blok chodził w posadach od gwaru i śmiechu. Na koniec każdy otrzymał swą dolę, a wusztzupy starczało długo na żury i inksze smakowite polewki.

Przypomnijmy więc jak się robiło owe słynne krupniki, w których świński łebczyli ryjok odgrywał przednią rolę, wśród utrwalonych tradycją składników.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Brak komentów - i słusznie.
Przecież mięso rośnie na drzewie, a nie w chlewiku, to raz.
Po drugie - nie młotkiem, tylko humanitarnie pan rzeżnik w rzeźni zabija.
A to zdjęcie? Cholera, kogoś mi przypomina...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.