Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

171438 miejsce

Rządy Tuska: nadzieja, sceptycyzm, strach

Co, gdy z wrzawy miłosnych okrzyków w pamięci nie zostanie już nic? Co, gdy po anty-PiS-owskim uniesieniu opadnie kurz, odsłaniając niedostatki codzienności? Minęło 100 dni rządów Tuska.

Specjalna konferencja prasowa z udziałem premiera Donalda Tuska podsumowująca 100 dni rządu Na zdjęciu: wicepremier minister spraw wewnetrznych i administracji Grzegorz Schetyna (1P) Premier Donald Tusk (2P) minister infrastruktury Cezary Grabarczyk (3P) wicepremier minister gospodarki Waldemar Pawlak (1L) i minister finansów Jacek Rostowski (2L). / Fot. PAP/Leszek SzymańskiTen moment negatywnej refleksji tak naprawdę pewnie nigdy nie nadejdzie w pełni. Jeśli PO ma dziś według jednego z sondaży 58 proc. poparcia, to poza zasługami własnymi, których póki co w istocie niewiele, odsłania to skalę klęski PiS-u. I właśnie rozmiar tej klęski, a zwłaszcza jej przyczyny sprawiają, że wyborcy wybaczą PO wiele i nie będą jej wyjątkowo sumiennie rozliczać z obietnic wyborczych. Przyczyn jest jeszcze kilka.

Nadzieja matką zwycięzców
Nie ulega wątpliwości, że Tusk ma łatwiej. I nie trzeba tego stwierdzenia nawet doprecyzowywać, bo jest ono wartością samą w sobie. Wizerunek przyjaznego ludziom, uśmiechniętego przywódcy nowoczesnej partii, na jaki sobie zapracował sprawia, że wolno mu więcej niż Jarosławowi Kaczyńskiemu. Tuska nikt nie oskarży o łamanie demokracji, o zaściankowość i ksenofobię, choćby nawet jego wypowiedzi rzeczywiście przybrały taki ton. Tuskowi media wybaczą wpadki, pomyłki, polityczne błędy i brak pomysłów. Po pierwsze ze względu na poprzednika, który jawi się jako “i tak gorszy”, po drugie wpadki Tuska na arenie europejskiej faktycznie znaczą mniej. Lider PO nie musi niczego udowadniać.

Kapitałem jaki taczkami i ciężarówkami przywiózł ze sobą Donald Tusk jest nadzieja. Nadzieja, że jego ludzie wiedzą, co trzeba zrobić, choć często wiedzą nie do końca, a przynajmniej nie wiedzą jak. Nadzieja na spokojne rządzenie bez niepotrzebnych wstrząsów. Ta nadzieja, choć w mniejszym lub większym stopniu przychodzi przed każdymi wyborami, jeszcze nigdy nie została rozbudzona tak bardzo. Duże znaczenie ma tu optymistyczna i populistyczna (ale i odzwierciedlająca realnie najistotniejsze priorytety) końcówka kampanii, która pozwoliła Platformie wygrać (sposób tej wygranej przewidziałem zresztą 24.09 w tekście “Kampania: wygrywa PiS”).

Marzenie Rokity spełnione
Tusk podkreśla, że nie ma na celu realizacji żadnego wielkiego projektu. Nie wiadomo do końca, czy to dobrze, czy źle, bo brak reformatorskiej pasji przy tak wielkim poparciu i poczuciu znacznej części wyborców i mediów o bezalternatywności obecnego układu zaletą raczej nie jest. Może jest to jednak działanie rozumne, wykraczające poza cztery lata kadencji sejmu i rzeczywiście obliczone na stopniowe reformy bez większej utraty poparcia. Powstaje - niestety - obawa, że takie myślenie nie poskutkuje i reform generalnie nie będzie. O ile PO dojdzie już do tego, jakie reformy chce przeprowadzić.

Fakt jednak faktem, że Jan Rokita, który mówił kiedyś, że chciałby, by Platforma stała się partią ludową o 50-procentowym poparciu, może chyba gratulować Tuskowi skuteczności. Jego PO wyglądałaby bez wątpienia inaczej, była bardziej wyrazista i odważna. Dla partii byłoby to pewnie gorsze. Dla Polski – pewnie niekoniecznie. Sposobu balansowania Tuska pomiędzy ludzkimi oczekiwaniami, realnymi możliwościami, a podejmowanymi działaniami trudno jednak nie docenić.

Platforma Ludowa
Musi on jednak budzić także pewien sceptycyzm. Sceptycyzm ten ma swoje źródło w refleksji nad realną wartością takiej polityki. Oczywiście zadowolenie ludu jest bez dwóch zdań wartością realną, brak wizji zmian w sferze państwa może jednak w dłuższym terminie to zadowolenie zweryfikować. Wizja ta z kolei wykluwa się niestety na naszych oczach. Tusk stwierdzając w prasowych wywiadach, że nigdy nie zagłosowałby na polityka, który ma szuflady pełne ustaw, nawet jeżeli mówi to szczerze, łata wizerunkowe niedoskonałości. PO przyszła do władzy bez planu działania, posiadając w zanadrzu jedynie ogólny (bardzo wybiórczy) zbiór liberalno-konserwatywnych idei i optymistyczne słowa na każdą okazję, okraszone błahostkami w rodzaju zakazu kandydowania w wyborach przez skazanych. To za mało.

Sceptycyzm jeszcze większy budzi reakcja na podstawiane rządowi pod nos udogodnienia ze strony innych instytucji państwowych, które pozwoliłyby na przeprowadzenie reform mniej boleśnie. Żądanie zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn przez Trybunał Konstytucyjny nie jest wykorzystywane do podniesienia wieku emerytalnego kobiet i tym samym wydłużenia okresu składkowego. Wątpliwości Rzecznika Praw Obywatelskich związane z zasadnością obecnej formy istnienia KRUS-u nie są wykorzystywane do jego likwidacji bądź przynajmniej poważnej reformy. I tak dalej, łącznie z Kartą Praw Podstawowych, która partii liberalnej do niczego nie powinna być potrzebna, a której Tusk jednak pragnie. Podobnie z pomysłem ograniczenia dotowania rolnictwa europejskiego na rzecz edukacji i nauki, wspieranym przez prezydenta Francji Sarkozy'ego oraz Wielką Brytanię. To oczywiste, że taka zmiana byłaby korzystna zarówno dla Polski, jak i Europy, której realizowanie choćby Strategii Lizbońskiej idzie dość opornie.

To wszystko przedstawia właśnie odejście PO od programu liberalnego na rzecz ludowości. Tusk co prawda podkreślał wielokrotnie (choćby w przypadku aborcji, której jest przeciwnikiem), że ważniejsza jest skuteczność, a nie walka o nierealizowalne pryncypia, ale pozostaje pytanie, czy jeśli w tak dogodnych warunkach rzeczy tego typu się nie robi, to czy zrobi się je w innych.

Jak atakować rząd
Te 100 dni to również 100 dni PiS-u w opozycji. Niestety Prawo i Sprawiedliwość zamiast mobilizować rząd do pracy merytoryczną krytyką, mimo takich deklaracji nie zmienił szczególnie języka (konferencja z Matrixem adresowana wyraźnie do ludzi młodszych przez swoją formę może być raczej wyśmiana niż wzięta przez nich na poważnie). To prawda, że w debatach sejmowych PiS nieraz celnie punktuje PO (robią to szczególnie byli ministrowie, którzy siłą rzeczy dobrze orientują się w swoich dziedzinach), na co dzień w przekazie medialnym wygląda to jednak inaczej.

PiS nie wykorzystuje swojej szansy, a sam sceptycyzm wyborców widzących z jednej strony niewywiązującego się z części obietnic Tuska, a z drugiej PiS dokładnie taki, jaki był, nie wyrządzi liderowi PO krzywdy. Jarosław Kaczyński miał już kilka konferencji prasowych, przeprowadzonych spokojnym, rzeczowym językiem faktów. Mówił tak również na swoje ulubione tematy służb, przestępczości czy bezpieczeństwa energetycznego. Platformie potrzebna jest krytyka. A jeśli PiS chce zyskać, musi na taki język przestawić się na stałe. Co paradoksalne, ewentualna demokracja wewnątrzpartyjna wcale poprawie sytuacji PiS-u jednoznacznie by nie sprzyjała. Wypowiedzi Zalewskiego czy Ujazdowskiego zbyt często zbliżałyby się programowo do Platformy. Wszystko leży, jak słusznie ujął to Ludwik Dorn, w trwałej zmianie, jaka musi zajść w Jarosławie Kaczyńskim.

Zjełczałe masło
Tak czy inaczej, wobec wszelkich obietnic i zapowiedzi, jakie padły z ust liderów PO trzeba zachowywać dystans. Gdy intencje i marzenia przeplatają się z faktami i realnymi planami łatwo o zasłonę dymną, w której trudno je już rozróżnić. I nie ma się tu nawet co czepiać kampanijnych haseł – lepiej stawiać bardziej realne wymagania. Choćby te przedstawione w dobrym (nowoczesnym w treści) moim zdaniem exposé premiera. I wiele innych zresztą.

Fakt, że Tuskowi idzie jak po maśle (bo nie oszukujmy się – strajki nie są dla niego żadną przeszkodą) powinien tylko wzmagać czujność komentatorów. Szczególnie taki rząd, wobec którego są duże oczekiwania i który ma instrumenty, by wprowadzać zmiany, powinien być pod ogniem ciągłej krytyki. Inaczej nie będzie wyjątkowo chętny ani do pracy, ani do nieustannej autorefleksji. Tusk bez noża na gardle to Tusk o niewykorzystanym potencjale, a co więcej Tusk niekontrolowany. I szczególnie to ostatnie jest przedmiotem wielkiej odpowiedzialności mediów. Tu rysuje się też ważna rola dla opozycji.

Sam spokój zaś powinien sprzyjać zainteresowaniu polityką, tą prawdziwą, a nie prowadzić do konstatacji, że skoro ktoś mnie tym na siłę nie molestuje, to nie jest to moja działka. Strach pomyśleć, co byłoby, gdyby po osiągnięciu 90 proc. poparcia zainteresowała się tym tylko Komisja Europejska wietrząc w Polsce upadek demokracji. I strach pomyśleć, jak wielki byłby płacz, gdy 90 proc. zwolenników PO stwierdzi, że nadzieja jest matką głupców.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Chciałam tylko nawiązać. Za Premiera Kaczyńskiego w rządzie dominowało warcholstwo, czasem głupota i chęć ponopolu ideologicznego, za rządów Premiera Tuska dominuje cwaniactwo i wyzysk, nie bierze się pod uwagę interesu społecznego, tylko ekonomiczny, juz zaczynam odczuwac to na własnej skórze. Wzrost żywności, reformy w szkolnictwie na niekorzyść dzieci, rodzin i nauczycieli, sprzedaż gruntów, na rzecz zniszczenia przedsięwzięć typu firma Ekon i tak dalej, przykładów jest sporo. Dla przeciętnego Polaka kiepsko to widzę. I jeszcze te cwaniackie hece z publiczną telewizją. Nie można pozwolić na dysproporcje w rozwoju ekonomiczno-społecznym Polski, bo znowu krok do przodu i dwa do tyłu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

bardzo ciekawy artykuł..widać że nie został zerżniety ani nie jest political correct.Człowiek mysli i wyciaga prawidłowe wnioski

Komentarz został ukrytyrozwiń

tak, widzę to podobnie. A że zgrabnie napisane, to +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.