Facebook Google+ Twitter

123 miejsce

"Rzecz o banalności miłości" - na gorąco po spektaklu

Tylko jedno słowo: banalność, znajdujące się w tytule sztuki, a jak wiele mówi. Minimalizm sceny, scenografii i obsady, jednoczesność przedstawienia tak wielu rzeczy.

"Rzecz o banalności miłości" przedstawia bohaterów sztuki w młodości i jako dojrzałych ludzi. Zderzenie dwóch światów: błogości miłości oraz wagi polityki z filozofią, wpływających na historię. Na jednej scenie, bez zmian dekoracji, równocześnie z młodym wcieleniem, aktorzy spisują się znakomicie. Człowiek przeprowadzający wywiad oraz przyjaciel z czasów studiów przeplatają się w jednej osobie. Profesor przemawia z książek. Sytuację pomiędzy bohaterami komplikuje idea narodowego socjalizmu, przemawiająca początkowo przez Hitlera. Profesor Heidegger jako Niemiec angażuje się w jej rolę i osobę jej przywódcy. Jeszcze bardziej komplikuje relacje studentki, żydowskiego pochodzenia, teraz już doktorantki z profesorem. Doprowadza do rozłamu w bohaterce.
Rozliczenie się z przeszłością przychodzi w osobie, która przeprowadza wywiad dla Uniwersytetu w Izraelu. Hanna Arendt zmaga się z nią przez cały spektakl, ukazując nam zawiłość życia.

„Rzecz o banalności miłości” wzbogaca przejmująca muzyka, punktowe światło ułatwia śledzenie akcji. Dekoracje z książek znacząco wprowadzają nas w przedstawiany świat. Bliskość sceny, od której oddalać nas może najwyżej 6 rzędów, w istocie nas nie dzieli. W skupieniu śledzimy sztukę przez całe 80 minut. Są momenty, gdy publiczność nie powstrzyma uśmiechu, czy śmiechu. Rozmyślań o własnej rozterce życia. Wywoła konsternację, szukanie w pamięci istoty filozoficznej myśli Heideggera oraz jego poprzedników (mam wrażenie, że dodatkowe wykłady z filozofii mogły mi się wreszcie na coś przydać przy tej sztuce). Jednak ktoś z publiczności stwierdził, iż mało było w niej fascynacji filozofią Heideggera. Spektakl odpowiada tytułowi, jest o każdej z miłości, także tej nieodwzajemnionej, stawiając znaczenie miłości w znaku zapytania. Syntetyzuje myśl o banalności zła i w pewien zawiły sposób o istocie bycia, rozlicza z naszych wyborów. Mówi o totalitaryzmie, skrajnościach i ich wpływie na ludzi. Warto pomyśleć nad tą sztuką.


Teatr Dramatyczny
Mała scena im. H. Mikołajewskiej w Warszawie

autorka sztuki - Savyon Liebrecht,
tłumacz - Michał Sobelman
reżyseria – Wawrzyniec Kostrzewski
scenografia i kostiumy – Marta Dąbrowska-Okrasko
muzyka – Piotr Łabonarski

obsada:
Hanna Arendt - Halina Skoczyńska
Martin Heidegger – Adam Ferency
Młoda Hanna Arendt – Martyna Kowalik
Rafael Mendelson/Michael Ben Szaked – Mateusz Weber

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Anna Bubińska skomentowała:

Na scenie padły też słowa, które mogą być przestrogą "hitleryzm i stalinizm mają korzenie w kapitalizmie", sztuka znana również z teatru telewizji, interesująca, dobrze interpretowana przez aktorów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Takie recenzje na gorąco są najbardziej przesiąknięte emocjami - i najbardziej do mnie przemawiają :) super!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.