Facebook Google+ Twitter

Rżnięcie głupa, czyli jak się nie zapisać do partii

Perturbacje z naszym życiu politycznym z niejakim nadmiarem partii, mających kłopot z konfiguracjami, przypomniały mi czasy gdy była jedna. Trzeba było główkować, by się do niej jednak NIE zapisać.

Znacie tą bajeczkę? Nie wszyscy. No to posłuchajcie:

Umiejętność pisania na maszynie posiadłam obijając palce o twardą klawiaturę jakiegoś starocia, / Fot. Fot. Paweł Łacheta/Express Ilustrowany ale dla potrzeb pracowni rentgenowskiej w stopniu wystarczającym. A nawet więcej. Szybko bowiem okazało się, że L., pielęgniarka z gabinetu obok, wykorzystała moją umiejętność dla poprawienia własnych notowań. Była bowiem jako osoba z niejakim wykształceniem protokolantką na zebraniach POP, a do PZPR zapisała się jak większość: dziewczynie z wiejskiej nędzy pasowała ideologia i perspektywy.

A ja? – z nieporadnych jej notatek ”przepisywałam” protokoły pełne ożywionej i treściwej dyskusji, co dodawało splendoru również stopień wyżej – towarzyszowi sekretarzowi POP. Był nim ekspartyzant Batalionów Chłopskich, absolwent ukończonego z sukcesem kursu dla analfabetów, postawiony na czele licznego zastępu personelu zabiegowego w charakterze kierownika zakładu.

Któregoś dnia jednak człowiek ten postanowił wykonać zadanie partyjne i powiększyć grono członków podległej mu komórki. Przyszedł do mnie.

Agitka się odbyła, zachęty wysłuchałam z szacunkiem, ale deklaracji, wywijając się jak piskorz niedojrzałością do poważnej decyzji, chora matką, małym dzieckiem, zdechłym kotem i Bóg wie, czym jeszcze - nie podpisałam.

Jednakże – mając na uwadze dobro Partii oferowałam swoje usługi w dalszym pisaniu protokołów. Piorun kulisty strzelił w towarzysza sekretarza! Wyszło szydło z worka! Pognał do komitetu z aferą. Nieszczęsna L. dostała naganę partyjną za zdradzanie tajemnic (he... he...) a ja stałam się obiektem uważnej obserwacji na następne lata.

Drugie podchody odbyły się na okoliczność ewentualnego ukończenia kursu – majaczyło na horyzoncie stanowisko wojewódzkiego inspektora BHP do spraw radiologicznych. Potrzebna była rekomendacja. Której nie uzyskałam z powodów oczywistych.

A że do trzech razy sztuka, zaczął mnie namawiać na wstąpienie do PZPR dyrektor, postawiony na czele zakładu przez Komitet Wojewódzki do rozwalenia wszystkiego, co dało się rozwalić. Temu przyrzekłam solennie, że pozostanę w gronie sympatyków, bo członków partia ma już tak wielu, że niektórzy występują z powodu tłoku. Był to już moment pierwszej "Solidarności" i stare cwaniaki rzucając legitymacje organizowali strajki oraz pisali postulaty.

Wniosek jednak jest prosty: od nadmiaru głowa boli. Jedni tworzą nowe partie, inni rozwalają stare, jeszcze inni zawierają alianse gdzie każdy godzien być jedynym wodzem a jeszcze inni - zależnie od pogody surfują zręcznie pomiędzy falami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.