Facebook Google+ Twitter

Rzut oka na sytuację reprezentacji Polski po lutowych sparingach

Po przejrzeniu pierwszych, bardzo gorących komentarzy po sparingu w Dublinie, zamieszczam swoją, autorską analizę sytuacji drużyny narodowej przed meczami eliminacji Mistrzostw Świata z Ukrainą i San Marino

Autor na trybunach Stadionu Narodowego przed meczem Reprezentacji Polski / Fot. własne2 Lutego 2013 roku piłkarska reprezentacja Polski rozegrała w hiszpańskiej Maladze sparing z zespołem Rumunii. Obie drużyny występowały w składach złożonych z zawodników występujących na co dzień w ligach krajowych. Wielu kibiców, a nawet footballowych ekspertów, kwestionuje celowość organizowania takich meczów. Co więcej znani menadżerowie czołowych klubów europejskich, często głośno protestują przeciwko wysyłaniu swoich gwiazd na oficjalne sparingi, rozgrywane w terminach wyznaczonych przez FIFA i UEFA. W rezultacie po otrzymaniu powołań daną drużynę nierzadko nawiedza tajemnicza fala kontuzji, które znikają niemal tak samo szybko, jak się pojawiają.

Starcia towarzyskie toczone w tak zwanych krajowych składach, zwłaszcza w polskich realiach, mają jeszcze jeden dość nietypowy aspekt. Rozgrywane na ogół w miesiącach zimowych, ze zrozumiałych względów, nie mogą być organizowane na terenie naszego kraju. Konieczne jest zatem znalezienie innego, cieplejszego miejsca, w którym piłkarze będą dysponować odpowiednimi warunkami do treningu oraz stoczenia samego pojedynku. Wszystko jest w porządku, jeżeli dobór lokalizacji, tak jak w przypadku sobotniego sparingu z Rumunią, podporządkowany jest dobru reprezentacji. Hiszpania ma zarówno odpowiedni klimat, jak dostateczną ilość doskonale wyposażonych kompleksów treningowych, aby sprostać potrzebom każdej zagranicznej drużyny. Ponadto znajduje się stosunkowo blisko, więc nie wymaga od zawodników i sztabu szkoleniowego długiej, wyczerpującej podróży oraz problemów związanych z drastyczną zmianą strefy czasowej. Nie należy się zatem dziwić, że kraj z Półwyspu Iberyjskiego jest bardzo popularny wśród wielu klubów europejskich, szukających miejsca na obóz treningowy podczas zimowej przerwy w zmaganiach ligowych.

Niestety w polskich realiach, często można odnieść wrażenie, że wygodna trasa przelotu oraz komfort treningu kadry, delikatnie mówiąc nie zawsze były priorytetem. Zjawisko to było doskonale widoczne zwłaszcza podczas prezesury Grzegorza Laty w piłkarskiej centrali i przygotowań drużyny selekcjonera Smudy do EURO 2012. Zamiast brać przykład z Austriaków i Szwajcarów, którzy sposobiąc się do „swojego” EURO 2008, prawie nie ruszali się z kraju, Polacy dosłownie zjeździli pół świata. W efekcie wybrańcy popularnego Franza rozgrywali sparingi w Kanadzie, USA, Korei Południowej, a nawet tak egzotycznych pod względem piłkarskim, miejscach jak Singapur, czy też Zjednoczone Emiraty Arabskie. Co więcej rywale, z którymi się tam potykaliśmy, choć często stosunkowo mocne, na ogół nie pochodzili z Europy.

Ktoś mógłby zadać całkiem logiczne pytanie: po co reprezentacji przygotowującej się do najważniejszego turnieju w swojej historii, zagraniczne wojaże i sparingi z zespołami o stylu gry, całkiem odmiennym, od tego jaki będą preferowali przeciwnicy podczas EURO? Otóż przy okazji tych podróży kadry narodowej, mało miejsce zjawisko, które ja określałem mianem: turystyki pod szyldem PZPN. Istne tabuny związkowych działaczy mogły w ramach „szkoleń” oraz innego typu „delegacji”, towarzyszyć wybrańcom Franciszka Smudy i za darmo zwiedzać wiele egzotycznych, ciekawych miejsc. Bez znaczenia jest fakt, że przy okazji krótkich zgrupowań, z daleką podróżą i zmianą stref czasowych, mogła ucierpieć forma zawodników, skoro „zasłużeni” działacze mieli pretekst do tygodniowych wczasów. Nie twierdzę oczywiście, że taka forma przygotowań, miała decydujący wpływ na sportowy rezultat podczas EURO 2012. Wspomniałem o „turystce” jedynie po to, aby jeszcze raz ukazać absurdalność podobnych przedsięwzięć, które miejmy nadzieje należą już do przeszłości.

Niemniej jednak, w odróżnieniu od wielu kibiców, uważam, że sparingi kadry w tak zwanym krajowym składzie, organizowane na neutralnym terenie, mają swój głęboki sens. Można je wręcz porównać do meczów rozgrywanych przez drużynę klubową podczas przedsezonowych obozów przygotowawczych. Stanowią one dla menadżera okazję do swoistego „przeglądu wojsk”, na który nie ma już czasu podczas poważnych zmagań o wielką stawkę. Identyczna sytuacja zachodzi w przypadku selekcjonera kadry narodowej. On także ma możliwość zabrać na takie zimowe zgrupowanie ludzi, na co dzień zapisanych w jego notesie, na nieco dalszych pozycjach.

Aby całe to przedsięwzięcie spełniło swoją rolę muszą zostać wypełnione przynajmniej dwa, podstawowe warunki. Po pierwsze nie można dopuścić do przerostu formy nad treścią – tak jak miało to miejsce w przypadku „turystyki działaczy PZPN”. Po drugie piłkarze wyjeżdżający na taki „krajowy” mecz, muszą mieć świadomość, że być może jest to dla nich pierwsza i zarazem ostatnia szansa na zrobienie pozytywnego wrażenia na selekcjonerze. Nie ma tu zatem miejsca na tak zwane odrabianie pańszczyzny i brak zaangażowania. Suchy rezultat takiego test - meczu, zarówno w przypadku wysokiej porażki, jak okazałego sukcesu, jest w praktyce bez znaczenia. Oczywiście zwycięstwo ułatwia budowę dobrej atmosfery w oraz wokół drużyny narodowej, ale zawodnicy, którzy wybiegają w takim sparingu na murawę, muszą czuć, że grają przede wszystkim dla siebie. Tego dnia walczą bowiem o swoją reprezentacyjną przyszłość, a wygłaszane na gorąco osądy kibiców i dziennikarzy są całkowicie nieistotne. Innymi słowy jedyne o co dany zawodnik powinien zabiegać, podczas „krajowego” sparingu, to zdobycie uznania trenera i pokazanie mu, że wcale nie jest słabszy, od zawodników występujących w meczach o stawkę.

Z drugiej strony selekcjoner musi jasno dać do zrozumienia swoim podopiecznym, że każdy kto regularnie wyróżnia się w klubie i utrzymuje wysoką dyspozycję, ma realną szansę otrzymać powołanie do kadry. Jednocześnie nie chodzi o to, aby, jak często czynią to niektóre media, na siłę wpychać do kadry piłkarza, po kilku chimerycznych przebłyskach formy. Konieczne raczej jest ciągłe utrzymanie otwartości selekcji, tak aby nawet „zwykli ligowcy”, mieli poczucie, że występ w barwach narodowych, nie jest jedynie niedościgłą mrzonką. Takie podejście ma pozytywny wpływ na codzienną motywację piłkarzy, dając jednocześnie selekcjonerowi znacznie większe pole manewru.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.