"Rzeczpospolita" pisze, że w połowie października zgłosiła się do jej redakcji kobieta, która twierdziła, że ma nagrania kompromitujące senatora PO Krzysztofa Piesiewicza. Mówiła, że nie wywiązał się on z obietnicy załatwienia pracy. Domagała się najpierw 200, a później 400 tysięcy złotych.
Zobacz także: