Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

36796 miejsce

Rządowi wiosną wyrosła dziura. Z budżetu zniknęło 25 mld zł

Dziura w dochodach podatkowych budżetu państwa może być pokryta większymi dochodami niepodatkowymi – uważa analityk BZ WBK. Luka finansowa może też być pokryta "mniejszymi wydatkami" i poprzez nowelizację budżetu.

 / Fot. Wikimedia CommonsBez pieniędzy trudno żyć – każdy to wie. Do historii przejdzie pewien paprykarz, który nawet premiera Tuska pytał: Panie premierze – jak żyć! Jak żyć! Ale z pieniędzmi także trudno żyć. Wie o tym dobrze, minister finansów, Jacek Rostowski. Nie dość, że kryzys finansowy w kraju nie daje mu spać to jeszcze na domiar złego – stracił ogromne miliardy z dochodów podatkowych. Niezupełnie on – państwo polskie straciło.

Zobacz zdjęcie - Jacek Rostowski i Donald Tusk (Fot. AFP/John Thys) - WP.PL.

Teraz rząd polski będzie musiał się szamotać z tym ubytkiem bardzo długo. A i PiS być może rozmyśli się i nie zechce takiej Polski z ubytkiem. Bez 25 miliardów złotych - naprawdę trudno żyć. Tyle właśnie mamy ubytku z dochodów podatkowych - według ekonomistów, o czym pisze portal WP.PL. To wielce szkaradna dziura w i tak już dziurawej "kieszeni" państwa. Ograniczenie wydatków, zdaniem analityków, nie wystarczy, aby załatać dziurę w budżecie. Co więc robić?

Zobacz i posłuchaj WIDEO – Newseria - Z budżetu wyparowało 25 mld zł.

Wyjście z tej finansowej pułapki widzi główny ekonomista BZ WBK i członek Rady Gospodarczej przy premierze, Maciej Reluga. Uważa on, iż w drugiej połowie bieżącego roku, nastąpi ożywienie w gospodarce. Jeżeli tak – to jego zdaniem - "dziura w dochodach podatkowych może być pokryta większymi dochodami niepodatkowymi, na co złoży się przekazany już do budżetu zysk z NBP (ponad 5 mld zł) oraz dochody z dywidend", o czym pisze portal WP.PL - Rząd ma problem.

Ekspert Maciej Reluga widzi też inne wyjście z problemu. Finansowa luka może być pokryta "mniejszymi wydatkami". Jednak powstaje tu pytanie, na ile i w jakim zakresie rząd Tuska zdecyduje się "obniżyć wydatki w trakcie roku i na ile może to zrobić". Bo – jak pokazał zeszły rok - w pewnej skali, i owszem jest to możliwe - powiedział ekonomista BZ WBK. - Ograniczenia wydatków do kwoty 10 mld zł wydaje się możliwa – ocenił ekspert.

Ministerstwo Finansów pokazało już rok temu, że - mimo problemów ze ściąganiem podatków - potrafi wyprowadzić budżet państwa na prostą. Maciej Reluga zauważył przy tym, że w 2012 roku dochody podatkowe również nie były realizowane tak, jak zakładał plan (były niższe o 16 mld zł od planowanych), a jednak obyło się bez nowelizacji budżetu i ostatecznie deficyt roczny "był nawet niższy od założonego w budżecie".

Niewykluczone – mówi Maciej Reluga, że resort finansów będzie chciał "wypchnąć deficyt poza budżet centralny", na przykład poprzez zmniejszenie dotacji do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Może też ewentualnie zwiększyć deficyt budżetowy i dokonać nowelizacji ustawy budżetowej na 2013 rok - ocenił ekonomista banku. Ale wiązałoby się to ze zwiększeniem deficytu finansów publicznych i "tegorocznych potrzeb pożyczkowych, które trzeba by było sfinansować".

Gdyby miało dojść do nowelizacji budżetu, choć byłaby uzasadniona - może to być bardzo skomplikowana operacja, z uwagi na prawne ograniczenia wynikające z ustawy o finansach publicznych. Chodzi mianowicie o rygorystyczny przepis w zakresie sankcji, które wiążą się z przekroczeniem przez dług publiczny, poziomu 50 proc. PKB.

Analityk z banku Raiffeisen Polbank, Paweł Radwański, uważa natomiast, że można by rozważać obcięcie wydatków na inwestycji. Jednak na takie działanie rząd w tym roku się nie zdecyduje. Jego zdaniem, coraz bardziej będzie rozważane przeniesienie jeszcze w 2013 roku, pieniędzy z OFE do ZUS, a także "grzebanie przy reformie emerytalnej, aby w jakiś sposób bieżące zobowiązania pokryć i utrzymać wskaźniki fiskalne na przyzwoitym poziomie". Zapewne rząd w takiej sytuacji będzie sondował słupki poparcia dla takiego rozwiązania, jak również ewentualne reakcje rynku finansowego, na "swoje propozycje".

Marek Rozkrut, główny ekonomista Ernst & Young uważa, że uwzględniając wskaźniki makroekonomiczne, to "gorzej właściwie już nie powinno być". Jak to ujmuje - właśnie szorujemy po dnie. Po wzroście PKB o 0,5 proc. rok do roku w pierwszym kwartale 2013, w drugim kwartale - sytuacja może być już tylko nieznacznie lepsza. Ten wzrost może wynieść około 0,7 proc., natomiast od trzeciego kwartału br., zdaniem Marka Rozkruta, można oczekiwać "pewnego przyśpieszenia" - prognozuje ekonomista Ernst & Young. - Bieżące wskaźniki pokazują, że powoli wynurzamy się ze spowolnienia - powiedział.

Zastrzega jednak, że wprawdzie polska gospodarka "wynurza się ze spowolnienia", nie powinniśmy mimo wszystko oczekiwać silnego odbicia; dotyczy to również bezrobocia. W jego prognozie, będziemy mieć powolne "wynurzaniem się" (…), "nie będzie to nic dynamicznego". Mówiąc o bezrobociu - wzrost gospodarczy o 1 proc., według niego, w bieżącym roku będzie za mały, aby pozwolił na spadek bezrobocia. - W efekcie oczekuję stopy bezrobocia rejestrowanego na koniec 2013 roku na poziomie około 14 proc. – uważa.

Analitycy Ernst & Young przewidują powolny, sukcesywny, stały wzrost naszego PKB, który w 2015 roku – w ich prognozie - powinien wynieść 3 proc. Jednocześnie uważają, że w okresie krótkoterminowym, eksport będzie jedną z sił napędowych polskiej gospodarki. Natomiast w prognozie na ten rok – to w drugiej połowie 2013 - nasz wzrost gospodarczy będzie wspierać konsumpcja wewnętrzna.

Niezależnie od tego, co mówią eksperci o budżecie, premier Donald Tusk poinformował przed kilkoma dniami, że "ministerstwa szukają oszczędności", a w nadchodzącym tygodniu powinien być gotowy komunikat rządu w sprawie nowelizacji budżetu na 2013 r. "Każdy resort będzie musiał znaleźć możliwości cięcia wydatków, bo od tego zależy realizacja naszego głównego celu, tzn. żeby nowelizacja nie była odczuwalna z punktu widzenia obywateli, żeby w żadnym wypadku nie sięgać do kieszeni obywateli" - mówił premier.

Jak poinformował w komunikacie we wtorek resort finansów, deficyt w budżecie państwa, po maju br. wyniósł 30 mld 951 mln 244 tys. zł, co stanowi 87 proc. z zaplanowanego na 2013 rok deficytu, w wysokości 35 mld 565 mln 500 mln złotych. Wydatki budżetu wyniosły w tym czasie 138 mld 743 mln 296 tys. zł, a dochody - 107 mld 792 mln 52 tys. zł. Natomiast wpływy z VAT dały po maju 35,7 proc. planu rocznego, czyli 45 mld 179 mln 349 tys. zł.

Patrząc na harmonogram dochodów i wydatków budżetu państwa w 2013 roku - to po maju deficyt miał sięgnąć 27 mld 516,3 mln zł (77,4 proc. dopuszczonego w 2013 r. deficytu), aby w czerwcu spaść o niespełna 2 mld zł, czyli do 25 mld 995,2 mln zł (73,1 proc.).

Jednocześnie w harmonogramie zapisano, że w lipcu 2013 r., deficyt wyniesie 26 mld 294 mln zł (73,9 proc.). W sierpniu zaś, według tego dokumentu, dziura w budżecie spadnie do 21 mld 182,6 mln (59,6 proc.), a we wrześniu znowu wzrośnie do 21 mld 848,1 mln (61,4 proc.). Jednak w październiku powinien nastąpić kolejny wzrost deficytu do 32 mld 348,9 mln zł, a w listopadzie do 32 mld 524,4 mln złotych. 2013 rok ma zakończyć się, zgodnie z planem, deficytem w wysokości 35 mld 565,5 mln zł.

Stanisław Cybruch

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

...2 lata temu D. Tusk wspomógł strefę euro kwotą , której dzisiaj brakuje w budżecie PL (czyli jakoś tak 24 miliardy złotych)... cóż za zbieg okoliczności..
http://wpolityce.pl/dzienniki/dziennik-slawomira-sieradzkiego/58227-dwa-lata-temu-rzad-tuska-wydal-na-pomoc-strefie-euro-tyle-ile-wynosi-dodatkowy-deficyt-polski-tuz-po-tym-hojnym-gescie-nagrodzili-go-niemcy

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fotozagadka związana z tekstem
link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zastanawiam się, czy Bashobora wskrzesi tę gospodarkę... albo niech chociażby zabliźni tę dziurę...

Ręce z gaciami opadają, gdy czyta się takie wieści na temat poletka min. Rostowskiego i jego fachowców. Można do nich dać tylko taki merytoryczny komentarz, jak wyżej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"To nie kryzys, to rezultat" - jak mawiał Stefan Kisielewski. Jeżeli stale podnosi się podatki, to nic dziwnego, że dochody budżetu maleją. Część przedsiębiorców ucieka w szarą strefę, inni podnoszą koszty, byle tych podatków nie płacić. Wyższe podatki dławią gospodarkę. Nam potrzeba ożywienia przez radykalne uproszczenie przepisów i obniżenie podatków (CIT, PIT i VAT). Akcyza dodatkowo podnosi koszty działalności, dodając się np do cen transportu (benzyna). Gdyby Rostowski znał krzywą Laffera, toby pojął tą prostą zależność. Niskie podatki (optimum 15-20%) to wyższe dochody budżetu. No, ale Tusk zatrudnił prestidigitatora, który opowiada nam bajki, a potem wciąga kraj w coraz większe zadłużenie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.