Facebook Google+ Twitter

"Rzecz o banalności miłości" w Teatrze Dramatycznym

Trudno wyobrazić sobie bardziej poruszającą historię, która dzieje się pomiędzy dwojgiem ludzi, intelektualistów. Sztuka w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego porusza wszystkie zmysły i uruchamia szare komórki. Warto to przeżyć!

Plakat przedstawienia: Jest rok 1925, Freinburg, Niemcy. Młoda studentka politologii, Hanna Arendt, zakochuje się bez pamięci w swoim profesorze filozofii - Martinie Heideggerze, starszym od niej o 20 lat. To właśnie dla niego odrzuca miłość swojego przyjaciela, Rafaela Mendelsona, mądrego i troskliwego mężczyzny. Związek Hanny i Heideggera jest trudny, pomiędzy kochankami pojawiają się konflikty natury politycznej. Heidegger, zafascynowany Hitlerem, wierzy, że ten przywróci wielkiego ducha Niemiec. Jego fanatyzm prowadzi do osłabnięcia więzi między zakochanymi. Kiedy Hitler dochodzi do władzy, Hanna (z pochodzenia Żydówka) musi opuścić kraj i tym samym rozstać się ze swoją wielką miłością. W tym czasie Heidegger przystępuje do partii, a swoją filozofią wspiera ideologię nazistowską. Hanna natomiast trafia do obozu koncentracyjnego. Po 17 latach znów się spotykają. Miłość Hanny, pomimo żalu i bólu, wciąż jest żywa...

Przenosimy się teraz do roku 1975. Znajdujemy się w nowojorskim mieszkaniu schorowanej 69-letniej Hanny Arendt, która właśnie wróciła ze szpitala. Z wielką chęcią chce udzielić wywiadu izraelskiemu studentowi na temat Eichmanna. Wizyta Michaela Ben Szakeda przywołuje jej wspomnienia za czasów studenckich, kiedy to zaczął się jej romans z Heideggerem. Jak się okazuje, młody człowiek ma całkiem inny powód swojej wizyty, nie związany z Eichmannem, lecz swoim ojcem...

"Rzecz o banalności miłości" to niebanalna historia, pełna wzruszeń, myśli na temat własnego ja. To zadziwiające jak wiele można się dowiedzieć podczas jednego wieczoru na temat filozofii, historii, myśli politycznej Niemiec, narodzie izraelskim. Ta sztuka to wielkie przedstawienie. Słodyczą dla uszu jest śpiew Mateusza Webera - świetnego aktora i jeszcze lepszego wokalisty. Świetna gra aktorska Martyny Kowalik przyprawia o ciarki, a Halina Skoczyńska i Adam Ferency to wielkie postacie teatralne, duet, bez którego nie wyobrażam sobie tego przedstawienia.

Początkowo minusem mogą się wydawać długie, wąskie schody, prowadzące na salę, miejsca na widowni przypominające te w cyrku, a także mroczna atmosfera występująca na sali. Jednak pod koniec przedstawienia wszystkie te niedogodności okazują się atutem, dzięki swojej wyjątkowości powodują niesamowity stan emocjonalny, który na długo pozostaje w widzach. Warto to przeżyć!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Zachęciłaś mnie do tego spektaklu, jak będę miała okazję, to się wybiorę :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.