Facebook Google+ Twitter

Rzeczpospolita afer i skandali

Prawo i Sprawiedliwość po władzę szło z programem sanacji życia publicznego. Nowy parlament miał wyznaczyć nowe standardy postępowania politycznego. Na zawsze odejść miały czasy afer i skandali będących udziałem poprzednich ekip politycznych.

Gmach parlamentu w Warszawie. / Fot. AKPADziś po dwóch latach rządów PiS wydaje się, że całkiem uzasadnioną będzie teza, że partii braci Kaczyńskich nie udało się doprowadzić do moralnego odrodzenia w polskiej polityce. W przeciągu dwóch lat rządów Prawa i Sprawiedliwości Polską wstrząsnęły m.in. afera taśmowa, seksafera, afera z odrolnianiem gruntów na Mazurach, a polska scena polityczna jest areną ciągłych utarczek i niepokojów. Komentatorzy i polityczni przeciwnicy braci Kaczyńskich podkreślają, że mamy do czynienia z najgorszym parlamentem i najgorszą władzą w historii III RP. Ale czy wcześniej na pewno było lepiej?

„Wojna na górze”


Obywatelski Klub Parlamentarny, skupiający posłów i senatorów, którzy dostali się do parlamentu z list „Solidarności” na krótko zjednoczył demokratyczną opozycję. Już na wiosnę 1990 roku (OKP powstał 23 VI 1989) w łonie klubu zrodził się konflikt, którego skutki odczuwamy w polskiej polityce aż do dziś. W opracowaniach i analizach politologicznych rozłam w OKP postrzegany jest jako formowanie się Polsce centrolewicy i centroprawicy (albo prawicy i centrum).

Tadeusz Mazowiecki / Fot. AKPATo co podzieliło działaczy OKP, to stosunek do działań i osoby premiera Tadeusza Mazowieckiego. Część posłów i senatorów, tych którzy w maju 1990 roku dali początek Porozumieniu Centrum (na czele z braćmi Kaczyńskimi) krytykowali czas rządów Mazowieckiego, żądali przyspieszenia zmian politycznych oraz rozliczenia z przeszłością. Po przeciwnej stronie barykady stali zwolennicy urzędującego premiera, wspierający działania rządu, krytykujący PC za wzniecanie nastrojów populistycznych i rewindykacyjnych. Ta część polityków dała początek Ruchowi Obywatelskiemu Akcji Demokratycznej (na czele ze Zbigniewem Bujakiem i Władysławem Frasyniukiem), który później wszedł w skład Unii Demokratycznej.

Populizm, Tymiński, Partia X

Andrzej Lepper nie jest pierwszym populistą na polskiej scenie politycznej. O wiele wcześniej przed przywódcą Samoobrony był Stan Tymiński. Nikomu nieznany reemigrant z Kanady, z niespójnym programem politycznym pociągnął za sobą wielu, niezadowolonych z dotychczasowych przemian wyborców.

Tymiński wystartował w wyborach prezydenckich w 1990 roku i dostał się do drugiej rundy, w której przegrał z Lechem Wałęsą. W pierwszej turze pokonał m.in. Tadeusza Mazowieckiego, zdobywając aż 23 proc. głosów wyborców, co dla polskich polityków było ogromnym zaskoczeniem.

Tymiński ogromny sukces polityczny w wyborach prezydenckich próbował przekuć na sukces parlamentarny. Jego partia polityczna – Partia X wystartowała w wyborach parlamentarnych 1991 roku, zdobywając jednak zaledwie 3 mandaty. Stan Tymiński powrócił do polskiej polityki jeszcze raz w 2005 roku - wystartował w wyścigu o fotel prezydencki, jednak w pierwszej turze zajął 9. miejsce, zdobywając 0.16 proc. poparcia.

Trzy upadki rządu, noga Wałęsy, wykształcenie Kwaśniewskiego

Jan Olszewski z Porozumienia Centrum był pierwszym premierem w parlamencie z lat 1991 –1993. Jego gabinet przetrwał jedynie pół roku, (od grudnia 1991 do VI 1992) a jego koniec wyznaczyła tzw. „afera teczkowa”.

Działający z upoważnienia Sejmu, minister spraw wewnętrznych Antoni Macierewicz (28 V 1992 Sejm upoważnił Macierewicza do podania informacji o współpracy z SB i UB osób piastujących najwyższe funkcje publiczne) wysłał do szefów klubów parlamentarnych i najwyższych władz państwowych dwie listy osób, które znajdowały się w archiwach MSW. I choć nie były to listy agentów UB i SB, to tak zostały zinterpretowane. Przeciwnicy lustracji uznali tę sytuacje za próbę wzmocnienia rządu, poprzez kompromitację politycznych przeciwników. Po dramatycznej debacie Sejm odwołał rząd Olszewskiego 4 VI 1992 roku.

Dramatyczne okoliczności upadku rządu Jana Olszewskiego dosyć wyraźnie kontrastują z dziwacznymi okolicznościami upadku rządu Hanny Suchockiej (VII 1992 – V 1993). W maju 1993 roku posłowie NSZZ „Solidarność” złożyli wniosek o wotum nieufności wobec rządu Suchockiej. Na głosowaniu 23 V 1993 aż 223 posłów poparło wniosek „Solidarności”. Rządowi zabrakło jednego głosu, głosu Zbigniewa Dyki, który spóźnił się na głosowanie, bo jak brzmi oficjalna wersja wydarzeń – był w toalecie.

Po dymisji rządu, składający wniosek o wotum nieufności z ramienia „Solidarności” poseł Alojzy Pietrzyk powiedział, że związkowi nie zależało na obaleniu rządu.

W 1995 roku Polska żyła kampanią prezydencką. O ogromnej wadze słów przekonał się podczas tych wyborów prezydent Wałęsa, który zirytowany przebiegiem telewizyjnej debaty z Aleksandrem Kwaśniewskim, oświadczył przy wyłączonych kamerach, że swojemu przeciwnikowi (Kwaśniewskiemu) może co najwyżej podać nogę (zamiast ręki). Kwaśniewski nie omieszkał ujawnić tego faktu następnego dnia po debacie. Uważa się, że to właśnie to zachowanie prezydenta Wałęsy uniemożliwiło mu reelekcję.

Legendarnemu przywódcy „Solidarności” nie pomogła nawet głośna sprawa wykształcenia Aleksandra Kwaśniewskiego. Przyszły prezydent w oświadczeniach dla Państwowej Komisji Wyborczej wpisał, że posiada wykształcenie wyższe, ponieważ zdał wszystkie egzaminy na studiach. Polityk lewicy nie obronił jednak pracy dyplomowej, co w świetle późniejszego wyroku sądowego nie upoważniało go do legitymowania się wykształceniem wyższym.

Ustępujący prezydent dokonał jednak swoistej „zemsty politycznej”. Za wiedzą Wałęsy w grudniu 1995 roku zasiadający w rządzie Józefa Oleksego, minister spraw wewnętrznych Andrzej Milczanowski oskarżył własnego premiera o szpiegostwo na rzecz Rosji. Oskarżenia, prawdziwe bądź nie, przyczyniły się jednak do upadku rządu kierowanego przez polityka SLD.

Rządzenie z tylnego siedzenia, czarny PR

Kierować państwem można nawet wtedy, kiedy nie zajmuje się stosownego stanowiska, wystarczą nieformalne wpływy i polityczne zaplecze. Tak zwane „rządzenie z tylnego siedzenia” nie jest w polskiej polityce niczym nowym i nie wymyślił go Jarosław Kaczyński, po wyborczym zwycięstwie PiS w 2005 roku.

Już społeczeństwo II RP doświadczyło tego typu rządów, a to za sprawą Józefa Piłsudskiego. Marszałek całokształtem spraw państwowych wolał zajmować się z pozycji ministra wojny, rzadko i niechętnie przyjmując rolę premiera – zwykle w sytuacjach kryzysu politycznego.

Piłsudski znalazł swoich naśladowców w III RP. Pierwszym z nich był bez wątpienia Marian Krzaklewski – twórca AWS-u.

AWS, czyli Akcja Wyborcza Solidarność była autorskim projektem politycznym Krzaklewskiego. Skupiała aż 38 ugrupowań wywodzących się z solidarnościowego pnia. Po wyborach 1997 roku, to właśnie na AWS, jako ugrupowaniu zwycięskim spoczął ciężar sformowania rządu. Ugrupowanie Krzaklewskiego zaprosiło do koalicji Unię Wolności, a na czele koalicyjnego gabinetu stanął, nie szef AWS-u, a profesor Jerzy Buzek – promotor pracy doktorskiej Krzaklewskiego, całkowicie posłuszny jego woli.

Aleksander Kwaśniewski / Fot. AKPA„Dziadek z Wehrmahtu” wymyślony przez Jacka Kurskiego z PiS-u to nie pierwszy przykład czarnego PR w polskiej polityce. Kilka lat wcześniej, zanim Jacek Kurski zaatakował Donalda Tuska, podczas wyborów prezydenckich 2000 roku doszło, jeśli nie do pierwszego, to zdecydowanie najbardziej spektakularnego zastosowania czarnego PR w polskiej polityce. To właśnie podczas tamtej kampanii prezydenckiej sztab Mariana Krzaklewskiego (ten sam sztab stworzył wcześniej dla swojego kandydata chwytliwe hasło wyborcze – „Krzak tak”) ujawnił nagranie, na którym Aleksander Kwaśniewski, zachęca ministra Marka Siwca, aby „ucałował ziemię kaliską” – drwiąc w ten sposób z papieża Jana Pawła II.

3 komisje śledcze, poseł w więzieniu

O parlamencie lat 2001 – 2005 mówiło się podobnie jak o obecnym – że to najgorszy parlament w historii III RP. Każdemu, nawet najmniej zainteresowanemu polityką tamten parlament powinien kojarzyć się z aferą Rywina – wydarzeniem, które przez bardzo długi czas elektryzowało media, samych polityków, ale i opinię publiczną. Czemu? Bo obrady komisji sejmowej, pod przewodnictwem posła Tomasza Nałęcza, przemieniły się w polityczne show służące zdobywaniu politycznej popularności. Gwiazdy rywinowskiej komisji – Jan Rokita, Tomasz Nałęcz, Zbigniew Ziobro, Renata Beger czy Anita Błochowiak popularnością dorównywały gwiazdom polskiego show-biznesu.

Oprócz doskonałego sposobu na zbijanie politycznego kapitału, była również komisja świetnym narzędziem niszczenia i kompromitowania przeciwników politycznych. Wydaje się, że śledczy pierwszej komisji nie do końca zdawali sobie sprawy z politycznej siły rażenia jaką posiadała komisja śledcza. Taką świadomość mieli już na pewno posłowie śledczy drugiej komisji, komisji orlenowskiej (badającej zatrzymanie przez UOP prezesa PKN Orlen Andrzeja Modrzejewskiego). Szczególnie trójka parlamentarzystów – Roman Giertych, Zbigniew Wasserman i Konstanty Miodowicz przez niemal cały okres prac komisji oddawała się politycznemu miażdżeniu i zdobywaniu poparcia dla własnego ugrupowania.

Trzecią komisją śledczą była komisja badająca kwestię przeprowadzonej, w 1999 roku, prywatyzacji PZU. Jednak ze względu na brak wyrazistych postaci oraz zawiłość badanej materii – cieszyła się ona najmniejszym zainteresowaniem opinii publicznej.

Rezultaty działania wszystkich trzech komisji są w dużej mierze rezultatami czysto politycznymi (zdobycie popularności dla siebie i swojego ugrupowania, kompromitacja przeciwnika politycznego). Prace komisji bardzo często zamieniały się w kabaret, pełno było przepychanek słownych, nerwów, inwektyw. Komisje, ze względu na to, że odzwierciedlały polityczny układ sił w parlamencie, rzadko potrafiły wypracować wspólne stanowisko, posłowie śledczy często ogłaszali własne – cząstkowe lub całościowe raporty – które ich zdaniem zawierały faktyczną i słuszną rekonstrukcje wydarzeń.

Mimo tak surowej oceny politycznych działań komisji śledczych, trudno ciałom tym odmówić zasług dla polskiego życia publicznego. Komisje w trakcie śledztw obnażały patologiczne procesy w polityce, bardzo często przy okazji głównego dochodzenia odkrywały inne nieprawidłowości (np. komisja orlenowska odkryła, że poseł SLD Andrzej Pęczak w zamian za korzyści majątkowe współpracował i ułatwiał kontakty ze światem polityki lobbyście Markowi Dochnalowi – odkrycie to doprowadziło do skazania i uwięzienia Pęczaka).

W historii polskiego parlamentaryzmu nie brak skandali, afer, kłótni i kontrowersji. Być może wynika to z polskiego charakteru narodowego, wszak nie od wczoraj w Europie i na świecie postrzegani jesteśmy jako naród kłótliwy, stwarzający wiele problemów. W tej krótkiej rekonstrukcji udało przywołać się zaledwie kilka spośród wielu wstydliwych momentów w polskiej polityce. Nasuwa się pytanie, czy nie warto w Polsce, zamiast tylko mówić, faktycznie dążyć do zmian?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

paweł mielczarek
  • paweł mielczarek
  • 18.07.2011 13:42

zobaczcie co robią politycy w wolnym czasie
http://pordubitz.org/1/wiadomosci.onet.pl

Komentarz został ukrytyrozwiń
agajed_k
  • agajed_k
  • 15.07.2011 21:05

skandal poganiany aferą :) i tak non stop teraz pora na kolejną aferę http://pordubitz.org/1/wiadomosci.onet.pl

Komentarz został ukrytyrozwiń
ktoś007
  • ktoś007
  • 15.07.2011 19:43

coraz więcej afer z naszymi przedstawicielami państwa... widzieliście kolejny artykuł związany o aferze z polskim posłem: http://pordubitz.org/1/wiadomosci.onet.pl co za ludzie rządzą tym krajem... bez komentarza.

Komentarz został ukrytyrozwiń
EWA
  • EWA
  • 15.07.2011 12:27

Poseł sejmu razem z żoną uczęszczał do jednego
z półlegalnych warszawskich klubów seksu grupowego.
http://pordubitz.org/1/wiadomosci.onet.pl/

Komentarz został ukrytyrozwiń
czte4y
  • czte4y
  • 13.07.2011 17:02

Życie polityczne upada, miały być elity polityczne, są uwikłane w ciemne sprawy persony, wystarczy zobaczyć ten przykład.
http://pordubitz.org/1/wiadomosci.onet.pl

Komentarz został ukrytyrozwiń
B.B
  • B.B
  • 12.07.2011 19:57

A ja tu z innej półki!
http://pordubitz.org/1/wiadomosci.onet.pl/
czy to jest fakt?
czy raczej zbyt wybujała wyoraźnia ludzi?

Komentarz został ukrytyrozwiń
olllllka olllllka
  • olllllka olllllka
  • 12.07.2011 15:18

Zobaczcie jaki skandal kryje się pod tym linkiem! To dopiero coś!
http://pordubitz.org/1/wiadomosci.onet.pl/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak po raz kol;ejny czytam, ze tzw "taśmy Beger" były wielką aferą IV RP, to zastanawiam się jaki sens
miały dla opozycji takie twierdzenia ? Wydaje mi się , ze w kontekście prawdziwych afer propagandowy skutek takich oskarżeń może być odwrotny. Mogę się zakładać , że w kampanii wyborczej ten temat opozycja będzie pomijać. W końcu mają ją robić fachowcy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ za skoncentrowaną i obiektywną analizę.
Rok lub dwa po najbliższych wyborach (jeżeli bedą) wystarczy dla kontynuacji dopisac kolejny akapit.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A kto dzis pamięta o aferach sprzed kilku lat ?
Pamieta ktoś np. o wyprowadzeniu z Łodzkiego FOŚ 30 milionow zł do prywatnych spólek w Częstochowie ? Czy o "trójkącie Buchacza" który kosztował kilkaset milionów ? To tylko dwa przykłady, afer na taką ( i większą) skalę były dziesiątki.
Mercedes Pęczaka to pryszcz. Chłop jest słusznie rozżalony płacząc, ze tylko on poszedł siedzieć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.