Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Cywilizacja > Społeczeństwo > Rzecz o polu i dworze, czyli krakowsko-lubelska wieża Babel

Pozycja materiału w rankingach:

11199 miejsce

Dział: Społeczeństwo

Ocena: 75pkt

Oceń:

Rzecz o polu i dworze, czyli krakowsko-lubelska wieża Babel


Mój dom obfituje w niezwykłe bogactwo słów: na stole stoi miska jagód i borówek. Woda na herbatę gotuje się w czajniku i saganie. Zaś w wigilię odwiedzają nas Mikołaj i Aniołek.

- W Lublinie wychodzi się jeszcze na pole, czy już na dwór? - pytał na lubelskim koncercie Grzegorz Turnau. Mógł też zapytać o to, czy ze śmietaną podajemy borówki, czy może jagody. Regionalne różnice to jednak nie tylko teoria rodem z podręczników językoznawczych. Pod własnym dachem mam na co dzień swoistą burzę regionalną. Na szczęście ułaskawioną dobrym traktowaniem i przymrużeniem oka.

Pole i dwór - odwieczny konflikt


- Jaka pogoda jest na zewnątrz? - pytam kontrolnie przed wyjściem z mieszkania. Językowo jestem klasycznym przykładem przesiedleńca z Polski, w której wychodzi się "na dwór" do Polski wychodzącej "na pole". Buntuję się, nie chcę za żadne skarby świata przyjąć krakowskiej terminologii, dlatego wybieram formę pośrednią, która nie zwraca powszechnej uwagi używaniem wyśmiewanego tu nieco zwrotu.

Dwór czy pole? / Fot. fot: U.A.MarczewskaZ wychodzeniem "na pole" zetknęłam się po raz pierwszy w zamierzchłych czasach, kiedy listy pisane były jeszcze odręcznie, a w ich poszukiwaniu schodziło się do wiszącej na parterze skrzynki na listy. Korespondowałam wówczas z dziewczynką z Rzeszowa, która o wychodzeniu "na pole" pisała mi regularnie. Zawsze budziło to we mnie zdziwienie: wszak Rzeszów to duże miasto, zwłaszcza w oczach dziesięciolatki wzrastającej w małej mieścinie. Gdzie można znaleźć tam pole? I tak w moim dziecięcym umyśle pojawiła się dość szczególna wizja Rzeszowa, w której osiedla bloków mieszkalnych położone były wśród malowniczych pól uprawnych.

Dopiero dłuższy czas później dowiedziałam się, o co tak naprawdę chodzi z owym polem. Szybko przeszłam nad tym do porządku dziennego. Nie przeczuwałam, że kilka lat później mieszkać będę w mieście, w którym "na dwór" nie wychodzi nikt.
- Moje dzieci nie będą wychodzić na żadne pole - zarzekam się czasem żartobliwie mężowi, po tym jak usłyszę wspomniany zwrot w ustach kogoś trzeciego. I zaraz przypomina mi się...

...Problem z Mikołajem


Mikołaj czy Aniołek? / Fot. fot: U.A.Marczewska- Do moich dzieci będzie przychodził Mikołaj. Również dwudziestego czwartego grudnia - zapowiadam. Skonfundowany małżonek po raz setny tłumaczy mi, że w wigilię prezenty roznosi Aniołek. Ja, również po raz nie wiadomo który w życiu, powołuję się na świąteczne dekoracje, nieodmiennie zawierające w sobie motyw ubranego na czerwono dziadka. W akcie desperacji wspominam już nawet o Coca-Coli i jej świątecznych reklamach. Po cichu godzę się z wychodzeniem "na pole", byle pozostawiono mi wigilijnego Mikołaja, nieodłączną część mojego dzieciństwa.

A w domu...


Kuchenka czy piec? / Fot. fot: U.A.MarczewskaW naszej kuchni nie stoi kuchenka gazowa, a piec. Po kilku latach nadal używam tego pierwszego terminu, w odróżnieniu od otaczających mnie tubylców. Piec to jest na przykład kaflowy, albo w piekarni - tłumaczę. Bezskutecznie. W Krakowie w kuchni stoi piec, w dodatku, gdy gotujemy na nim wodę, robimy to w saganie. Denerwuję się, wykłócam o mój czajnik, niosący w swoim brzmieniu wschodnią nutkę gorącej herbaty. Na szczęście ta nazwa jest również używana, nie pozostaję zatem na łasce bezdusznego sagana.
Problematyczna jest nawet kwestia tego, co domownicy noszą na nogach. Ciapy, ewentualnie kapcie - mówię ja. Pantofle - stwierdza z całą pewnością mąż, po namyśle zgadzając się też na kapcie. I znów wchodzimy na śliski grunt: powołuję się na Kopciuszka, który na balu zgubił właśnie pantofelek. Przecież nie było to noszone w domu obuwie. Po burzliwej dyskusji włączamy komputer i sprawdzamy na Allegro. Najwięcej wyników daje słowo "kapcie", nieco mniej jest pantofli. Ciapy reprezentuje grupa kilku zaledwie artykułów. Mąż triumfuje.

Zwierciadło duszy


Jeśli język jest zwierciadłem duszy, nie powinno się wyśmiewać regionalizmów. Dlatego wbrew pozorom z sympatią słucham o krakowskich borówkach, saganach i wychodzeniu "na pole". Jednocześnie mocno postanawiam trzymać się własnej, lubelskiej terminologii. Bo przecież dusza nie jest czymś, co można po prostu wymienić. Lepiej dbać o tę, którą już mamy.
Urszula Agata Marczewska OFFline profil autora

Autor: Urszula Agata Marczewska

Napisz do autora

Artykuły (207) Galerie (21) Średnia ocen (4.72)

Wiek: 29 | Miejscowość: Zurych | Kraj: Szwajcaria

O mnie: Mól książkowy o zmiennym kolorze włosów.

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 32

Sortuj komentarze:

Kra-Berlin

Kra-Berlin 17.04.2011 09:49

Ocena: Ocena pozytywna 10 Ocena negatywna 24

lubartowiak-widze ze nie dosc ze jestes ograniczony w wypowiedziach to jeszcze twoja wiedza jest na poziomie zera.Powiedzenie na dwor to nic innego jak nalecialosc.Zastanow sie gdzie byly pierwsze dwory w Naszym kochanym kraju i jak sie tam wlasnie mowilo.U mnie w domu dwie formy sa "rozpoznawalne' ale stosujemy forme"na zewnatrz"Media zrobily swoje ,ale jak bys sie zaglebil w temat to powiedzenie na dwor nie jest poprawna forma gramatyczna,poszukaj,moze czegos sie nauczysz.
Najwazniejsze jest to zeby kazdy z nas wiedzial o co chodzi

Komentarz został ukrytyrozwiń
Pietriej

Pietriej 04.04.2011 07:50

Ocena: Ocena pozytywna 17 Ocena negatywna 15

Akurat z saganem i piecem się nie zgodzę... :) To są bardziej naleciałości niż elementy tutejszego języka - jestem krakusem od urodzenia, wychowanym przez i wśród rodowitych Krakusów, ale mówię czajnik i kuchenka gazowa - terminów "sagan" tudzież "piec" używała moja babcia, gdy... faktycznie takowych się używało. :) Co do "Aniołka" - to nie jest tylko kwestia krakowska... 6. grudnia jest Mikołaj, 24. jest Aniołek/Gwiazdka - co by nie powielać, i mamy z tym do czynienia również w miejscowościach pomorskich... Ale to tylko już w niektórych rodzinach, bo globalizacja robi swoje, i dziecku oglądającemu bajki, gdzie prezenty trafiają pod choinkę z rąk "Santa Clausa" nie burzy się światopoglądu na siłę. No i oczywiście magiczne "Na pole", wobec którego nie mam żadnego ale... :) Sam wychodzą na pole, bo - jak tłumaczę swojej dziewczynie z innego regionu Polski - wychodzą z dworu na pole. :) Staraliśmy się to u siebie nawzajem zwalczyć, ale nic z tego - stwierdziliśmy, że obie wersje są błędne, bo nie ma już ani dworów, ani pól w miastach, toteż wychodzimy na zewnątrz... albo na miasto. :) Bardzo sympatyczny materiał.

Komentarz został ukrytyrozwiń
lubartowiak

lubartowiak 17.01.2011 18:54

Ocena: Ocena pozytywna 45 Ocena negatywna 36

Na pole to wychodzą wieśniaki, a na dwór paniska. Lubelszczyzna rządzi! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Urszula Agata Marczewska 16.07.2008 21:52

Ocena: Ocena pozytywna 28 Ocena negatywna 32

U mnie durszlak się mówiło :-) Fakt, do Lwowa z rodzinnych stron mam blisko, choć kiedy weźmie się pod uwagę czas oczekiwania na granicy, to ta odległość przynajmniej mentalnie się wydłuża :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Maciej Hadel 16.07.2008 20:56

Ocena: Ocena pozytywna 27 Ocena negatywna 24

Ale zarac, durszlak, czy druszlak? Bo moja rodzina z Podkarpacia mówi druszlak, ta bardziej ze wschodu durszlak ( ciekawe, autokorekta podkreśla mi to pierwsze ). Sprawdziłem na wikipedii i faktycznie - druszlak to regionalizm krakowski, durszlak natomiast lwowski.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Urszula Agata Marczewska 16.07.2008 20:10

Ocena: Ocena pozytywna 27 Ocena negatywna 31

U mnie też się mówiło durszlak :))) Cedzak też, ale raczej to pierwsze. Jakoś chyba przeniknęło :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Maciej Hadel 15.07.2008 19:27

Ocena: Ocena pozytywna 36 Ocena negatywna 29

Ale w największy szok wprawiłem ludzi kiedyś, jak powiedziałem , że "mleko się sfurdziło" ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Maciej Hadel 15.07.2008 19:24

Ocena: Ocena pozytywna 22 Ocena negatywna 33

Moi rodzice pochodzą z Galicji, mama z Podkarpacia ( czyli dialekt małopolski ), tata z Lubaczowa ( czyli kilkadziesiąt kilometrów od Lwowa, teraz to prawie granica polsko-ukraińska, tam się łączą kultura "krakowska" z "lwowską" ). Dlatego ja mówię czymś pomiędzy dialektem małopolskim i lwowskim ;) W każdym razie, od razu można poznać, że jestem z Galicji ;)

Oczywiście u mnie wychodzi się "na pole". "Kuchenka" i "piec" używa się zamiennie, ot, jak się powie, wszyscy wiedzą o co chodzi. Na nogach są pantofle, lub, uwaga, szłapy ( efekt posiadania taty z Lubaczowa ).

Kiedyś na wikipedii znalazłem słowniczek regionalizmów krakowskich. Jak zobaczyłem, ile z tego, co mówię, to regionalizmy, to stwierdziłem, że ludzie na Pomorzu mogą mieć faktycznie problemy ze zrozumieniem czasem :)

Parę przykładów dla mnie najbardziej oczywistych ( po lewej "polski", po prawej "krakowski" )
- wafel - andrut
- głupek - buc
- cedzak - druszlak
- szafka nocna - nakastlik
- parasol - parasolka
- bułka wrocławska - weka
- gumiak - cholewa

Z lwowskiej:
- adorator - absztyfikant
- strzępy, drobiny - farfocle
- na około - naobkoło
- niedorosła dziewczyna - pinda ( podaję za wikipedią ;) )
- skakać - skikać ( to z ukraińskiego ponoć )
- tam i z powrotem - w te i we wte

I wiele innych ;) Temat - rzeka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agnieszka Dąbrowska 14.07.2008 14:35

Ocena: Ocena pozytywna 39 Ocena negatywna 25

Właśnie wróciłam z dworu, wskoczyłam w kapcie i czekam aż w czajniku zagotuje się woda na herbatę ;-)
Fajny matriał (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bartek Chojnacki 12.07.2008 11:14

Ocena: Ocena pozytywna 34 Ocena negatywna 25

A no PLUS :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.