Pozycja materiału w rankingach:
Po tym jak ze spotkania premierów Polski i Wietnamu w Belwederze została wyproszona Tôn Vân Anh, biuro prasowe rządu nie wydało oficjalnego komunikatu. Gazecie internetowej Wiadomości24.pl incydent wyjaśnia Dariusz Aleksandrowicz, rzecznik Biura Ochrony Rządu.
Jan Ziółkowski: Jak to się stało, że wietnamska dziennikarka z akredytacją - Tôn Vân Anh została w piątek wyproszona z Belwederu?
MSWiA poda wyjaśnienie tego incydentu, i to od nich należy spodziewać się odpowiedzi, nie z Kancelarii Premiera?Zobacz także:
Artykuły
(28)
Galerie
(6)
Średnia ocen
(4.62)
Wiek: 25 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
O mnie: Humanista-teocentryk, polityk społeczny, dziennikarz, poeta, warszawiak. Żyję dla Jezusa.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Ireneusz Mosiczuk 24.10.2010 20:54
@Van Anh Ton Miła Pani już z tego co Pani napisała i jakich użyła sformułowań jestem przekonany o zasadności działania BOR. Pani wybaczy ale ja również nie życzę sobie "zadym" w trakcie spotkań dyplomatycznych, których autorami są cudzoziemcy. Tak się postępuje na całym świecie.
Van Anh Ton 02.11.2007 21:17
Witam serdecznie,
to moj pierwszy wpis.
chcialabym przede wszystkim bardzo dziekowac Redaktorowi, Redakcji i wszystkim za postawe, uwagi i troske w sprawie.
Chcialam tylko jeszcze pare slow wyjasnienia.
* wyrzucony zostal takze polski dziennikarz kontrateksty.pl , Jedrzej Karpinski. Obserwowal zajscia, udalo mu sie go zarejestrowac aparatem fotograficznym. Zdjecia umieszczone na orient.waw.pl , zapraszam do odwiedzenia ten nowej, ciekawej strony Orientu. Znajdziecie na Orient wszystkie linki, dzieki ktorym mozna latwo sledzic sprawe.Redakcja Kontratekstow i nasze srodowisko nie zamierzamy odpuscic sprawy.
* wyjasnienie rzecznika BORu jest dla nas niewystarczajace. Pominal najwazniejsze kwestie, np. dlaczego akredytacja nie chronila nas od czerwonych, nie dala mozliwosci uczestniczenia w konferencji. BOR mial 2 dni od czasu uzyskania przeze mnie akredytacji, by zweryfikowac moja osobe. Weszlam na teren Belwederu, a wiec musialam zostac 'pozytywnie zweryfikowana'. A tu byle wietnamski ubek rekoma polskiego Borowika usunal mnie z palacu polskiego Premiera w niecale 5 minut! To hanba dla Wietnamczykow. Wstyd mi za swoja rodzima 60cio-osobowa delegacje, ktora tak obawiala sie bezbronnej dziennikarki, ze az musiala zastosowac prymitywna metode, kompromitujac przy tym Gospodarzy.
Jeszcze raz dziekuje Wam za uwage i za postawe. Chcialam to zrobic wczesniej ale, wstyd sie przyznac, nie umialam sie zalogowac.
Chcialam napisac standardowy post, z polskimi znaczkami, ale siedze akurat przy kompie, w ktorym nie ma polskich znakow. Licze na wyrozumialosc.
Van Anh
aha, w Belwederze akredytowana bylam jako dziennikarka Radia Wolna Azja, posiadalam takze legitymacje Kontratekstow. strona cauvong.waw.pl nigdy nie funkcjonowala, choc to wcale nie wyklucza istnienia ukladu :) . Naszym marzeniem jest, by powstal dwujezyczny portal o Wietnamie i Wietnamczykach. Mam nadzieje, ze bedzie mozna w krotce Wam go przedstawic. Pozdrawiam serdecznie
Autor usunął profil 21.09.2007 01:52
(+) Czekam na ciąg dalszy, mimo, że temat nikogo z tzw. "dziennikarzy obywatelskich" nie interesuje.
Zbigniew Michał Twerd 18.09.2007 17:54
Jak chce sie zarabiać na interesach z z Chinami czy Wietnamem to trzeba czasem robić rożne brzydkie rzeczy. Sam nie wiem...Powinniśmy iść tu śladem Stanów i Niemiec i reszty UE czy nie ?
Czy Chrystusowi narodów to wypada?
Marta Wieszczycka 18.09.2007 14:55
Tak jak faktycznie trudno mieć pretensje do Borowików, że niewiele wiedząc zareagowali na sygnał, tak pojawia się uporczywie pytanie, czy do takich spotkań nie powinni się jednak lepiej przygotowywać. Bo wychodzi na to, że nasz BOR dał się zwyczajnie podpuścić.
I teraz całe odium spadnie na Polskę i nasze władze. Bo to po prostu wstyd, żeby w kraju, który sam zwalczył komunizm doszło do takiego potraktowania dziennikarki radia Wolna Azja. Przecież gdyby w latach 80-tych w demokratycznym państwie tak samo potraktowano polskiego dziennikarza radia Wolna Europa, to nikogo by nie obchodziło, że to jakieś tam miejscowe służby się nie zorientowały w czym rzecz...
Zbigniew Michał Twerd 18.09.2007 14:44
Ma prawo. A gospodarze mogą tego zadania nie uwzględnić i narazić sie na odwołanie albo przeniesienie spotkania.