Pozycja materiału w rankingach:
Autor usunął profil
Po blisko 26 latach na ekrany kin powrócił legendarny Ryszard Ochódzki. Przybyciu prezesa Klubu Sportowego "Tęcza" towarzyszyły wielkie nadzieje. Czy znowu pośmiejemy się z samych siebie i rzeczywistości nas otaczającej?
Mimo że Stanisław Tym odżegnywał się w wywiadach od
określania nowego filmu mianem "Misia 2" to oczywistym jest, iż
tłumy które odwiedzą w ciągu najbliższych tygodni polskie kina chcą
dzieła na miarę kultowego filmu Stanisława Barei z
roku 1981. Od Ryszarda Ochódzkiego, który poprzez swoje barwne przygody
prezentował w krzywym zwierciadle PRL oczekuje się takiej samej perspektywy w stosunku do przełomu III i IV Rzeczpospolitej.
Co zatem zobaczymy? Przede wszystkim plejadę aktorskich znakomitości. W filmie występują całe zastępy gwiazd i gwiazdeczek kina
znad Wisły. I tu pojawia się pierwsze zastrzeżenie: mam wrażenie że tych
postaci było za dużo. Pojawiają się, znikają, a te które pozostają na dłużej
giną w tłumie. W efekcie nikt, za wyjątkiem głównego bohatera granego przez
Tyma i grającej Marię Wafel, Zofii Merle nie jest w tym filmie wyrazisty. Na
ekranie dzieje się tyle, że kłopot sprawia dojrzenie w bohaterach czegoś więcej
niż jednej - dwóch charakterystycznych cech.
Ten legion gwiazd trzeba było do czegoś zatrudnić, co owocuje sporą ilością
wątków pobocznych oraz drobnych scen. To przesada; w
szczegółach ginie główny wątek, a po pewnym czasie powstaje wrażenie, że oto
mamy do czynienia ze zbiorem luźno powiązanych gagów. Konia z rzędem temu, kto
jest w stanie napisać streszczenie filmu Stanisława Tyma.
Wydawać by się mogło, że skoro scenarzysta Tym taką wagę przywiązał do
szczegółów, to efekt finalny będzie świetnym komediowym odzwierciedleniem
współczesnej Polski. Tymczasem na ekranie widzimy obraz
przejaskrawiony, w wielu miejscach nachalnie (jak pomysł z czasowym przeniesieniem
Sejmu do budynku teatru administrowanego przez cyrk) i częstokroć tandetny
(dziwaczna scena z wibratorami).
Widz ma prawo czuć się zdezorientowany. Od
Stanisława Tyma przenikliwego publicysty,
spodziewać się można czegoś
zdecydowanie inteligentniejszego niż tak uproszczona, by nie rzec prymitywna wizja Polski i
Polaków.
W "Ryśiu" jest kilka scen budzących
gromki śmiech i może kilkanaście przy których można się uśmiechnąć. Nieco za mało, aby konkurować z "Misiem"
Czym zatem jest "Ryś"? Może to faktycznie pomysł na zarobienie paru
złotych na postaci Ryszarda Ochódzkiego, który sam w sobie jest gwarantem
pełnej sali? Przy takiej perspektywie nacisk na stworzenie dobrego filmu jest
ciut mniejszy. W tym kontekście warto przypomnieć doniesienia o rekordowo
krótkim terminie realizacji "Rysia". Oglądając go zaś trudno oprzeć
się wrażeniu że gdyby więcej uwagi poświęcono scenariuszowi efekt byłby inny.
Z drugiej strony może musi minąć trochę czasu aby film Stanisława Tyma nabrał
innego wymiaru. Wszak "Miś" nie miał entuzjastycznego przyjęcia w
roku 1981.
Zobacz także:
Artykuły
(2)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(5.00)
Wiek: 30 | Miejscowość: Koszalin | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Salvatore Jurkowski 19.03.2007 07:58
da radę się pośmiać na tym filmie
Aga Rzepkowska 18.02.2007 12:08
Tak dennego filmu nie widziałam od lat.....
To jest dramat, nie komedia.... Nie mogę zrozumiec, w jaki sposób tak wielu znanych i cenionych aktorów zgodziło sie na udział w tak kiepskiej produkcji.....
Film ział nudą, 1/3 kina spała.
Reżyser starał się zrobic film pod bardzo szeroką publiczność, z tych zamiarów wyszedł koszmarny kicz. To nie jest parodia naszych czasów - bo parodie są inteligentnymi zbiorami spostrzeżeń z posmakiem absurdu, a tutaj - totalny absurd, który miejscami nie nosi śladów inteligencji, raczej obnaża utratę smaku i wyczucia bardzo szanowanego przeze mnie Tyma.
Wibratory były żenujące, film obfituje w takie momenty. Liche scenki z wychylającą się spod biurka asystenktką, ściskającymi się nago, bardzo zarośniętymi panami Tymem i Kowalewskim (otyłość może być wspaniała - tu jest tylko pożałowania godna), albo scena, gdzie Tym bawi u dominy - okropne, jak wiele innych.
Jedyną sceną, po której przesunął sie pomruk uciechy był zezujący Szyc, który bardzo starał się rozwiązać problem nadmiaru listonoszy na strzeżonym terenie.
Spodziewałam się zupełnie innego filmu. Ci, którzy starają się doceniać jego wymowę zakrawają na kiepskich pseudointelektualistów, którzy boją się wyszydzić niski poziom, żeby nie wyjść na tych, co nie dostrzegli "drugiego dna", refleksji nad naszymi czasami.
Odważny człowiek nie bedzie ukrywał, że film jest marny, nawet nie mierny, a do komedii Barei nie ma go co nawet przez sekundę porównywać
Lidia Czerniga 16.02.2007 22:23
Właśnie wróciłam z kina... Chciałam zobaczyć, co inni sądzą na temat tego filmu...Z przerażeniem myślałam, że tylko ja nie chwyciłam tych żartów i żarcików... Dzięki Bogu nie jestem sama! Już zaczęłam mieć wątpliwości co do stanu własnego poczucia humoru. Ale naprawdę nie śmieszy mnie zachwycanie się wibratorami i dobieranie prymitywnych nazwisk bohaterom, mającym (jak sądze) brzmieć zabawnie. No i obsadzenie Krystyny Jandy w roli sprzątaczki - pani Wiadro, było już poniżej pasa...Są fragmenty śmieszne, ale na tak długi film zupełnie niewystarczające...W połowie filmu publiczność zaczęła opuszczać salę. To chyba najlepszy komentarz.
Mir Nalezińskí 10.02.2007 14:02
*W "Ryśiu" jest kilka scen budzących gromki śmiech i może kilkanaście przy których można się uśmiechnąć.* - Ryśiu? Może tak jest w komedii, jako żart, a to sorki; ponadto brak przecinka;
*Oglądając go zaś trudno oprzeć się wrażeniu że gdyby więcej uwagi poświęcono scenariuszowi efekt byłby inny.*
*Z drugiej strony może musi minąć trochę czasu aby film* - brak przecinków.
* to oczywistym jest, iż tłumy * - raczej * to oczywiste jest, iż tłumy*, chyba że * to oczywistym faktem jest, iż tłumy*...
* inteligentniejszego niż tak uproszczona, by nie rzec prymitywna wizja Polski i Polaków.*? - jednak * inteligentniejszego, niż tak uproszczona, by nie rzec prymitywna, wizja Polski i Polaków.*
Pewnie film przereklamowany. Zresztą nie pamiętam dobrej komedii III RP.
Autor usunął profil 10.02.2007 13:12
Również byłam wczoraj na "Rysiu". Przyznam szczerze - "Miś" nie śmieszył mnie z prostego powodu - był zbyt prawdziwy by bawić. Obawiam się, że w tym pierwszym wypadku również tak wyszło, chociaż... może tym razem chodziło o to, że "Ryś" po prostu śmieszny nie był.
Przerysowane sceny, które przypominały, jak słusznie zauważył autor, serię gagów, nie tworzyły wspólnej fabuły. Wiele wątków zostało rozpoczętych i niedokończonych. Generalnie wszystko przypominało kompilację momentów z takich filmów i seriali jak "Kiler", "Psy", "13 posterunek", "Dzień świra" i oczywiście "Miś", od którego odżegnywał się Tym.
Generalnie całość prezentuje się jak odzwierciedlenie ostatnich 18 lat RP nie tyle w sensie społeczno-politycznym, co kinematograficznym. Zdecydowany "-" dla filmu (bo nie dla autora ;-) )
Joanna Bogdanowicz 10.02.2007 12:02
Kilka śmiesznych scen w ciągu 2 godzin? Oj, dobrze się zastanowie, zanim kupię bilet do kina :)