Facebook Google+ Twitter

Rzetelność, słowo nieznane

Jeśli sprzedałeś samochód i nie jesteś pewien czy nowy właściciel dopełnił wszystkich formalności, lepiej sprawdź. Unikniesz poważnych kłopotów. I wydatków. Urzędy bywają nierzetelne. Nie mówiąc już o straży municypalnej.

Poznanianka Bożena W. (nazwisko do wiadomości redakcji) w czerwcu 2007 roku wstawiła samochód do warsztatu znajomego mechanika. Ten miał nie tylko naprawić jej suzuki, ale i zaoferować sprzedaż niemłodego już auta. Miał na nie kupca. Wolę tej transakcji poświadczył przekazaniem klientce samochodu zastępczego. Sporządzona została także umowa sprzedaży, w której brakowało jedynie daty i nazwiska kupującego. Cała operacja miała być dokonana - jak określił to fachowiec - "w try miga". Sprawa zaczęła się jednak przedłużać. A to brakowało potrzebnej części, a to mechanik miał niecierpiący zwłoki wyjazd, a to kupiec kręcił nosem... Tak czy inaczej, Bożena W. uzyskiwała każdorazowo zapewnienie, że samochód stoi a naprawa i transakcja wkrótce zostaną sfinalizowane.

- Pierwszym niepokojącym sygnałem była informacja, chyba w sierpniu, że moje suzuki widziane było na mieście - opowiada zdenerwowana poznanianka. - Zadzwoniłam i dowiedziałam się, że trzeba było pojechać po brakujące części do innego samochodu, a tylko mój był "pod ręką". No i że za kilka dni będzie umowa i rozliczenie.

Tylko... płacić! / Fot. Ryszard K. HetnarowiczWreszcie, na początku... październiku, minęło te kilka dni. Suzuki zostało przerejestrowane i wydawało się, że wszystko jest załatwione. Ale nic z tych rzeczy. - Potem były policyjne wezwania z powodu kolizji z udziałem mojego samochodu, monity o zapłacenie ubezpieczenia... Wszystko skrupulatnie wyjaśniałam, stawiałam się na wezwania, wysyłałam ksera z poświadczeniem umowy kupna-sprzedaży, pisałam oświadczenia i... diabli mnie brali, że wszędzie figuruję jako właściciel suzuki! Ale i innego już samochodu! Prostowałam, gdzie mogłam. Ale ten monit, z lipca tego roku, całkowicie wyprowadził mnie z równowagi - Bożena W. nie może ukryć irytacji i pokazuje dokumenty wysłane na jej adres przez Wydział Parkowania Zarządu Dróg Miejskich w Poznaniu. Jest to wykaz niezapłaconych mandatów w sierpniu, październiku i listopadzie 2007 roku oraz wezwanie do natychmiastowego uiszczenia ponad 800 zł.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 25.07.2009 15:59

To wszystko co w każdym normalny kraju jest absurdem, u nas w Polsce ma powszechne zastosowanie. Jeden Urząd Miasta, dwie panie, dwa komputery, jedno pomieszczenie, ale jak opłacałem podatek od nieruchomości, to musiałem powiadamiać obydwie paniusie, gdyż za miesiąc dostawałem od jednej z nich upomnienie do zapłaty wraz z odsetkami - powód? ( przypuszczam, że nie powiadomiłem tej drugiej pani od wysyłania upomnień, za nie opłacenie w terminie podatku ).. Dopiero opublikowanie w Urbana ,, gazetce ,, powyższych faktów, coś zmieniło. Rok później nadal były 2 komputery, dwie panie, ale już inne i nie przychodziły upomnienia. :)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mandaty z października i listopada Wydział Parkowania może sobie w buty włożyć.* Inna sprawa z sierpniowymi. Faktycznie Bożena W. była wtedy właścicielką samochodu. Mandaty np. za przekroczenie prędkości uwiecznione na pięknej czarno-białej fotografii też przychodzą do właściciela samochodu, który powinien wskazać osobę kierującą pojazdem. Jeżeli jej nie wskaże sam odpowiada. Należy pamiętać, że posiadanie samochodu to z jednej strony przyjemność a z drugiej całkiem sporo obowiązków (obowiązkowe ubezpieczenie OC). Po to państwo wprowadza rejestr samochodów aby mieć prostą drogę do dochodzenia pewnych powinności. Chcesz mieć auto? Musisz być świadomym właścicielem i swego prawa pilnować, niestety.

Pani Bożena teoretycznie mogłaby próbować wskazać przed urzędem kto wtedy faktycznie władał samochodem. Jednak to będzie droga stroma i wyboista. "Łatwiejszą" będzie zapłacić te 100 złotych a następnie na podstawie regresu żądać zwrotu tej kwoty od mechanika bądź wskazanej osoby. Tak prawo a jak wygląda życie, wszyscy dobrze wiemy.

*można pomyśleć o zabawie z urzędnikami i żądać wyjaśnień tej sprawy na piśmie a następnie skierować sprawę do sądu. Jeżeli ktoś wpuścił tablice z powrotem do obiegu to jest to sprawa dla prokuratora.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.07.2009 20:14

Bardzo zabawnie. Jak to u nas...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.