Facebook Google+ Twitter

Rzecz o chaosie, czyli dlaczego nie lubię autobusów

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-06-10 11:00

Pierwsza komunia dziecka to dla większości z nas duże przeżycie. Nic dziwnego, że bliscy biorą na siebie trudy podroży z Polski do Niemiec. Zmotoryzowanym jest łatwiej - zasiadają w wygodnych fotelach, zapinają pasy i ruszają w drogę. Inni muszą polegać na dostępnych środkach komunikacji i... nie bać się dworców...

Dworzec autobusowy. / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Berlin_ZOB_bei_Nacht.JPG public domainNiezmotoryzowanych trzeba odebrać, a następnie odwieźć na najbliższy dworzec autobusowy. W naszym przypadku to dworzec hanowerski, na którym zatrzymują się kursujące między Warszawą a Akwizgranem autobusy firmy "Eurolines".

Dzień odjazdu? Piątek. Godzina? 21.30. Po zakrapianym łzami pożegnaniu, wkładamy, pozbawione ciężaru prezentów, aczkolwiek pokaźne walizy, do bagażnika. Podróż nie trwa długo, to tylko 48 kilometrów. Długo trwa szukanie parkingu w pobliżu dworca. Daję za wygraną i parkuję samochód w miejscu niedozwolonym, za to widocznym ze stanowisk dla autobusów. Rzut oka na zegarek: 21.15 - zaledwie 15 minut do odjazdu.

Stanowisko piąte to, jak wynika z biletów, miejsce, z którego odjeżdżają autobusy relacji międzynarodowych. Wita nas tłum podróżnych. Mijamy kilku panów, zawzięcie dyskutujących o przywarach Tuska i jego poprzednika. Z tym samym zaangażowaniem wychwalają nasze "Tyskie", porównując jego walory z degustowanym właśnie piwem produkcji niemieckiej. Siedząca kilka metrów dalej, kilkunastoosobowa grupka przyszłych pasażerów, używając plastikowych kubków, raczy się winiakiem z dużą ilością Coca-Coli Zero. Rozumiemy niechęć do cukru. Mimo tego nie zatrzymujemy się. Dołączamy do stojących na końcu stanowiska, nie odczuwających pragnienia, podróżnych.

- Dobry wieczór! Państwo również do Warszawy?
- Nie wszyscy. Ja do Opola. Czekamy już ponad godzinę.

No tak, piątek. Korki na niemieckich, praktycznie nierozbudowywanych w zachodniej części kraju od początku lat 90., autostradach.

Zbliża się autobus. Dzięki usytuowaniu hanowerskiego dworca jest widoczny z daleka. Rozczarowanie przychodzi, gdy dostrzegamy reklamowe napisy na jego bokach i niemiecki numer rejestracyjny. Niemiecka linia, holenderski cel podroży. Do Amsterdamu wybiera się grupa młodzieży, porozumiewająca się trudnym nawet dla Niemców, saksońskim dialektem. Dłonie uzbrojone w nieodzowne butelki z piwem, usta wyrażające radość z powodu niskich cen i legalności "trawki" u sąsiada. Postój nie trwa długo, kilka butelek po piwie ląduje w koszach, większość na chodniku i asfalcie. Nie na długo! Nagle pojawia sie gromadka nieświeżo wyglądających panów, dzierżąca w dłoniach zużyte reklamówki przeróżnych dyskontów. Usuwam się, nie chcę przeszkadzać. Kaucja za większość butelek to przecież 25 eurocentów! Najtańsze piwo to centów trzydzieści... rozumiem...

- Wy też do Warszawy? - kubek wypełniony brunatną cieczą, bawoli wzrok, mimika z gatunku "żyć, nie umierać". Identyfikacja nie stwarza trudności - członek grupki "Brandy forever - no sugar". Nie czeka na odpowiedź: - Chodźcie do nas, my tam wszyscy siedzimy, a oni i i tak tam podjadą. Ja wiem, bo my ciągle jeździmy.

Szczęśliwej podróży... / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Berlin_ZOB_bei_Nacht.JPG GNU free licenseNastępny autokar! Jego przyjazd uwalnia nas z obowiązku odpowiedzi. Firma "Bartuś", rejestracja śląska, na szybie: Katowice.
- Przepraszam, czy ktoś z państwa do Opola? - pyta pilot, zbyt cicho. - Czy są tutaj pasażerowie do Opola?
- A ty co tak cicho? - kubek wykonuje gwałtowny ruch w prawo, na szczęście bez konsekwencji - To trzeba, k... jak na meczu a nie mamrotać pod nosem. Jedzie ktoś do Opola?
- Tak, my - to mój ostatni rozmówca.
- Przykro mi, ale (no i widzisz, k....) nie możemy państwa zabrać. W Hildesheimie (beze mnie g..... byś się dowiedział) musimy odebrać jeszcze kilku pasażerów. Niedługo przyjedzie (to ten wasz p... porządek) następny autokar i państwa zabierze.
- Ale my już tak długo czekamy...
- Przykro mi, są korki.

Autobus rusza, my czekamy na kolejny. Rzeczywiście przyjeżdża i wzmaga nasze rozczarowanie. Zatrzymuje się na odległym stanowisku, to linia wewnątrzniemiecka. Wypuszcza grupkę kibiców piłkarskich, ubranych w jednolite koszulki z nadrukiem. Szyje owinięte typowymi szalikami, palce dłoni zaciśnięte na szyjkach... Powoli się przyzwyczajam; cieszę się nawet, że kolejny najazd nieświeżych panów, o nieświeżym zapachu i oddechu, ze zużytymi reklamówkami dyskontów, nastąpi w miejscu od nas oddalonym. Mecz zakończył sie po myśli kibiców. Czym innym wytłumaczyć wzniesiony nagle okrzyk "Sieg!". Grupa odpowiada chórem "Heil!". "Sieg! Heil!; Sieg! Heil!" - wybuch śmiechu... i konsternacja na stanowisku piątym. Milkną rozmowy, kubki zatrzymują się w drodze do spragnionych ust; ręce, obciążone butelkami z piwem opadają na biodra, a ja zaczynam myśleć o odległej zaledwie o kilkaset metrów komendzie policji w Hanowerze.

Zbliżający się, kolejny autobus, wyrywa nas z odrętwienia. To "Eurolines"! Wreszcie! Wyraz ulgi na twarzach czekających, szybko ustępuje miejsca grymasowi zawodu. Jedzie do Gdańska. Jednak to "Eurolines", dlatego biegnę w kierunku otwierających się drzwi. Wysiada pilot - koszula biała, krawat niebieski. Nie najgorsza kombinacja.
- Przepraszam pana, czy wie pan, kiedy przyjedzie autobus do Warszawy?
- To weekend, są korki - nie zrozumiał pytania?
- Tak, oczywiście. Czy mógłby pan nam podać jakiś numer telefonu, żebyśmy mogli się dowiedzieć?
- Korki są, nie słyszy pan? Wszyscy jesteśmy spóźnieni - nie zrozumiał. Na pewno nie...
Pałeczkę przejmują inni podróżujący, rozpoczyna sie kłótnia. Odchodzę...

Dziesięć po jedenastej. Zapada cisza. Odpowiedzialni za zaopatrzenie w trunki nie przewidzieli długiej nudy oczekiwania. Butelki - usunięte przez solidne siły porządkowe. Plastikowe kubki, gnane wiatrem, grają staccato, odbijając się od naszych nóg i naszych bagaży.

Dwadzieścia po jedenastej. Autokar. Nie wzbudza emocji. Większość śpi, reszta nie wierzy. WARSZAWA! Jesteśmy pierwsi przy otwartych drzwiach. Nie pytamy o nic. Walizki pospiesznie wrzucone do bagażnika,
szybkie pocałunki na pożegnanie, pasażerowie zajmują wolne miejsca. Smród diesla i pa, pa, pa...

Nie mam mandatu za wycieraczką. Chcesz, drogi czytelniku, zobaczyć Hanower? Odwiedź to miasto w piątkowy wieczór. Zostaw samochód przy dworcu autobusowym i nie obawiaj sie znaków zakazu postoju. Nie obawiaj się stróżów prawa...

Grzebię i grzebię w tych CD... Chcę czegoś posłuchać w drodze do domu... Wybieram Marylę Rodowicz, by razem z nią poleżeć trochę pod gruszą...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (14):

Sortuj komentarze:

3 lata temu jechałem autobusem z Hannoveru do Warszawy i wszystko było ok. Co do kibiców byli to pewnie fani HSV96, oni lubią takie faszystowskie zabawy. Poznałem takich.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Co tu dużo gadać +
Szczególnie za te plastikowe kubki, gnane wiatrem, grając staccato.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 10.06.2008 20:32

I moze wlasnie dlatego nigdy nie bylem w Hanowerze. No, moze gdyby Herrenhausen traktowac jako Hanower, to bylem. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetny tekst! - realizm do bólu. PLUS

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Świetny tekst i nieciekawa historia. Sam często przebywam w Niemczech, ale w BW. Ale też mi wstyd za każdym razem gdy widzę pijanych Polaków, którzy wyrabiają nam niezłą opinię.

Komentarz został ukrytyrozwiń

wychodzi na to że z całej tej historii nic nie wyniosłeś, nawet mandatu :)))))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jacek i co ja mam powiedzieć?
No świetnie. Po raz kolejny świetnie.
[To się już nudne zaczyna robić.]
(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

świetnie opowiedziane :) - ale nie zazdroszczę (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Koszmar!!!

Jakieś 3 lata temu regularnie odpowadzałam kumpelę, która autokarami Eurolines jeździła z Poznania do Dortmundu, ani razu nie zdarzyło się żeby autobus przyjechał punktualnie:(

Jacku a za Twój ciekawy opis plusik:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

moja znajoma mieszka w Hannoverze i wiecznie opiwa ideał życia tam pod każdym względem;] i z tego co wiem, to nie ma auta;]
więc sama już nie wiem jak to jest...

ale te Twoje socjologiczne obserwacyjki lubię:))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.