Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

18096 miejsce

"Rzymskie zauroczenie", czyli Bella Italia w oczach blondyna

Jeśli Rzym znacie tylko z przewodnika lub z perspektywy pasażera turystycznego autokaru, koniecznie przeczytajcie tę książkę!

Okładka powieści / Fot. zdjęcie ze strony Wydawnictwa PascalTego gorącego lata Wydawnictwo Pascal sprawiło czytelnikom miłą niespodziankę – 2 lipca ukazała się książka Martina Zöllera pt. "Rzymskie zauroczenie. Niecodzienne zapiski blondyna, który chciał poczuć się w Rzymie jak w domu."
Prawdziwy Martin Zöller to pochodzący z Monachium 34-letni dziennikarz, który w 2006 r. trafił do Rzymu jako korespondent "Badischen Zeitung". I choć w Wiecznym Mieście od dawna czuje się jak w domu, to, jak twierdzi, za prawdziwego rzymianina może uchodzić tylko wtedy, gdy jedzie na skuterze i jego jasne włosy są ukryte pod kaskiem.

Ponieważ książka jest w dużej mierze autobiograficzna, ten sam problem ma jego powieściowe alter ego. Przed wyjazdem do Włoch zaprzyjaźniony właściciel włoskiego baru w Monachium przestrzega entuzjastycznie nastawionego podróżnika: Z tą swoją blond-e czupryną jesteś w Roma obceee ciało. Ostrzeżenie okazuje się zasadne - jasne loki to dla Włochów sygnał, że mają do czynienia z zagubionym w rzymskich realiach cudzoziemcem, którego niewiedzę i bezradność można wykorzystać. Ba, wręcz należy to zrobić! Nie bez powodu oryginalny tytuł książki brzmi "Madonna, ein Blonder!"

Na kolorze włosów problemy się nie kończą. Cóż z tego, że Martin mówi płynnie po włosku, skoro nie zna tak istotnych słów jak eeech, ooho i boh. O zgrozo, nie wie też, co oznacza wiercenie palcem dziury w policzku czy pocieranie podbródka grzbietem dłoni. Bohater szybko dochodzi do wniosku, że w Wiecznym Mieście trudno się obyć bez znajomości trzech języków: włoskiego, rzymskiego i gestów.
Przekonuje się również, że rogalik z budyniem waniliowym może się okazać zagrożeniem dla życia, a przy suto zastawionym stole bardzo łatwo popełnić gafę i stać się w oczach Włochów kulinarnym barbarzyńcą.

Na szczęście nieszczęsny biondo może liczyć na przyjaciół - wspierają go barista Dino i jego młoda krewna, Elisa. Piękna Włoszka staje się dla naszego bohatera kimś więcej niż przyjaciółką - dla niej jest gotów wziąć udział w morderczym górskim biegu z figurą Maryi.

Dziennikarskim doświadczeniom autor zawdzięcza żywy i obrazowy styl, który w połączeniu z ciepłym humorem i autoironią sprawia, że powieść czyta się jednym tchem i z prawdziwą przyjemnością. Krótkie rozdziały łączy wspólny wątek, ale każdy z nich stanowi jednocześnie odrębne opowiadanie, ukazujące w anegdotyczny sposób któryś aspekt włoskiej rzeczywistości. Wyrazy uznania należą się również tłumaczce, dzięki której przekład zachował lekkość i wdzięk oryginału.

Zapewniam: lektura "Rzymskiego zauroczenia" jest orzeźwiająca niczym poranne cappuccino!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Mnie też zainteresował ten włoski język gestów :) Cieszę się, że jestem już i mężatką i mamą, bo nie grozi mi te szalone włoskie zauroczenie - podobno groźne! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli kiedyś przybędę do Rzym, to po to, aby pokłonić się cieniom kwirytów. Ten dzisiejszy niezbyt mnie wzrusza.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zaintrygował mnie ten język gestów i autoironia. Uwielbiam! Ciekawe, że bella bionda jest OK. ale bello biondo już nie? a przecież mają czasem taki genetyczny wybryk w spadku po germańskich i barbarzyńskich najazdach. Po książkę sięgnę. Dzięki za fajną recenzję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To fakt, wtajemniczenie nie dokonuje się automatycznie! Dziękuję za interesującą recenzję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.