Prasa znowu huczy od nowinek na temat pani Ewy Sowińskiej. Jeszcze na dobre nie ucichły echa jej słynnego wystąpienia w sprawie "seksu przed osiemnastką", a już mamy nową aferę. Oto dziennikarz "Super Expressu" przeprowadził z panią rzecznik rozmowę telefoniczną, podając się za... przedstawiciela Radia Maryja. Zrugał swoją interlokutorkę za poruszanie nieprzystojnych tematów w okresie świątecznym i skłonił do gęstego tłumaczenia się oraz obietnicy wycofania uprzednio wygłoszonych poglądów w "wiadomej sprawie".
W piątkowy ranek media zgodnym chórem doniosły o oburzeniu, jakie incydent ten wywołał w kręgach politycznych. Że panią rzecznik trzeba natychmiast odwołać - wątpliwości mają już tylko nieliczni i najbardziej zatwardziali jej obrońcy. Fora internetowe roją się od niewybrednych komentarzy, a lista epitetów, jakimi pani rzecznik jest w nich obdarzana, mogłaby posłużyć do stworzenia bardzo interesującej pracy językoznawczej.
Mnie zaś w tym wszystkim zastanowiło jedno: czy pani Sowińska naprawdę zajmuje się tylko produkowaniem skandali?

Chłodniejszym okiem
Niewątpliwie, takie wrażenie można odnieść, śledząc medialną karierę pani rzecznik. Wszyscy doskonale pamiętamy homoseksualne Teletubisie. Na długo w pamięć zapadnie nam seks (a raczej, co daj Boże, jego brak) przed osiemnastką. A prowokacja "Super Expressu" powiększy listę smakowitych anegdotek z serii "Jak to sprytny dziennikarz zapędził polityka w kozi róg". Próżno szukać w mediach choćby śladu innej działalności pani rzecznik, zatem wniosek nasuwa się sam: pani Sowińska nic nie robi! Poza ośmieszaniem siebie i swego urzędu, rzecz jasna.
Postanowiłam sprawdzić, czy "prawda ekranu" aby na pewno pokrywa się z "prawdą czasu". Innymi słowy, czy medialny obraz pani rzecznik i jej działalności publicznej jest - że użyję chętnie eksploatowanego w dziennikarstwie słowa - rzetelny. Otóż na moje (fakt, że laickie i krótkowzroczne) oko - nie jest!
Wystarczy wejść na stronę internetową Rzecznika Praw Dziecka, by się zorientować, że pani Sowińska coś jednak robi. Weźmy tylko dwa ostatnie miesiące - luty i marzec. W tym okresie pani rzecznik wystosowała co najmniej dziesięć pism do różnych instytucji, poruszając w nich kwestie naprawdę istotne z punktu widzenia jej urzędu oraz tych, których interesu ma on bronić. Oto kilka przykładów:
- Wystąpienie do Minister Zdrowia w sprawie nieprzyjmowania do przedszkoli dzieci chorych na cukrzycę, posiadających pompę do stałego wlewu insuliny;
- Wystąpienie do Minister Edukacji Narodowej w sprawie prowadzenia rekrutacji do przedszkoli publicznych;
- Wystąpienie do Minister Edukacji Narodowej w sprawie problemu przywrócenia opieki medycznej w szkołach;
- Wystąpienie do Minister Zdrowia i Minister Pracy i Polityki Społecznej w sprawie prawa rodziców do opieki nad dziećmi hospitalizowanymi;
-Wystąpienie do Ministra Sprawiedliwości w sprawie problemu stosowania kar cielesnych wobec dzieci.
Czy powyższe sprawy można uznać za błahe? Cóż, każdy, kto choć raz miał dziecko w szpitalu, kto ma problem z przyjęciem pociechy do przedszkola lub zetknął się z kwestią używania przemocy fizycznej wobec dzieci, z pewnością zaprzeczy. Dlaczego więc mówi się o tym tak niewiele lub zgoła nic?
Co i kogo obchodzi
Ano pewnie dlatego, że informowanie społeczeństwa o żmudnej, choćby nawet najszlachetniejszej pracy, uznawane jest przez większość mediów jako zupełnie pozbawione komercyjnego sensu. No, bo co jest atrakcyjnego w tym, że ktoś się troszczy, by rodzice mogli przebywać w szpitalu wraz ze swym chorym dzieckiem? Czy ktoś popędzi do kiosku, by przeczytać o tym, że dziecko chore na cukrzycę powinno mieć takie samo prawo do zabawy z rówieśnikami w przedszkolu jak jego zdrowi koledzy? Teletubiś z torebką - to co innego!
Toteż pani Ewa Sowińska może się dwoić i troić, może sobie podejmować dowolną liczbę interwencji, a i tak ma jak w banku, że pies z kulawą nogą o tym nie przeczyta. No, chyba, że ten pies z kulawą nogą przeprowadzi prywatne śledztwo, niezrażony medialnymi doniesieniami o kolejnych kompromitacjach wiadomego urzędu.
I żeby była jasność. Nie bronię wyskoków pani rzecznik. Nie twierdzę, że fakt, iż urzędnik państwowy gęsto się tłumaczy przez rzekomym przedstawicielem pewnego radia, nie zasługuje na potępienie. Nie lekceważę popełnianych przez tegoż urzędnika niezręczności i gaf. Ale lubię, kiedy rzeczy mierzy się sprawiedliwą miarą. Nawet jeśli dotyczy to kogoś, kto jest nadwrażliwy na orientację seksualną Teletubisiów.