Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

30267 miejsce

Rzecznik BOR tłumaczy, dlaczego z Belwederu wyproszono dziennikarkę

Po tym jak ze spotkania premierów Polski i Wietnamu w Belwederze została wyproszona Tôn Vân Anh, biuro prasowe rządu nie wydało oficjalnego komunikatu. Gazecie internetowej Wiadomości24.pl incydent wyjaśnia Dariusz Aleksandrowicz, rzecznik Biura Ochrony Rządu.

Dariusz Aleksandrowicz - rzecznik Biura Ochrony Rządu - w swoim biurze. / Fot. Jan Piotr ZiółkowskiJan Ziółkowski: Jak to się stało, że wietnamska dziennikarka z akredytacją - Tôn Vân Anh została w piątek wyproszona z Belwederu?
Dariusz Aleksandrowicz: W trakcie spotkania oficer Biura Ochrony Rządu otrzymał sygnał od przedstawicieli delegacji wietnamskiej o możliwości zakłócenia spotkania przez konkretną osobę. Tą osobą była wspomniana przez pana dziennikarka. Oficer ten podjął działania, mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa osobom ochranianym oraz niedopuszczenie do różnych, nieprzewidzianych zdarzeń, którego mogły wystąpić w następstwie tej informacji.

Czy ambasada wietnamska sprawdzała listę akredytowanych dziennikarzy i czy ta akredytacja nie mogłaby być dla nich potwierdzeniem wiarygodności ludzi uczestniczących w konferencji?
- O ile mi wiadomo, nie ma takiego zwyczaju, by goście ingerowali w listy dziennikarskie w kraju, w którym są z wizytą.

To znaczy, że o obecności tej dziennikarki dowiedzieli się na spotkaniu?
- Prawdopodobnie tak.

Kiedy Kancelaria Prezesa Rady Ministrów została poinformowana o incydencie i kiedy można się spodziewać oficjalnych wyjaśnień z tej strony?
- Szczegółowe wyjaśnienia i notatki osób, które uczestniczyły w tym zdarzeniu, notę dyplomatyczną ambasady Wietnamu już przekazaliśmy do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji celem weryfikacji.

Ton Van Anh, wietnamska dziennikarka i działaczka społeczna, wyproszona w piątek 14 września z Belwederu. / Fot. Jan Piotr ZiółkowskiMSWiA poda wyjaśnienie tego incydentu, i to od nich należy spodziewać się odpowiedzi, nie z Kancelarii Premiera?
- Myślę, że tak.

Pan mówił o tym, że nie było już czasu na weryfikację powodów wyproszenia dziennikarki. Na czym polegałoby sprawdzenie, czy jest to osoba będąca rzeczywistym zagrożeniem dla porządku spotkania? Ile mogłoby to trwać?
- Ważny dla całej sprawy jest fakt, że sygnał ze strony wietnamskiej nie pochodził wyłącznie od służb dyplomatycznych, ale również od przedstawicieli służb ochrony, więc dla nas była to miarodajna informacja. Została zresztą później potwierdzona notą dyplomatyczną, w której wskazuje się na zasadność tej decyzji i potwierdzenie informacji przez inne służby.

Czy strona wietnamska uzasadniała jakoś tę prośbę? To znaczy jak dziennikarka miałaby zakłócić porządek konferencji?
- My w tej chwili roztrząsamy to spotkanie bardzo dokładnie, na minuty, na cząstki. Proszę pamiętać, że w trakcie takiego spotkania, taka informacja i czas na reakcję to często minuty lub sekundy. Jeżeli wiadomo o jakimkolwiek zagrożeniu, to my musimy reagować i nie ma czasu na pytanie: czy pani wniosła ulotkę, czy pani ma tort, czy pani chce krzyczeć, albo zatańczyć na tym spotkaniu. My jesteśmy od tego, żeby zapewnić tam bezpieczeństwo i porządek. Wiem, że państwo być może doszukują się jakiegoś kontekstu politycznego, ale naprawdę go tam nie ma. Spotkałem się z takim pytaniem (od TVN24.pl): - skoro ta pani była sprawdzana "pirotechnicznie", weszła, to jakie mogła stanowić zagrożenie? - A jednak mogła. Przykładem jest wizyta byłego premiera Jerzego Buzka w auli uniwersyteckiej we Wrocławiu. Same przyjazne grono – z jednej strony profesor, z drugiej studenci, wykład. Tylko osoby, które były zaproszone i potwierdzone. A mimo wszystko ktoś wyciągnął tort czy ciastko z kremem i próbował przejechać nim po plecach premiera, by go ośmieszyć. I teraz moje pytanie: czy to jest ośmieszenie czy zakłócenie porządku? I czy BOR powinien do tego dopuścić? Gdyby coś podobnego miało miejsce znowu, to kto byłby chłopcem do bicia?

Trudno mieć pretensje do BOR. Jeśli ktoś jest winien bezpodstawnego wyproszenia Ton Van Anh, są to raczej Wietnamczycy i ich dziwne metody działania...
- Możemy popaść w paranoję i zabierać dziennikarzom kanapki, mikrofony i mówić, że jest pełne bezpieczeństwo, ale czy tędy droga? Tak jak mówiłem: zareagowaliśmy na sygnał, jaki dostaliśmy, a nie było czasu, ani możliwości weryfikować tego na miejscu. To, co jest warte podkreślenia – i tutaj duży szacunek – że dziennikarka nie protestowała, poddała się procedurom. Nie było żadnych szarpanin i obyło się bez użycia siły.

Czytaj o wydarzeniu i obejrzyj film z wypowiedzią Ton Van Anh dla Wiadomości24.pl:
Wietnamska dziennikarka wyrzucona z Belwederu!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

@Van Anh Ton Miła Pani już z tego co Pani napisała i jakich użyła sformułowań jestem przekonany o zasadności działania BOR. Pani wybaczy ale ja również nie życzę sobie "zadym" w trakcie spotkań dyplomatycznych, których autorami są cudzoziemcy. Tak się postępuje na całym świecie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witam serdecznie,
to moj pierwszy wpis.
chcialabym przede wszystkim bardzo dziekowac Redaktorowi, Redakcji i wszystkim za postawe, uwagi i troske w sprawie.

Chcialam tylko jeszcze pare slow wyjasnienia.
* wyrzucony zostal takze polski dziennikarz kontrateksty.pl , Jedrzej Karpinski. Obserwowal zajscia, udalo mu sie go zarejestrowac aparatem fotograficznym. Zdjecia umieszczone na orient.waw.pl , zapraszam do odwiedzenia ten nowej, ciekawej strony Orientu. Znajdziecie na Orient wszystkie linki, dzieki ktorym mozna latwo sledzic sprawe.Redakcja Kontratekstow i nasze srodowisko nie zamierzamy odpuscic sprawy.

* wyjasnienie rzecznika BORu jest dla nas niewystarczajace. Pominal najwazniejsze kwestie, np. dlaczego akredytacja nie chronila nas od czerwonych, nie dala mozliwosci uczestniczenia w konferencji. BOR mial 2 dni od czasu uzyskania przeze mnie akredytacji, by zweryfikowac moja osobe. Weszlam na teren Belwederu, a wiec musialam zostac 'pozytywnie zweryfikowana'. A tu byle wietnamski ubek rekoma polskiego Borowika usunal mnie z palacu polskiego Premiera w niecale 5 minut! To hanba dla Wietnamczykow. Wstyd mi za swoja rodzima 60cio-osobowa delegacje, ktora tak obawiala sie bezbronnej dziennikarki, ze az musiala zastosowac prymitywna metode, kompromitujac przy tym Gospodarzy.

Jeszcze raz dziekuje Wam za uwage i za postawe. Chcialam to zrobic wczesniej ale, wstyd sie przyznac, nie umialam sie zalogowac.
Chcialam napisac standardowy post, z polskimi znaczkami, ale siedze akurat przy kompie, w ktorym nie ma polskich znakow. Licze na wyrozumialosc.
Van Anh

aha, w Belwederze akredytowana bylam jako dziennikarka Radia Wolna Azja, posiadalam takze legitymacje Kontratekstow. strona cauvong.waw.pl nigdy nie funkcjonowala, choc to wcale nie wyklucza istnienia ukladu :) . Naszym marzeniem jest, by powstal dwujezyczny portal o Wietnamie i Wietnamczykach. Mam nadzieje, ze bedzie mozna w krotce Wam go przedstawic. Pozdrawiam serdecznie

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 21.09.2007 01:52

(+) Czekam na ciąg dalszy, mimo, że temat nikogo z tzw. "dziennikarzy obywatelskich" nie interesuje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak chce sie zarabiać na interesach z z Chinami czy Wietnamem to trzeba czasem robić rożne brzydkie rzeczy. Sam nie wiem...Powinniśmy iść tu śladem Stanów i Niemiec i reszty UE czy nie ?
Czy Chrystusowi narodów to wypada?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak jak faktycznie trudno mieć pretensje do Borowików, że niewiele wiedząc zareagowali na sygnał, tak pojawia się uporczywie pytanie, czy do takich spotkań nie powinni się jednak lepiej przygotowywać. Bo wychodzi na to, że nasz BOR dał się zwyczajnie podpuścić.
I teraz całe odium spadnie na Polskę i nasze władze. Bo to po prostu wstyd, żeby w kraju, który sam zwalczył komunizm doszło do takiego potraktowania dziennikarki radia Wolna Azja. Przecież gdyby w latach 80-tych w demokratycznym państwie tak samo potraktowano polskiego dziennikarza radia Wolna Europa, to nikogo by nie obchodziło, że to jakieś tam miejscowe służby się nie zorientowały w czym rzecz...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ma prawo. A gospodarze mogą tego zadania nie uwzględnić i narazić sie na odwołanie albo przeniesienie spotkania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.