Facebook Google+ Twitter

Rzecz o wydłużonej podróży pociągiem

W 2001 roku moja podróż na trasie Kraków - Lublin trwała około czterech godzin. Dzisiaj trwa przeszło sześć godzin. Tak długi czas spędzony w wagonie rozgrzanego pociągu skłania do refleksji. Przedstawiam zatem subiektywną relację z długiej i nieco absurdalnej podróży.

Z Krakowa do Lublina w 6 godzin! / Fot. U.A.MarczewskaLetnie popołudnie, klimatyczna kawiarnia w centrum Krakowa. Koleżanka opowiada mi o swojej niedawnej wyprawie do Wiednia. Przerywam jej pełen zachwytów wywód: - A ile właściwie tak dokładnie jedzie pociąg z Krakowa do Wiednia? - pytam, układając już w myślach plan na któryś z wakacyjnych weekendów. - Ponad siedem godzin - odpowiada znajoma. Po chwili uśmiecha się z lekką drwiną i dodaje: - A pod koniec XIX wieku podobno jechało się tam cztery i pół godziny...

Parskam śmiechem. Próbujemy jednak ratować honor kolei. Wymyślamy różne usprawiedliwienia, dla których pociąg z początków wieku XXI przebywa daną trasę - nie tak w końcu odległą - w czasie dłuższym niż jego odpowiednik sprzed 120 lat. Teraz jest pewnie więcej stacji, koleżanka wspomina o dłuższym postoju w Czechach, który opóźnia całą wycieczkę. Wiadomo: nic nie dzieje się bez powodu. Tylko że z punktu widzenia klienta nie przyczyny są ważne, a skutek.

Lato w ogrzewanym pociągu?


W poniedziałkowe popołudnie wsiadłam do pociągu z nastawieniem prawdziwie bojowym. Moja podróż z Krakowa do Lublina miała trwać o godzinę dłużej niż jeszcze miesiąc wcześniej. Byłam jednak w pełni wyposażona: z domu wzięłam więcej niż jedną książkę, poza tym, po zarwanej nocy miałam nadzieję na przespanie przynajmniej części podróży. Zajęłam swoje ulubione miejsce przy drzwiach przedziału, tyłem do kierunku jazdy i jeszcze przed ruszeniem pociągu oddałam się lekturze.

A to polska kolej. / Fot. Głos Wielkopolski Paweł MiecznikPo mniej więcej 30 minutach podróży zorientowałam się, że coś jest nie tak. Czytało się źle, słowa nie chciały układać się w głowie. Bywało, że dane zdanie musiałam czytać dwukrotnie, zanim umysł był w stanie powiązać je z kolejnym. Przyczynę odkryłam dość szybko: w przedziale było nienaturalnie gorąco. - Grzeją? W środku lata? - przemknęła mi przez głowę absurdalna myśl. Przecież to niemożliwe. To pewnie po prostu ciepły dzień i pełne przedziały, tłumaczyłam sobie, choć za oknem co chwila padało, a ja cały dzień chodziłam w kurtce.

Powiodłam wzrokiem po twarzach współpasażerów. Były przeważnie bez wyrazu, ich właściciele utkwili apatyczne spojrzenie za oknem bądź w nieokreślonym punkcie naprzeciwko. Moją rozpacz podzielał chyba jednak młody mężczyzna, który zajął się pokrętłami tkwiącymi nad drzwiami od przedziału. Nic to nie dało. Panował ukrop, mimo uchylonego okna i wkradającego się do pociągu pędu powietrza. W przepoconej koszulce, z twarzą otoczoną obrzydliwie mokrymi od potu włosami zasnęłam.

Blisko półtoragodzinny odpoczynek


Na dworcu w Kielcach przedział opustoszał. Zostałam sama z nieznośnym gorącem i butelką kończącego się napoju. Zrezygnowana czytałam, słuchając bezwiednie dworcowego komunikatu. Podświadomie oczekiwałam informacji o łączeniu mojego pociągu ze składem z Katowic. Wysłuchawszy do końca znajomej już części komunikatu dowiedziałam się dodatkowo, że w dalszą podróż ruszymy za godzinę i dwadzieścia minut. I nie ma to nic wspólnego z opóźnieniem. Osiemdziesięciominutowy postój zakłada bowiem aktualny rozkład jazdy.

Zrezygnowana wróciłam do czytania książki. Cóż, innych opcji raczej nie było: w przedziale byłam aktualnie sama i nie miałam najmniejszej ochoty pozostawiać bagażu bez opieki, zaś zabranie go ze sobą na jakąkolwiek przechadzkę nie wchodziło w grę z uwagi na jego ciężar. Wejście do przedziału nowej współpasażerki było niemal wybawieniem. Nareszcie ktoś podzielał moją frustrację, ponadto deklarował zamiar towarzyszenia mi w niej jeszcze przez kilka godzin podróży. - To wszystko przez wydłużenie tras na okres wakacji - tłumaczyłyśmy sobie nawzajem i od razu zrobiło się lepiej.

Frustracja i ponura rezygnacja


Kolejka DART na stacji w Dublinie. / Fot. U.A.MarczewskaW miarę upływu czasu z sąsiednich przedziałów dały się słyszeć głosy zniecierpliwienia i niezadowolenia. Część pasażerów najwyraźniej nie wiedziała wcześniej o wydłużeniu czasu podróży z Krakowa do Lublina. Ponadto wielu z nich czekała potem jeszcze dalsza podróż. Czy pociągi, które według obowiązującego kilka tygodni temu rozkładu powinny czekać na nich na stacji w Lublinie, na pewno tam będą? Po korytarzu przemykali pasażerowie w poszukiwaniu kompetentnej w zakresie rozpatrywanych kwestii osoby, niektórzy dzwonili do mającej dostęp do internetu rodziny. I choć uzyskiwane informacje były na ogół kojące, frustracja nie ustępowała. Wszak dojechanie na miejsce o godzinę później niż zazwyczaj, o wpół do dwunastej w nocy, oznaczało konieczność liczenia się z problemami komunikacyjnymi także w ramach miasta.

Tuż po ruszeniu pociągu nastąpiło sprawdzanie biletów. Pani kontrolerka przywitała nas uśmiechem: - O, grzejemy? I, być może wzruszona żałosnymi i nieco na siłę uprzejmymi uśmiechami moim i współpasażerki, obiecała poradzić coś w kwestii upału. Tymczasem robiło się coraz później. Za oknem niewiele dało się już zobaczyć. Na szczęście w wagonie działało światło. Odłożyłam przeczytaną książkę, sięgnęłam po drugą. Starałam się nie zerkać na zegarek. Nie chciałam śledzić ślimaczącego się czasu, wciąż dzielącego mnie od możliwości zmycia z siebie brudów podróży.

Sześć i pół godziny później, 350 kilometrów dalej...


Współpasażerka opuściła mnie na przedostatniej stacji. Nie miałam już siły czytać. Brudna, zmęczona, po lekturze przeszło 200 stron tekstu, sześciu godzinach jazdy i 350 przejechanych kilometrach zaczęłam się pakować. Zaskoczona zauważyłam wiszące na wieszaczkach gazetki, zawierające rekomendujące różne książki fragmenty. Uśmiechnęłam się złośliwie: darmowa lektura kilkunastu stron jako rekompensata za dodatkową godzinę podróży?

Pociąg oczywiście miał drobne opóźnienie. Po sześciu godzinach i dwudziestu minutach opuściłam wagon. Za kilka dni udam się w drogę powrotną. Ciekawe, ile będzie trwała. Wiem tylko, że siedem lat temu, kiedy po raz pierwszy przemierzałam tę tak dobrze mi dziś znaną trasę, podróż trwała tylko cztery godziny.

Nie zakładam złej woli pracowników PKP, odpowiedzialnych za rozkład jazdy. Ale zadowolenie klientów nie będzie się przecież opierać na wyrozumiałości i stałemu oczekiwaniu na lepsze czasy. A w moim przypadku przynajmniej na te sprzed kilku lat.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (20):

Sortuj komentarze:

Update:
Poranny pociąg relacji Lublin-Kraków jedzie teraz 6.31 :D czyli jeszcze dłużej :-)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 22.07.2008 21:46

Kiedyś była 1 firma : PKP, teraz tym działem komunikacji zajmuje się ponad 20 spółek. Jedna ma tabor normalny, druga intercity, trzecia tory, czwarta budynki stacyjne itd. Jak tak dalej pójdzie, to okaże się że jedna spółka będzie zarządzać lewą szyną, druga prawą a trzecia kablem z prądem - być może wtedy będzie osiągnięte dno i ktoś się może od niego odbije. Byle by tylko nie odbiło się to na pasażerach. Bo tak na dobrą sprawę to kolejarzom wydaje się, że to pasażerowie są stworzeni dla nich a nie odwrotnie. Dopóki ta mentalność wśród braci kolejarskiej nie zostanie zmieniona, to Kolej będzie coraz gorsza. Kolejarze poprawcie się!!!! Bo jak zabraknie pasażerów to co będziecie robili?

Komentarz został ukrytyrozwiń

trochę długa ta podróż po tekście jak i po szynach.
z + rzecz jasna

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agato - wycieczka krajobrazowa gwarantowana. Ale nie pomogę, słyszałem to w Teleexpressie...i słowa Orłosia mi gdzieś uciekły:P

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ za szczegółową relację z podróży koleją. :)
Koleją wg której, niegdyś, podobno regulowano zegarki!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 22.07.2008 21:23

Tydzień temu moi znajomi spędzili 3,5h (tak, tak, słownie: trzy i pół godziny) czekając na peronie na Helu
(kto był, ten wie, jak wygląda tamten peron...) na pociąg. Ot, takie opóźnionko. Mieli być w Warszawie o 22, byli po 3 w nocy. Więc nie dość, że 3,5h opóźnienia, to jeszcze podróż wydłużona o półtorej godziny. Kochamy PKP.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Milan, jaka to trasa?:) Warto zwiedzić, he he.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na jednej z tras pociąg jedzie specjalnie 16 km na godzinę...:D Wszystko po to by, być o danym czasie na stacji docelowej. Fiu, dwa razy szybciej można jechać rowerem:D
Ludzie na tej trasie wyciągają ręce i zrywają liście z drzew:D
A, +

Komentarz został ukrytyrozwiń

plus za nietypowy tekst na typowy temat

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.