Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

18915 miejsce

Rzemiosło nie umrze. W Łodzi powstała Aleja Ginących Zawodów

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2006-09-13 08:05

Stare drzewo z wrośniętymi w pień metalowymi schodami z pomostem – zdobi Aleję Ginących Zawodów w łódzkiej Manufakturze. W tym miejscu tradycja ma łączyć się z nowoczesnością. Będzie tu azyl dla odchodzącego w zapomnienie rzemiosła.

Mistrz kowalstwa artystycznego Jan Cygankiewicz stworzył kuźnię pod Strykowem, a w alei urządził galerię ręcznie kutych wyrobów, fot. Dziennik Łódzki – Odrestaurowałem te schody, bo to kawałek historii Łodzi – mówi Jan Cygankiewicz, mistrz rzemiosła kowalskiego, którego pracownia otwiera aleję. Pan Jan nie pochodzi z rodziny kowali. Z metalem miał jednak do czynienia od dziecka. Ojciec bowiem prowadził zakład ślusarski i mechaniki samochodowej. W czasach studiów w Politechnice Łódzkiej zetknął się z młodymi artystami, którzy powierzali mu najśmielsze projekty, by realizował je w metalu. Dziś oni są profesorami Akademii Sztuk Pięknych, a kowal projektuje już samodzielnie.

Kraty dla szejka


– Dzisiejsze i peerelowskie realia rzemiosła artystycznego to jakby dwie różne bajki – opowiada Cygankiewicz. – Początkowo żyłem z robienia lamp, świeczników i kandelabrów dla kościołów. Egzamin mistrzowski zdałem w Katowicach, bo tam działała najbliższa kuźnia mistrza rzemiosła. Moim oknem na świat okazały się ogólnopolskie i zagraniczne wystawy rzemiosła artystycznego.

Cygankiewicz pokazywał swoje prace w Centrum Kultury Polskiej w Londynie i Berlinie. Dzięki kontaktom zagranicznym, przybywało dużych zleceń. Wykonał kute kraty i balustrady dla teatru w Pradze. W ostatnich miesiącach PRL zdobył kontrakt na balustrady, kraty drzwiowe i okienne w trzech willach ministra spraw wewnętrznych Kuwejtu, bratanka króla.

– Na zlecenie twórców Manufaktury, zrekonstruowałem przęsła ogrodzeniowe i bramę wjazdową od ul. Ogrodowej – wylicza Cygankiewicz. – Od strony Pałacu Poznańskiego zburzyliśmy brzydkie, betonowe ogrodzenie i zastąpiliśmy je nowym, metalowym, żeby otworzyć perspektywę z rezydencji na Manufakturę. Obecnie ratuję kute ogrodzenie mauzoleum Heinzla ze Starego Cmentarza.

Spodnie dla rycerza


Swój sklep w alei otworzy Cepelia. Rzemieślnicy, którzy w latach 70. i 80. sprzedawali każdą ilość swych wyrobów w kraju i w innych "demoludach", po 1989 r. przeżyli szok. Nowobogaccy lokują każdą złotówkę w domy, samochody, sprzęt elektroniczny, a rękodzieło stało się rynkiem niszowym.

Rzemieślnicy i twórcy ludowi ulegają modom jak inni producenci – zapewnia etnograf Małgorzata Zawierucha, przewodnicząca komisji artystycznej przy Fundacji Cepelia. – Podłódzcy rzeźbiarze "zawzięli się" na figury przedstawiające Żydów. To reakcja na duże zainteresowanie ich kulturą i rosnącą liczbę turystów Izraela. Tradycyjnie, dużym wzięciem cieszą się diabły, anioły, Chrystus Frasobliwy i Ukrzyżowany.

Rozkwit przeżywa koronczarstwo. Emerytka Urszula Bińkowska z Łodzi przed kilkunastu laty wskrzesiła frywolitki z cienkiej nici: serwetki, ażurowe kołnierzyki, mankiety i kamizelki do sukien wieczorowych. Dziś pani Ula ma na koncie wystawy w Centralnym Muzeum Włókiennictwa. Mówi, że frywolitka to towar bardzo trudny do sprzedania ze względu na cenę.

Grupy rekonstrukcji historycznej i odtwarzanie bitew z epoki rycerskiej wpłynęło na odrodzenie się rzemiosł... średniowiecznych. Krawcowe ubierają teraz dwórki, szewcy szyją ciżmy z długimi noskami, a krawcy – skórzane portki dla rycerzy, zaś płatnerze kują miecze, spawają hełmy, z tysięcy stalowych kółek produkują kolczugi, a stolarze przygotowują tarcze. To wszystko znajdziemy w sklepie Cepelii.

Rynek bez rynku, wiklina bez oprawy


– Nie zamierzam dublować oferty twórców ludowych z jarmarków – zapewnia handlowiec Janusz Pochylski, przygotowujący się do otwarcia galerii wikliniarskiej. – Z wikliny można wypleść wszystko. Widziałem już tira, trabanta, żubra, a także skrzypka naturalnej wielkości. W akademiach sztuk pięknych odbywają się zajęcia z wykorzystania wikliny jak tworzywa artystycznego.

Klienta trzeba stopniowo oswajać z możliwościami zdrewniałych witek. Najpierw w galerii pojawią się wyroby mniej wyrafinowane artystycznie, z kręgu sztuki użytkowej, a więc kufry, skrzynie, fotele, kosze do kwiatów, ramy do luster i bardzo modne obecnie szuflady do szaf wnękowych i garderobianej zabudowy.

Marzą mi się pokazy na rynku w Manufakturze, ale tu nie ma jeszcze odpowiedniego klimatu jak na warszawskiej Starówce czy sopockim Monciaku – zauważa handlowiec.

Przaśny chleb


Najstarszy łódzki zdun Eugeniusz Jaruga wraz z synem Jackiem zbudował piec chlebowy, opalany drewnem, dla piekarni w Alei Ginących Zawodów w Manufakturze. Takich pieców nie używa się od półwiecza.

Wiera Rumocka, pomysłodawczyni i współwłaścicielka piekarni, zapowiada, że ich pieczywo nie będzie adresowane do zjadaczy chleba, lecz jego smakoszy. Pojawią się dawne, zapomniane smaki. Dlatego na liście dodatków znalazły się suszone śliwki, ziarno słonecznika i dyni, zioła a także maślanka i kefir.

– Zamierzamy wypiekać przaśny, żytni chleb polski na tradycyjnym zaczynie, czyli bez drożdży – zapowiada rzemieślnik Karol Olszański, współwłaściciel piekarni. – Powrócimy do chłopskich receptur. Sięgniemy po grubo mieloną mąkę pytlową. Ale nie tylko. Z mąki z pełnego przemiału, a więc nieprzesiewanej – powstanie pieczywo dla diabetyków i osób cierpiących na dolegliwości żołądkowe. Będziemy piec pieczywo na liściach chrzanu i kapusty. Przypomnimy smak podpłomyków – chleba, którego się nie kroi, lecz łamie.

– Kiedy byłem młodym piekarzem, miałem wśród stałej klienteli pracownika placówki dyplomatycznej w Egipcie – wspomina Karol Olszański. – W czasie urlopu raz w roku przyjeżdżał specjalnie z Warszawy do Łodzi, żeby przed wylotem kupić 15 bochenków tradycyjnego żytniego chleba. Potem długo delektował się jego smakiem na obczyźnie. Na pewno zamrażał go, bo nasz chleb – dzięki wysokiej wilgotności miąższu – posiada "tylko" 72–godzinną trwałość.

Gorące pieczywo będzie trafiać na półki sklepowe nawet co godzinę, ale wszystko zależy od długości... kolejki oczekujących klientów. Piekarnia sprzed półwiecza jest bowiem maleńka, mieści się na 80 metrach kwadratowych, a piec ma tylko dwie komory do wypieków. Wszystkie czynności poza wyrabianiem ciasta będą wykonywane ręcznie. Trzej piekarze i ekspedientka będą pracować w godziwych warunkach, na miarę XXI w., a więc w klimatyzowanym pomieszczeniu.

W piekarence będzie można kupić wiejski chleb żytni: okrągły, długi oraz prostokątny o wadze 1, 2 i 3 kilogramy.

Włodzimierz Kupisz – Dziennik Łódzki
ap

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Cieszę się, że nie zaniknie tradycja produkcji łodzi w Łodzi i wytwarzanie masek z dyni w Gdyni... Kupisz, nie kupisz, ale potargować można.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.