Facebook Google+ Twitter

"Rzeczpospolita" zarzuca synoptykom błąd

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał notatkę prasową, w której odpowiada na pojawiające się w mediach sugestie, że nie przewidziała na czas burzy jaka miała miejsce we wtorek 21 sierpnia na Mazurach.

W czwartkowym wydaniu gazety "Rzeczpospolita" Izabela Kacprzak w tekście "Czy można było ostrzec żeglarzy" zarzuca meteorologom, że zbyt późno ostrzegli o wtorkowej nawałnicy, która pochłonęła życie trzech osób (liczba ta może się zwiększyć ze względu na trwające nadal poszukiwania kilku zaginionych). Rzekomą przyczyną takiego stanu rzeczy miał być brak łączności z radarem w Legionowie, który - zdaniem "Rz" -mógł mieć istotne znaczenie w przewidzeniu intensywności burzy.

Gazeta informuje, że IMGW wydało dla tamtego regionu trzy ostrzeżenia. Pierwsze o godzinie 6 rano, traktujące - zdaniem "Rz" - o "nadchodzącej na Mazury burzy", a którego treść pojawiła sie także w prognozie Radia Olsztyn. Kolejne ostrzeżenie podobnej treści wysłane zostało do Centrum Zarządzania Kryzysowego w Olsztynie o godz. 9, choć - jak donosi gazeta - już wtedy było wiadomo, że burza znad Rzeszowa idzie na północ. Ostatni, trzeci komunikat wydano na 50 minut przed feralnym uderzeniem żywiołu, gdzie - z informacji gazety wynika - w treści podano, że siła wiatru będzie wynosić 60 - 80 km/h.

Czytając dalej możemy się dowiedzieć, że o godzinie 15.07, kiedy nawałnica już siała zniszczenie, meteorolodzy wysłali korektę ostrzeżenia do CZK, którą przygotowano na podstawie obserwacji wykonanych na stacji w Mikołajkach. Centrum jednak, rozesłało ją dalej dopiero o godz. 15.26.

IMGW odpiera te zarzuty. W notatce prasowej twierdzi, że już pierwsze ostrzeżenie wydane o godzinie 6 informowało o tym, że takie zjawiska wystąpią. W treści ostrzeżenia można było przeczytać m.in., że wiatr „w czasie burz może być w porywach bardzo silny”. Kolejna prognoza o identycznej informacji została wysłana o godzinie 9. Trzecie ostrzeżenie, nadano o godz. 13.59 na obszar województw podlaskiego i warmińsko-mazurskiego. Jego treść brzmiała: „Nad zachodnią i północną częścią woj. podlaskiego występują burze przemieszczające się w kierunku woj. warmińsko-mazurskiego. Burze te mogą być miejscami gwałtowne. Mogą im towarzyszyć lokalnie intensywne opady deszczu o natężeniu do 30 m/h opady gradu i silny, porywisty wiatr, w porywach do 60-80 km/h”.

Gdy burze przybrały na sile, a stacja meteorologiczna w Mikołajkach około godz. 15, wskazywała prędkość wiatru sięgającą w porywach 35 m/s, wydano o 15.07 korektę ostrzeżenia na obszar województwa warmińsko-mazurskiego, gdzie było napisane: "Nad ww. województwem z południowego-wschodu na północny-zachód przemieszcza się gwałtowna burza z opadami gradu i intensywnym deszczem o natężeniu do 30 mm/h i bardzo silnym porywistym wiatrem w porywach osiągającym miejscami 130 km/h."

Wszystko jest tak jak pisze w "Rzeczpospolitej", jednak zdaniem Biura Prasowego Instytutu sugerowanie, że burze nie zostały przewidziane na czas jest nieprawdą. - Występowanie porywów wiatru o prędkościach do 35 m/s jest bardzo rzadkim zjawiskiem ekstremalnym, które ze względu na lokalny charakter procesów burzowych, ich niewielką skalę przestrzenną i czasową jest praktycznie nieprzewidywalne.

A brak łączności z radarem w Legionowie? Owszem ten radar ma duże znaczenie, ale głównie wtedy, kiedy potrzebne są informacje na temat wysokości opadu i ewentualnej możliwości wystąpienia sytuacji powodziowej. - W tym jednak przypadku wysokość opadów nie była ekstremalna i występujący w tym czasie brak danych radarowych nie miał zasadniczego wpływu na analizę sytuacji - twierdzi IMGW. Meteorolodzy podkreślają, że prócz tego radaru mają jeszcze do dyspozycji m.in. informacje z systemu detekcji wyładowań atmosferycznych oraz dane satelitarne. Wszystkie one wystarczyły na prawidłową ocenę sytuacji. A brak łączności z radarem w Legionowie spowodowany był awarią łącza telekomunikacyjnego.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Jak zwykle szuka się kozła ofiarnego jak jest jakaś tragedia. Po prostu pewnych nagłych i gwałtownych zjawisk meteorologicznych i w dodatku z duzą dokładnością nie da sie przewidzieć. Tu nawet najlepsza aparatura nie pomoże. Jak w Nowy Orlean uderzył huragan Katrina to też wszyscy wiedzieli, że będzie katastrofa ale mimo to ofiar nie udało się uniknąć. Przyrodę nie zawsze da się przechytrzyć. Ja słyszałem również opinie, że ofiary "białego szkwału" to najprawdopodobniej amatorzy którzy kompletnie zlekceważyli zasady bezpieczeństwa i zabrakło im doświadczenia. zamiast płynąć choćby do najbliższego brzegu to wracali do przystani, wielu nie założyło nawet kamizelek ratunkowych! Część z tych ludzi zginęła przez własną nieodpowiedzialność. I to oni sami są sobie winni.

Komentarz został ukrytyrozwiń

no tak teraz trzeba poszukać winnego : /

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.